389 obserwujących
1825 notek
4638k odsłon
  2967   4

Rakndroll. Gdy niemożliwe staje się możliwe.

Niestety, liczba osób chorych na nowotwory jest przerażająca. W zasadzie większość stanów początkowych i średnich korzysta z dziennego oddziału chemioterapii oraz radioterapii. Każdego dnia zabiegu w rejestracji muszą dokonać formalnego przyjęcia na oddział. Czasami trzeba czekać na tę procedurę w kolejce nawet z godzinę. Potem jest totolotek- albo jest miejsce na fotelu (przy krótkich wlewach nawet n krześle), ale w godzinach nawału trzeba czekać na korytarzu, aż miejsce na Sali się znajdzie. Po prostu w jednej sali podawana jest chemia na wszystkie rodzaje nowotworów, z jedynie wydzielona jest hematologia dzienna. Radioterapia jest zorganizowana inaczej- tam otrzymuje się kartę, którą zbliżeniowo rejestruje się w Sali. I tam jest podany czas wejścia na zabieg. Tu kolejek nie ma. Góra 10- 15 minut od zaplanowanej godziny naświetlania.


Sporo naświetlań musi odbywać się na tzw. wdechu. Pamiętam moje przerażenie, gdy przeczytałam, że musze utrzymać wdech przez 25-30 sekund, żeby ochronić zdrowe tkanki i przede wszystkim, w moim przypadku, serce. Na szczęście przed pierwszym naświetlaniem dowiedziałam się, skąd się wzięła nazwa Mercedesa na urządzenia pozytronowe. Otóż w momencie, w którym wypuszcza pacjent powietrze- kończy się automatycznie naświetlanie. Pacjent śledziu sobie na małym ekranie, na jakiej wysokości powinien ten wdech utrzymać, A kiedy biały oznacznik poziomu wdechu spada- naświetlanie ustaje. Rozmawiałam z kuzynką z USA, której mąż leczony był w doskonałej klinice MAIO, takich urządzeń nie było. Czyli skala uszkodzeń zdrowych komórek narządów niestety był znacząco większa niż obecnie. Częściej dochodziło tez do poparzeń.

Oczywiście radioterapia jest inwazyjna, tego nie da się uniknąć. Ale ograniczenie jej to obecnej skali zabezpieczenia jest również psychicznie- dla pacjenta zbawienna.

W moim przypadku profesor Dziadziuszko zaordynował natychmiastowe podanie chemii. Czekanie na czas koordynacji z radioterapią uznał za niedopuszczalne opóźnienie. Dlatego pierwsze trzy dni chemioterapii, dwóch specyfików nie było łatwym przeżyciem. Dodatkowo dostawałam sporo nich leków, co przy moim migotaniu przedsionków skutkowało bardzo złym samopoczuciem. Po tej pierwszej fazie, która przeszłam mało komfortowo(delikatnie mówiąc) nastąpiła korekta i od drugiego cyklu chemii wraz z radioterapią – miałam ograniczoną ilość leków w kroplówce. Dalej jednak dość trudno jest opanować migotanie i ciśnienie. Lekarze jednak nad tym pracują

Z moich króciutkich włosów pozostał mi meszek na głowie(nieopierzony kurczak) oraz gustowna chusteczka, która braki zakrywa. Ale to naprawdę nie jest zmartwienie. Niestety, problemem jest zmuszanie się do jedzenia. W przeciwieństwie do wielu ludzi skarżących się na posmak metaliczny w ustach- ja wszystko odczuwam, jako przesłodzone. Zawsze uwielbiałam czekoladę- dzisiaj nie mogę jej tknąć. Herbat, która od dziesięcioleci piję bez cukru- musi być złamaną smakowo plasterkiem gingeru, bo nie dam rady wypić A ta kawa, której wypijałam o 3 szklanki dziennie- też gorzką, ledwie w kilku łykach mi przechodzi. Takie to buty…

Niestety, wiąże się to również z nudnościami. Biorę leki antywymiotne, ale niestety pomaga tylko częściowo. Dlatego do jedzenia i picia muszę się przymuszać. Czekają mnie niedługo badania krwi, a od nich zależy czy będę mogła kontynuować plan terapii zgodny z potrzebą i zaleceniami lekarza. Trzeba zapomnieć o smakach i po prostu regenerować skutki obciążeń trującej chemii.

Niestety, radioterapia też niszczy czerwone krwinki i leukocyty. Najważniejsze jest więc zadbać o możliwość dalszego leczenia. Od skuteczności planu zależy szansa na wyzdrowienie lub szansa na życie. Czyli chory wyboru nie ma. TRZEBA.

Mimo, że bardzo wiele widziałam i słyszałam o chemii i radioterapii-, kiedy sama miałam jej doświadczyć, nie obył się bez lęku. Uśmiech na buzi, ale wnętrze pełne obaw. Jak zareaguję, czy będę miała siłę chodzić, itp. Pierwszy cykl zniosłam źle. Byłam ogromnie osłabiona, ledwo dochodziłam kilkanaście koków do samochodu. Przyczyną było migotanie przedsionków, które niestety mi dolega od kilku lat, dodatkowo obciążone nadmiernie płynami z wlewu. Kiedy zostało to skorygowane –sytuacja uległa pozytywnej zmianie.

W miarę wzrostu liczy naświetlań osłabienie rośnie. Kolega, który miał naświetlania z powodu prostaty ze śmiechem informował znajomych, kiedy pytali jak się czuje. Jak kisiel!

   Ale staram się racjonalnie ruszać, chodzić, żeby nie doszło do zastojów i utraty siły mięśni. Da się, jak się uruchomi odpowiednie receptory mózgowe To samo z jedzeniem- naturalne dodatki typu imbir, olejek z rokitnika, tran, kardamon, buraczki i inne.

Z tego powodu nie rzucałam aktywności społecznej do końca. Musiałam zrezygnować z komentarzy w Radio Gdańsk, od choroby byłam tam tylko dwa razy, coś tam nagrałam do programu zdalnie. Wzięłam udział w końcu czerwca w ważnym spotkaniu Stowarzyszenia z władzami miasta, oczywiście w sprawie tramwaju. Czekaliśmy na takie spotkanie na szczeblu Prezydenta miasta przez 6 lat. Zbywał nas śp. Prezydent Adamowicz, zbywała Aleksandra Dulkiewicz. Która niezwykle często powołuje się na testament swojego poprzednika, widocznie zakazał Jej spotkań z mieszkańcami w sprawie tramwaju Na to spotkanie przybył pan prezydent Piotr Grzelak. Ja ledwo doszłam do sali spotkań (to było kilka dni po zakończeniu 1 cyklu ciężkiej chemii), ale emocje dopiero miały się zacząć. Najpierw protesty urzędników z UM, ż e za dużo ludzi przyszło(, z czego, jak się później okazało to urzędnicy i przedstawiciel miejskich instytucji! Sic!

Lubię to! Skomentuj75 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości