Z szumnych zapowiedzi szefa rządu "laptop dla każdego ucznia" ostało się jeno "tablet dla każdego posła i senatora", czyli ogólnie patrząc, jakby nawet więcej. Obiecali uczniom laptopy, prezent dostali posłowie
Działania ministra Boniego, który miał cyfryzować Polskę wyglądają jeszcze śmieszniej.
Michał Boni chce powołać radę, która działa już dwa lata
Cyfryzacja w służbie zdrowia, to jeden wielki skandal
Zamiast cyfryzacji służby zdrowia jest wielki skandal.
I tak można bez końca, aż dochodzimy do perełki i chluby tego rządu, czyli e-sądu z siedzibą w Lublinie. Ślepy e-sąd na usługach cwanych windykatorów rujnuje Polaków
Zatrzymajmy się tu trochę dłużej.
Pomysł wydawał się sensowny i racjonalny, po czym okazało się, że twórcom zabrakło wyobraźni, bądź woli.
E-sądy miały być panaceum na szwankujące tradycyjne sądownictwo, a z powodu ludzkiej nieuczciwości bywają zaprzeczeniem sprawiedliwości.
E-sąd wydaje nakaz zapłaty na podstawie przesyłanych dokumentów. Nie ma przesłuchania świadków, nie występują biegli, nikt nie zapoznaje się ze stanowiskiem pozwanego.
I tu okazuje się stworzono raj (trudno uznać przypadkiem, czy celowo) dla wszelkiej maści spryciarzy i oszustów, oraz pole do nadużyć i gnębienia rodaków.
Wraz z powstaniem e-sądu powstały także firmy windykacyjne (często zagraniczne, lub za granicą zarejestrowane), które skupują przedawnione długi, a następnie wnoszą pozwy do e-sądów o egzekucję roszczenia. "Operatywni" windykatorzy używają kilku sposobów: domagają się roszczeń przedawnionych, tych samych po kilka razy, a nawet roszczeń nieistniejących. Mają sprawdzony patent na postępowanie. Podają nieaktualne lub błędne adresy dłużników, ponieważ prawdziwości tych danych nie weryfikują e-sądy. Jeżeli sąd nie wyda nakazu zapłaty, dług zostaje sprzedany ponownie innej firmie windykacyjnej, która ponownie wnosi pozew. Efekt jest taki, że nakaz zapłaty zostaje wydany, adłużnik dowiaduje się o nim dopiero od komornika.
Windykator podaje byle jaki adres dłużnika, najlepiej taki, pod którym pozwany nie mieszka od lat, albo nigdy nie mieszkał. A dla e-sądu liczy się, że listonosz napisał adnotację, że nie zastał adresata. To w zupełności wystarczy e-sądowi, żeby uznać prawidłowe doręczenie. Komornik natomiast trafia pod właściwy adres i zaczyna się egzekucja należności zaskoczonej ofiary.
Pomimo narastania skali procederu i nadużyć rząd wydaje się głuchy na coraz głośniejsze wołania obywateli łupionych w majestacie kulawego prawa i można mieć coraz więcej wątpliwości, czy ta ułomność wyszła całkiem przypadkowo.
Prawo jest takie, że należy najpierw bezzwłocznie zapłacić (jeśli nawet nie, to komornik nie ma kłopotów, aby zająć jakiekolwiek dochody, a urzędy skarbowe ochoczo tu współpracują), a dopiero później...No właśnie co później?
Udowodnienie, że dług nie istnieje graniczy z cudem, lub jest wręcz niemożliwe.
Pytanie komu ma służyć to państwo i pod kogo jest tak bezprawnie naginane?
Jutro może paść na każdego z was, nie ważne, czy macie jakiś dług.



Komentarze
Pokaż komentarze (2)