1maud 1maud
115
BLOG

Zaorać rynek. Kolonizacja Polski

1maud 1maud Polityka Obserwuj notkę 28

 

We wczesnych latach dziewięćdziesiątych, na polskim rynku panował o swoiste El Dorado. Z jednej strony, rodzime firmy, poddane reformie –były prywatyzowane wedle znanego decydentom klucza, (a zupełnie nieuświadomionego przez społeczeństwo!),czyli poprzez wyprzedaż za przysłowiową złotówkę, co nie miało uzasadnienia w potencjale tych firm.

W lipcu 2008 r. zapadł wyrok przeciwko Januszowi Lewandowskiemu „Prokuratura zarzuciła Lewandowskiemu, że jako minister przekształceń własnościowych działał na szkodę interesu publicznego i prywatnego, przekraczając uprawnienia i nie dopełniając obowiązków przy prywatyzacji na początku lat 90, dwóch krakowskich spółek Skarbu Państwa: Techmy i KrakChemii.Chodziło m.in. o pomijanie korzystniejszych ofert, poświadczenie nieprawdy w antydatowanym dokumencie i wyrażenie zgody na sprzedaż akcji pomimo upływu terminu, przyjęcie zaniżonej stopy kredytu refinansowego, nienaliczanie odsetek karnych i doprowadzenie do stworzenia mechanizmu samofinansowania zakupu spółki poprzez przejęcie przez nabywców dywidendy i spłacanie należności w ratach. Szkody oszacowano w akcie oskarżenia na blisko 2, 4 mln zł.”Sąd w ustnym uzasadnieniu, prokuraturze nie udało się wykazać, że istniał układ, który pozwalał się uwłaszczać na majątku państwa, a przy prywatyzacji krakowskich spółek popełniono przestępstwo. "Okazało się tylko, że istnieją pewne nieprawidłowości i że dopuszczono się zaniedbań" - podkreślił sąd. Nieprawidłowości te uzasadnił specyfiką ówczesnych przekształceń własnościowych i brakiem stosownych doświadczeń”

Powstawały, jak grzyby po deszczu, spółki nomenklaturowe, które „doiły „firmy matki, albo generując dochody przez pośrednictwo (zjawisko dojenia kozy), albo bezpłatnie eksploatowały majątek trwały swoich żywicielek. Opisałam to zjawisko we wpisie Pułapka Pająka. Przypominam krótki akapit opisujący zasadę ” Weszli. Do sekretariatu dyrektora kombinatu i powiedzieli: „masz wybór, albo pracujesz z nami, albo ciebie zniszczymy.” A potem powiedzieli: „od tej chwili będziesz kupował surowiec nie bezpośrednio od Rosjan po cenie subsydiowanej, ale od jednej ze wskazanych przeze mnie spółek po cenie rynkowej. A potem, będziesz sprzedawał produkt końcowy nie do bezpośredniego konsumenta, ale od innej spółki, wskazanej przez nas. W ten sposób Pawłów i koledzy mieli pełną kontrole nad zakładem.”

Wyrok w sprawie Lewandowskiego, jest naturalną konsekwencją, opisaną w innym fragmencie wpisu” Czy fakt, ze w polskich stoczniach latach po upadku komuny, namnożyło się spółek od wszystkiego, które prosperowały znakomicie i świetnie płaciły zatrudnionym przez siebie stoczniowcom, (co skutecznie mydliło im oczy,) a nie inwestowały -w odbudowę parku maszynowego, nie jest polskim odpowiednikiem efektów „Pułapki Pająka?. A także w innych firmach, które padały w latach dziewięćdziesiątych jak muchy. Czy takie wątpliwości i szukanie „układu” jest oszołomstwem, czy tylko próbą wyjaśnienia, dlaczego to, co miało racjonalne podstawy funkcjonowania padło? Gdzie podziały się majątki FOZZ, jakie były losy dotacji Skarbu Państwach się przydarzyło polskim bankom, hutom PZU i innym? Pewnie nie dowiemy się nigdy, bo lata płyną, dokumenty finansowe są niszczone.(Lwia część zgodnie z przepisami zresztą·)A jak pięknie pasuje potem do politycznego marketingu i możliwości użycia chwytliwego dla narodu hasła „ państwowe padało, trzeba za grosz sprzedać, bo musieliśmy przez lata dotować. Z pieniędzy podatnika. Z waszych pieniędzy” I na koniec dodać” myśmy nie mieli doświadczenia.

Z drugiej strony wchodziły zachodnie korporacje. Albo kupując zakłady przemysłowe, albo też tworząc swoje przyczółki, dystrybuujące produkty, produkowane jeszcze w macierzystych krajach.40 milionowego rynku żaden producent nie odpuści. Bo wyprodukować można wszystko, ale kluczem do sukcesu jest zbyt. Zanim, więc możliwa była lokalna produkcja, bądź zniesienie ceł –należało przyzwyczaić konsumenta do określonego produktu.

Warunkiem sukcesu było zatrudnienie dobrze posadowionych w miejscowych realiach fachowców od rynku, a także rzeszy przedstawicieli sprzedaży. Chodziło o tempo zajęcia rynku.Początkowe działy sprzedaży w koncernach w Polsce, to były tysiące ludzi. Po kilku latach ich liczba spadała o połowę, aby w końcu przekazać dystrybucję wielkim hurtowniom, okrajając liczbę ludzi zatrudnionych w sprzedaży do niezbędnego minimum logistycznego.Ich wynagrodzenie, jak na warunki polskie było bardzo dobre. Nie miało jednak żadnego przełożenia, na wynagrodzenia pracowników w innych krajach,. Było też kilka razy niższe, od zatrudnianych w Polsce pracowników zagranicznych. Praca wykraczała poza jakiekolwiek ramy czasowe, obowiązujące zarówno w Polsce jak i w Europie.

Bardzo często, pracownicy sprzedaży pracowali poza miejscem zamieszkania. Kiedyś zaproponowałam, aby zamiast opłat hoteli, dla tych, którzy cały tydzień przebywali w terenie, wynająć mieszkanie. To oznaczało możliwość zarówno obniżyli kosztów dla firmy, jak i mogło być źródłem dodatkowej premii za prace w nadgodzinach. Często zdarzało się, że pracownik w sezonie po 2 i 3 tygodnie nie wracał do domu, w mieszkaniu mógł przyjąć rodzinę.  Nie uzyskałam aprobaty. Argumentacja była prosta „ Margaret, jak ktoś mieszka w hotelu, to się nie spieszy do domu. Chętniej pracuje dłużej dla firmy „ A tak, do mieszkania przyjedzie żona, albo dzieci i pracownik jest mniej efektywny..”I byli rzeczywiście bardziej efektywni. Nierzadko meldunki z terenu wysyłane były po 22-ej.

Pracownicy zagraniczni mieli wynajmowane mieszkania. Opłaconą extra opiekę medyczną szkoły dla dzieci, opiekę domową w razie potrzeby. Ponieważ przez 3 lata, wszystkie rachunki z fabryki, wymagały mojej akceptacji, miałam okazje przyjrzeć się różnicom w traktowaniu Polaków i tzw. ex patów. A także sposobowi traktowania polskich pracowników, przez tych ostatnich.Przez pierwszy rok zatrudnienia pracowników związanych z produkcją, traktowano na równi z pracownikami działami sprzedaży. Czyli: koszty się nie liczą”. Już po roku w fabryce rozpoczęto zdecydowaną redukcję. Niektóre z proponowanych redukcji były absurdalne.   

Któregoś dnia, przyszedł do mnie rozżalony pracownik działu zakupu surowców, że w ramach oszczędności, dział został pozbawiony przez takiego esparta, codziennej dostawy Rzeczpospolitej. Dział odpowiedzialny był za zakupy z importu, potrzebowali wiec korzystać codziennie z kursów walutowych, które były tam zamieszczane.Kolejna skarga dotyczyła odmowy zwrotu pieniędzy, z prywatne zakupy kart telefonicznych (dział zakupowy nie miał Jeszce tel. komórkowych). Żadne argumenty nie były skuteczne. Dyrektor finansowy odmawiał. Ponieważ jedyny egzemplarz gazet znajdował się właśnie w jego pokoju, poradziłam, aby w ramach „wychowania go”, cały działa zakupu(7 osób), co 20 minut, rotacyjnie odwiedzał go, w celu rzekomej potrzeby korzystania z gazety. Natomiast w sprawie kart telefonicznym, poleciłam pracownikowi pozostawić jakiś dokument niezbędny w urzędzie celnym w Gdyni, w fabryce. Następnie miał przyjechać po niego taksówką do fabryki, a potem przedstawić rachunek dyrektorowi do zapłaty. Z wyjaśnieniem, że normalnie by zadzwonił, żeby ktoś mu podał dane, albo sam dokument dowiózł, ale przecież nie będzie opłacał telefonów z prywatnych pieniędzy. Oba tricki przyniosły pożądany skutek. Dodatkowo dyrektor został przywołany przez mnie do porządku, kiedy przedstawił do akceptacji swoje wydatki, związane z pobytem w Polsce, a finansowane przez fabrykę. Dal mi rachunek za instalację anteny satelitarnej oraz zakup serwisu i sztućców. Jak wiem, w innych fabrykach koncernu, takie zjawiska były na porządku dziennym. Ja odmówiłam. Jak oszczędności to oszczędności.

Dziwiło mnie wtedy ogromnie, że dyrektor finansowy, w zakładzie produkcyjnym dużego koncernu to młody człowiek, w dodatku z wykształceniem humanistycznym. Dopiero później zrozumiałam, że większość służb ekonomicznych koncernu, to ludzie nauczeni finansów przez koncern i szkolenia. Podobnie zresztą, jak nie szukali ludzi z wykształceniem ekonomicznych, do szefowania działom sprzedaży. Koncern uczył ekonomii koncernu. Nie potrzebował, aby rozumieć działania w skali makro, ale doskonale wykonywać założenia tych, którzy ich realizację planowali. Ba, łatwiej było uzyskać zamierzone efekty, pozostawiając w sumie w nieświadomości, sporą część managerów niższego stopnia. Co znamienne, największe kariery w koncernie, również z Polski, robili absolwenci afrykanistyki, poloniści, lingwiści, historycy? Czyli ekonomiści wychowani na polityce ekonomii korporacji. Przychodzili do pracy, jako Tabula rasa. Po latach- stawali się guru ekonomicznymi w koncernie.

c.d.n.

 

http://prawo.gazetaprawna.pl/artykuly/28242,sad_uniewinnil_b_ministra_od_zarzutow_nieprawidlowej_prywatyzacji.html

http://1maud.salon24.pl/163223,krwiozerczy-kapitalizm-zaorac-rynek

http://1maud.salon24.pl/104873,pulapka-pajaka

1maud
O mnie 1maud

Utwórz własną mapę podróży.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (28)

Inne tematy w dziale Polityka