35 obserwujących
264 notki
437k odsłon
  430   2

Kiedy „ Drugie śniadanie mistrzów” w TVN stanie się niestrawne?

prawo cytatu
prawo cytatu


Ten program stacji TVN wyjątkowo jest irytujący. Ta intelektualna megalomania, ta wyższość, potwierdzona tytułu programu. Pierwsze śniadanie zapewne w pośpiechu połykają, wręcz pożerają, Polacy, którzy pędzą do roboty na 7 czy 8 rano. Tymczasem, mistrzowie z TVNu, wstają nieco później, dostojnie, i bez zbytniego pośpiechu kierują się do studia telewizyjnego, aby zsiąść właśnie do drugiego śniadania.

Trochę jedzą, trochę rozmawiają. Roztrząsają problemy naszego świata, i życia. Ale jak się zaraz okaże, także  naszej śmierci.

Lecz nie tylko irytuje ta megalomania, ale również denerwująca jest homogeniczność programu, ponieważ są to osoby o wręcz identycznych poglądach. Jedynym odstępstwem od tej monotonnej jednostajności są krzykliwe koszule red. Marcina Mellera,          który prowadzi ten program. Oczywiście, także w innych stacjach są programy, w których gości dobiera się wg. podobnego homogenicznego klucza, jednakże - na boga – te programy nie nazywają się śniadaniem, obiadem, czy kolacją mistrzów.

Tak mi się zdaje, że mistrz potrafi także rozmawiać przy śniadaniu z osobami o innych poglądach. A nawet czeka na takie osoby, wyczekuje, ponieważ wtedy jak na dłoni widać jego mistrzostwo.

Pisze o formie, stylu, manierze, która jest tak irytująca, przynajmniej dla mnie, teraz przejdę do treści, na przykładzie jednego programu i jednej wypowiedzi pewnej pani humanistki z GW.

Xxx

W 2017 dziennikarka i reporterka GW, Anna Pamuła występująca w owym programie, jako ów mistrz, pomiędzy jednym łykiem kawy a drugim, pomiędzy jednym kęsem herbatniczka a drugim, powiedziała tak:

„ Załóżmy, że przyjmujemy 7 tysięcy uchodźców. Wśród nich jest jeden zamachowiec. Wysadza się w powietrze i ginie 10 Polaków. Ale uratowaliśmy życie tych 6999, które przecież uciekały przed wojną”

Bardzo to kontrowersyjna etyka... Powiedziałbym, zmatematyzowana. I co dziwne żaden mistrz w studio nie wyraził votum separatum. Nie protestował, że może szkoda tych 10 Polaków. Przecież tam mogą być kobiety lub dzieci, chociaż przecież mężczyzn ( także) żal. Red. Meller nie rozerwał swoją kolorową koszulę w geście sprzeciwu, niczym Rejtan na obrazie Matejki,  tylko spokojnie popijał kawę. Inni też pili i jedli, w końcu jakby nie było jest do drugie śniadanie...

 Ale dobrze, załóżmy, że jest w tym rozumowaniu jest jakieś racjonalne jądro. A ponadto przyjmujemy bardzo humanitarne założenie, że robimy wszystko, aby tylko uratować jak najwięcej uchodźców...

Wtedy to nasuwa się kolejne pytanie. A co będzie, jak w grupie 7000 uchodźców jest 100 terrorystów? Przyjmując podobne parametry zysku/ i strat, wtedy zginie 1000 Polaków.

1000 Polaków to dużo, czy mało? Pewnie na to pytanie nie odpowiedzą nam owi mistrzowie. Może tylko wyrażą satysfakcje z uratowania 6900 uchodźców.

A więc dalej pani Pamuło i panie Meller. Dalej... Dalej ...

A co będzie, gdy w grupie 7000 uchodźców będzie 6999 terrorystów? To przecież wtedy, zachowując odpowiednie proporcje, zginie 69990 Polaków

69990 Polaków! Lecz mimo to, po stronie korzyści mamy uratowanego 1 ( słownie: jednego) uchodźcę.

Czy naród Polski stać na taką ofiarę? Na takie miłosierdzie? Czy 69990 Polaków powinno nastawić drugi policzek, a raczej więcej niż policzek, bo własne życie, aby uchronić jednego niewinnego uchodźcze?

Zgoda. Ową matematykę życia i śmierci, która zaaprobowała nam ta dziennikarka GW. Absolwentka UJ, i studiów orientalistycznych w Paryżu, a także moje kolejne wyliczenia idące w kierunku ostateczności, mogą doprowadzić nas do jakiegoś szaleństwa. Obłędu. Dalej jest już tylko noc.

Niemniej w tych wyliczeniach jest pytanie o granice poświęcenia i humanitaryzmu? O granice, o którą nie zapytali nasi mistrzowie w trakcie 2 śniadania.

A przecież ta granica, to zawsze konkretne życie.

Xxx

O ów diabolizm i kalkulacje życia i śmierci, korzyści i strat, bodajże po raz pierwszy zapytał Dostojewski w swojej genialnej „ Zbrodni i karze” I tam, Raskolników zapytał sam siebie, zapytał swojego sumienia, czy on jako jednostka niewątpliwie wybitna, przyszły prawnik, może zabić? Tym bardziej, ze jego ofiarą będzie jakaś kobiecina, podła lichwiarka? Po prostu ludzka wesz. Osoba, która nie zasługuje na życie. A jej pieniądze przydadzą się jego kochanej matce i umiłowanej siostrze. A więc – kalkulacja musi być taka – Musi zabić „ wesz” Trzeba zabić „ wesz”, I to jak najszybciej. Siekierą. Bo cóż znaczy życie tej „ wszy”? Gdy może uratować szlachetnych ludzi...I jego ukochana siostra nie będzie musiała wyjść za mąż dla pieniędzy.

Tą kalkulacje, która powstała w głowie Raskolnikowa, podjęli w XX wieku rewolucjoniści wszelkiej maści. „ wszami ” w komunizmie stają się ci, którzy coś posiadają. A im więcej posiadają, tym ta ich wszowatość jest bardziej odrażająca.

W faszyzmie, owymi wszami byli w pierwszej kolejności Żydzi, a potem Słowianie. Owe „ wszy” miały ustąpić „ przestrzeń życiową „ dla rasy panów. Dla tych, którzy mają siłę witalną i zdolność umysłową do owej kalkulacji. Narody słabe, jednostki słabe właśnie tak nie kalkulują. Nie są zdolne do takiej odważnej myśli, właśnie dlatego, że są słabe...

Silny i zdrowy kalkuluje. I poszukuje owych „ ostatecznych rozwiązań” Silny i zdrowy ma swoją moralność. Na nic mu sumienie czy Bóg. On jest Bogiem i Wielkim Statystykiem od życia i śmierci.

Wydaje się ze taką wszą dla uczestników 2 śniadania Mistrzów jest Polak. Polak jako – zmienna statystyczna - jako ktoś, kogo można w dowolnej konfiguracji wymienić na uchodźcę. Polak, wydaje się w owej kalkulacji nie mieć znaczenia, wydaje się nie istnieć. Może jeszcze nie jest ową „ wszą” ale jakąś dziwną niezrozumiała masą. Ach te masy Polaków, ( powiedzmy, że jest to nadmorska Jastarnia) tłoczą się na plaży, smarują niwejkami, filtrami, odgradzają parawanami i żrą, żrą... Czy wtedy taki odhumanizowany Polak nie nadaje się do zamiany w numerek? Liczbę...

Gdy w tym czasie to uchodźca, a najczęściej jest to ekonomiczny emigrant nabiera cech człowieczych. Aby dostrzec ów proces, może trzeba być światłym Europejczykiem? Nowym człowiekiem na miarę postępu i nowoczesności XXI w.

Czy przesadzam? Wystarczy tu przypomnieć słowa Andrzej Chyry ( także z 2017) „Nie jestem Polakiem! Wolę być dumnym Europejczykiem"

https://www.salon24.pl/newsroom/811651,andrzej-chyba-szokuje-nie-jestem-polakiem-wole-byc-dumnym-europejczykiem

Właśnie tak zaczyna się liberalno lewacki totalitaryzm. Od niewinnego programu telewizyjnego. Od sympatycznych celebrytów, którzy nie chcą być Polakami. I od 4 mistrzów w trakcie eleganckiego " Drugiego Śniadania",  od jednej pani humanistki, i od jednego redaktora prowadzącego w kolorowej modnej koszuli.


Lubię to! Skomentuj12 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale