Do Tuska zaczęło docierać, że się zakiwał i zostaje sam z coraz bardziej przerażająca prawdą o katastrofie smoleńskiej.
Tym należy tłumaczyć jego dzisiejszą "nigeryjską ucieczkę" i jednoczesne stwarzanie pozorów, że mimo wszystko "był w jakiś sposób obecny".
Premier przed godziną 6 rano złożył wieniec i zapalił znicz przed pomnikiem upamiętniającym ofiary w trzecią rocznicę katastrofy smoleńskiej, po czym udał się na dalszą część obchodów do Nigerii.
Oczywiście nie zabrakło kamer, aby wszyscy widzieli, że dziś tam był i jak mu przykro.
Tymczasem Bronisław Komorowski, który na tragedii skorzystał chyba najwięcej (czasami aż trudno było mu ukryć oznaki zadowolenia, jak chociażby przy powitaniu trumien ofiar) i którego zachowanie po katastrofie było po wielokroć dwuznaczne, pozuje coraz częściej na męża stanu, zbiera nagrody, przoduje w sondażach i celebruje w dzisiejszych mszach rocznicowych, niczym "stary pisowiec".
Wygląda na to, że ktoś przewiózł starego wilka i wyjadacza (który wcześniej przewiózł wielu), a obśmiewany aż do "bulu" i lekceważony nieporadny pierdoła, oraz "strażnik żyrandola" przy pomocy kolegów ze WSI zgarnia dzisiaj całą pulę.



Komentarze
Pokaż komentarze (11)