Nie lubię literatury science fiction. Nie chodzę, zatem na filmy tego gatunku. Czasami czynię wyjątki, tak jak ostatnia moja wyprawa na film Avatar. Nie czytałam recenzji tego filmu, poza notką mai14. Niepochlebną. Popartą głosem Eli Barbura.
Film odebrałam bardzo pozytywnie. Doskonałe animacje, bajkowe ,poetyckie widoki. Ale także przemoc, którą przegrywa w odbiorze (moim!) z siłą przesłania tej opowieści: oto są granice dążenia do destrukcji świata z chęci zysku,których przekroczyć nie można. Nieważne, jaką siłę bezwzględni decydenci posiadają, jaką wysublimowaną technikę dysponują. Łamanie podstawowych praw natury skończyć się musi klęską agresora. Bo w obliczu zagłady podstawowych więzi, natura jednoczy wszystkich.Nie ma w tej opowieści miejsca na wielkie kreacje aktorskie. Tutaj głównym bohaterem jest Przekaz.
Przybysze z Nieba, pozbawieni skrupułów zdobywcy, którzy są gotowi do zniszczenia wszystkiego,co stoi na drodze do pomnożenia zysków korporacji, która reprezentują -przeciwstawieni dziwnym oszołomom, dla których życie bez więzi z naturą i tradycją oznacza zagładę. I to oni są w tym filmie nazywani ludźmi...
Avatar to bajka z pięknym morałem. Warto nie tylko ją obejrzeć. Warto pomyśleć.



Komentarze
Pokaż komentarze (3)