Ponad 100 tys. zł opłaty wyliczono Romanowi Klusce za wycięcie drzew. Tak zdecydował burmistrz Krynicy-Zdroju, a Wojewódzki Sąd Administracyjny w Krakowie i Naczelny Sąd Administracyjny nie dostrzegły podstaw do unieważnienia – informuje rp.pl.
Znany przedsiębiorca z Krynicy od kilku miesięcy walczył w sądach przeciw nałożonej na niego karze. Został obłożony grzywną z powodu wycięcia dwóch drzew rosnących na jego własnej działce. Roman Kluska twierdzi, że miał wszystkie konieczne pozwolenia. http://www.hotmoney.pl/Musi-zaplacic-100-tys-zl-kary-za-sciecie-2-drzew-a29869
Pamiętamy Optimus, firmę komputerową Kluski, której zazdrościli mu nawet Japończycy.
Firmę tą załatwili kolesie ze WSI i ustawieni na nowo biznesmeni z PRLu.
Podzielili się dobrami i samochodami Kluski i Optimusa. Gdyby ktoś miał wątpliwości i słabą pamięć, stało się to pod rządami SLD i PSL (dzisiejszego koalicjanta PO), a premierem był Włodzimierz Cimoszewicz.
W roku 2002 gdy premierem był Leszek Miller, a rządziła SLD, UP i PSL nastąpiło spektakularne aresztowanie Romana Kluski, po czym w listopadzie 2003 roku NSA uchylił wszystkie zaskarżone decyzje i zarządził od organów podatkowych zwrot kosztów. Kluska dostał...5 tysięcy złotych za niezasadne aresztowanie. Sprawa pokazała opinii publicznej nieprawidłowości w działaniu polskiej adminstracji publicznej, w szczególności resortu finansów, sprawiedliwości i obrony. Według Kluski - i zgodnie z późniejszymi wyrokami NSA - działania podejmowane wobec Kluski nie miały podstaw prawnych, były prowadzone w sposób naruszający standardy państwa prawa i miały charakter zorganizowanej nagonki. W konsekwencji posady stracili szefowie Prokuratury Apelacyjnej w Krakowie, Ryszard Rychlik i Wiesław Nocuń.
Kluska się nie poddał, zajął się hodowlą owiec. Ma obecnie certyfikaty na owcze sery i inne wyroby, których nie posiada chyba nikt w Europie. To świadczy, że jest to człowiek niezłomny i tytan pracy.
Jak widzimy jednak mafia, której mocodawcą musi być państwo, nie zapomina.
Dopadną znowu Kluskę, jak nie za owce, to za coś innego. Dzisiaj gnębią go za wycinkę drzew, na którą miał wszystkie wymagane, w tym popieprzonym państwie, pozwolenia.
Za dużo przeżył w tym kraju, aby decydować się na wycięcie bez tego, jednak okazuje się, że i to nie pomogło.
Dopóki nie ochronimy podobnych Klusków, możemy zapomnieć o JOWach, nowych otwarciach.
Możemy zapomnieć o normalności.



Komentarze
Pokaż komentarze (2)