Boeing 767 lecący z Nowego Jorku z powodu awarii układu hydraulicznego nie mógł wysunąć podwozia. Zawiodły też awaryjne systemy elektryczne, które otwierały klapy. Pojawiają sie informacje ,że już pół godziny po starcie wiedziano o defekcie ,a pasażerowie słyszeli jakieś podejrzane głośne trzaski - pewnie podczas chowania podwozia .
Jeśli tak było w rzeczywistości to chciałbym jako potencjalny klient lotu zadać pytanie : czy nie bezpieczniej było lądować awaryjnie - po zrzucie paliwa - na amerykańskim lotnisku ,niż pakować się niesprawnym samolotem nad ocean? Moja znajomość mechaniki jest wprawdzie dość ograniczona , ale stykałem się z awariami części w różnego rodzaju urządzeniach które nie wyłączone w porę , powodowały kolejne poważniejsze awarie innych podzespołów. Jak bez zdiagnozowania przyczyn awarii można zdecydować o wielogodzinnym niesprawnym samolotem, nad Oceanem Atlantyckim. ----- Mam nadzieję że informacje które docierają są tylko wymysłami dziennikarzy zainspirowanych chaotycznymi opowieściami mocno przestraszonych pasażerów - bo jeżeli byłaby to prawda to rezygnuję z lotu takim LOT-em.


Komentarze
Pokaż komentarze (8)