Na Placu Piułsudskiego,podczas uroczystości pożegnalnych ofiar katastrofy w Smoleńsku, w Warszawie ,padały z ust Pana Marszałka wzniosłe słowa. Był cytowany i Papież i Rota. Były nawiązania do honoru, tradycji i historii Polski. W tym kontekście padło, wymienione z imienia i nazwiska, jako jedno z niewielu z listy ofiar, Anny Walentynowicz. Pan Marszałek powiedział tak” (zginęła –przypis. aut.)Anna Walentynowicz, która - jak powiedział - stała u zarania wielkiego ruchu polskiej Solidarności.
Na Placu, Piułsudskiego, pominiecie Ikony Polskiej Solidarności w przemówieniu, pełnego wzniosłych nawiązań historyczno-patriotycznych (umęczona krwią Warszawa) kandydata na przyszłego prezydenta Polski, byłoby błędem niewybaczalnym. Zatem, zgodnie z oczekiwaniem społecznym, zostało przez Pana Marszałka, wymienione.
Głośno jest o incydencie, który miał miejsce po pogrzebie Pani Anny Walentynowicz. I chociaż mnie, tak jak i wszystkich czytających, poruszył fakt, że wieniec od Pana Marszałka dla Pani Anny, składali współpracownicy Pana Marszałka -w stanie wskazującym na spożycie- i ponad dwie godziny po pochówku, to refleksja z tego wydarzenia musi być szersza.A z niej wynika, że wrażliwość patriotyczna, płynąca z różnych wypowiedzi Bronisława Komorowskiego, po tragicznej katastrofie, może być odczytana, jako wynik zapotrzebowania społecznego, a nie Jego przekonań. Ze Jego stosunek do ludzi zasłużonych dla Polski ,znamionuje chęć wtrącenia ich ponownie w haniebne okowy zapomnienia( tak jak to miało miejsce przez ostatnich dwadzieścia kilka lat, dopóki Lech Kaczyński status quo nie zmienił).Dlaczego tak ostro piszę? Tłumaczący okoliczności incydentu, „chwiejni współpracownicy „ marszałka Komorowskiego, opisywali w ten sposób:
Nikt też nie miał się spóźnić, bo nie była planowana obecność przedstawicieli marszałka na samym pogrzebie Anny Walentynowicz. Smoliński wyjaśnia, że z wieńcem miał się później pojawić marszałek, ale przedłużały się spotkania w Gdańsku po pogrzebie Macieja Płażyńskiego, więc pojechali jego współpracownicy.
Marszałek, zatem nie planował wizyty na pogrzebie. Być może było to trudne(chociaż -moim zdaniem -niewybaczalne, bo był w tym czasie w Gdańsku!!!)Ale, że nie przewidział żadnej oficjalnej delegacji od siebie? Sprawując obowiązki Prezydenta RP nie zamierzał uhonorować rangi pogrzebu Ikony Ruchu Wolnościowego w Polsce? Damy Orderu Orła Białego?
Smoliński dopowiedział „Uważałem, że kwiaty, które są, bo marszałek nie zdążył, nie powinny wracać.”W kolejnym wywiadzie już lekko mieniła się wersja „ marszałek Komorowski zadzwonił i poprosi o zawiezienie kwiatów. Ta wersja jest chyba bardziej prawdopodobna, ponieważ po złożeniu wieńca, jeden z panów zadzwonił gdzieś z informacja, że zadanie wykonane.
„Pod sam grób podjechał samochód, z którego wysiadło kilku mężczyzn. Wśród nich byli doradcy Bronisława Komorowskiego: Waldemar Strzałkowski i Jerzy Smoliński. Z bagażnika wyjęli wieniec z białych i czerwonych kwiatów. Na wstędze widniało nazwisko marszałka Sejmu”
Smoliński: „Dodaje, że wtedy zadzwonił marszałek Komorowski z informacją, że sam nie może złożyć wieńca na grobie Anny Walentynowicz. "Żeby nie zabierać go z powrotem do Warszawy w drodze na lotnisko zawieźliśmy go na cmentarz" - opowiada.”
Zauważyłabym więcej empatii i autentyzmu w podchmielonych współpracownikach, niż w Panu Marszałku, gdyby nie kolejna interpretacja :w jednym z wyjaśnień ,dla Dziennika, Smoliński mówi, że jechali już na lotnisko, kiedy Marszałek ich zawrócił i wtedy doszło do opisywanych wydarzeń. Więc może i u nich nie empatia, a wyrachowanie?Nad grobami tragicznie zmarłych padają wzniosłe słowa. Szczególnie tam, gdzie są transmisje telewizyjne, których słucha wielu wyborców. Z pogrzebu Anny Walentynowicz transmisji nie było. Były jedynie krótkie migawki.
Wiec nad Jej grobem nie trzeba było zabłysnąć. Tu wyszła czysta, żywa prawda, która wyartykułował współpracownik Marszałka” - Nie byliśmy delegacją, byliśmy tam prywatnie, po pracy. Marszałek nie mógł przybyć na pogrzeb, bo zatrzymały go inne obowiązki.I już mamy jasność. Współczucie, oddanie honoru ,przyzwoitość przedstawicieli najwyższych władz państwa , to praca. A po pracy, każdy orze jak może. I jak mu wygodnie. Po pracy władza nie jest reprezentantem narodu. Nie musi uprawiać hipokryzji. Ma pełne prawo być sobą.
Tfu.
P.S.
Wierzę, że każdy wyciągnie wnioski z takiej postawy w fazie wszelakich wyborów :od samorządowych do prezydenckich.
http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80269,7804141,_Dziennik_Pomorza___Pijana_delegacja_marszalka_Komorowskiego.html
„http://1maud.salon24.pl/173792,golen-czy-ropien


Komentarze
Pokaż komentarze (43)