44 obserwujących
304 notki
504k odsłony
  806   13

PIS owska biedota na wyżerce u Żakowskiego

prywatne archiwum
prywatne archiwum
Takie jest życie. Jak w Madrycie. Albo jak w Warszawie... Ktoś dostaje wielkie subwencje na biznes i narzeka na kogoś innego, że też dostaje. Tylko, że temu pierwszemu należy się kasa, a ten drugi, przeżera i obciąża PKB

Znam dobrze Plac Konstytucji, ponieważ jako dziecko, a potem, jako młody chłopak mieszkałem w pobliżu. Okolice Pięknej i Koszykowej. Na Placu Konstytucji znalem jedną taką dziewczynę, do której chodziłem uczyć się matematyki plus w przerwach, krótki kurs tańca. Pewnego dnia – kiedy tak uczyliśmy się – rozsunęły się te rozsuwane drzwi i w progu stanął srogi mężczyzna. Zapewne dyrektor departamentu, czy wyższy funkcjonariusz SB

 – Co robicie? – Spytał

- Uczymy się tańczyć twista – Odpowiedziała jego córka.

- Aha – Tylko to odpowiedział i zasunął te drzwi. A mnie z przerażenia aż zaschło w gardle. Na szczęście, na Placu, tam gdzie była kiedyś Cepelia stał saturator z wodą czystą i z sokiem. Jak miałem kasę to kupowałem sobie tą z sokiem. Za złotóweczkę. Ten saturator obsługiwała taka kobieta od saturatora. I to od rana do wieczora. Na tym socrealistycznym placu były a raczej są dalej płaskorzeźby z górnikiem, murarzem, nauczycielką, chyba też z tkaczką, ale nie ma plaskorzezby  z taką saturatorową. Ale taki był komunizm. Upamiętniał zawody z ciężkiego przemysłu a gastronomie miał w nosie. A one, te panie, tkwiły na posterunki przez cały dzień. I dzięki temu ludzie mogli gasić pragnienie. Sodówką za 30 groszy, lub pili z sokiem za złotoweczkę.

Podeszła kelnerka – Ukrainka i położyła na stole cocktail tropical dream mango. Plus porcje granole z owocami.

- Rurka słomka bio jest?  – spytałem

- Da – odpowiedziała.

A potem jeszcze zapytałem, czy mogę jeszcze zamówić taki dobry gruziński kefir, jaki robili dziadkowie Sigalina, tego, co wybudował Plac Konstytucji, a także dodatkowo poprosiłem o szklankę wodę sodowej, ale z sokiem. Takim za jedną złotóweczkę. Ale kelnerka absolutnie nie wiedziała, o co mi chodzi. Poprosiłem wiec Macieja Żakowskego właściciela restauracji. Specjalistę od biznesu gastronomicznego. Kilka osób przy stolikach obok spojrzeli na mnie zdziwieni. Chyba nie przypominałem spokojnego klienta zielonych restauracji, co to w milczeniu popijają zielony tropikalny cocktail. Także, zapewne nie wyglądam na młodego wykształconego z wielkiego miasta, chociaż za ten gustowny posiłek zapłaciłem 45 złotych plus 5 napiwek.

Wróciłem do domu głodny. Dobrze, że wcześniej kupiłem to, co wcześniej kupiłem. Muszę się do czegoś przyznać. Bardzo lubię wołowe zrazy. Kiszone ogórki. I ziemniaki puree, zwane także ziemniakami tłuczonymi z masełkiem.

 Plus kieliszek zimnej wódki.

GASTRONOMICZNY PROLOG

Co jeszcze znalazłem w karcie dań? Właściciele sieci ORŻO, a więc także pan Żakowski, w roku 2021 uzyskali subwencje finansową w ramach programu rządowego „ Tarcza finansowa 2.0 Polskiego Funduszu Rozwoju dla mikro, małych i średnich firm „ udzieloną przez PFR SA.

Ile tych pieniędzy? Nie wiem... Może kilkaset tysięcy, a może kilka mln. Przypominam, posiada 4 spore restauracje w całej Polsce.

I takie jest życie. Jak w Madrycie. Albo jak w Warszawie... Ktoś dostaje wielkie subwencje na biznes i narzeka na kogoś innego, że też dostaje. Tylko, że temu pierwszemu należy się kasa, a ten drugi, przeżera i obciąża PKB


Lubię to! Skomentuj19 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale