Premier przed godziną 6 rano złożył wieniec i zapalił znicz przed pomnikiem upamiętniającym ofiary w trzecią rocznicę katastrofy smoleńskiej, po czym udał się na dalszą część obchodów do Nigerii.
Oczywiście nie zabrakło kamer, aby wszyscy widzieli, że dziś tam był i jak mu przykro.
Coraz śmieszniej wyglądają te sztuczki i uniki, a Tusk nie przypomina już raczej dziś rozbrykanego chłopca, który razem z Arabskim zabierał Prezydentowi samolot, czy krzesełko, ale raczej przygniecionego piętnem własnej odpowiedzialności, bezradnego, choć robiącego jeszcze czasem dobrą minę, złoczyńcę.
Jak widać jest coraz bardziej samotny i coraz mniej jest takich, kórzy chcieliby razem z nim tonąć.
Jeśli liczył, że to "przyschnie" i się zapomni, to chyba już wie, że tak nie będzie. Rana coraz bardziej jątrzy się i doskwiera.
Oby tylko w planie tej nieobecności nie była wpisana jakaś prowokacja w stosunku do tych, którzy będą obchodzić 3 rocznicę na miejscu w kraju?
Piarowcom różne pomysły mogły przyjść do głowy, a ten niespodziewany wyjazd w dniu dzisiejszym "na koniec świata" sam w sobie jest już zagadką.
Czy chodziło tylko o to, aby dziś nie patrzeć narodowi w oczy?



Komentarze
Pokaż komentarze (4)