Tego dowiesz się po przeczytaniu artykułu:
- Dlaczego Naczelna Izba Lekarska oskarża wiceminister Kęcką o wzywanie do łamania prawa.
- Co odpowiada na zarzuty sama wiceminister i jak ocenia postawę NIL.
- Jakie są realne osie sporu między ministerstwem a środowiskiem lekarskim.
- Ile pieniędzy publicznych dotyczy kontroli, którą MZ wszczęło w NIL.
Pismo do premiera i prezydenta
W ubiegły piątek sejmowej większości udało się odrzucić wniosek o votum nieufności wobec Jolanty Sobierańskiej-Grendy, ministry zdrowia. Teraz, jak nieoficjalnie dowiedział się Salon24, Naczelna Izba Lekarska chce odwołania ze stanowiska Katarzyny Kęckiej, wiceministry zdrowia.
Jakub Kosikowski, rzecznik prasowy Naczelnej Izby Lekarskiej, wyjaśnia w rozmowie z Salon24: „Minister Kęcka wezwała nas do łamania obowiązującego prawa, bo może kiedyś je znowelizują. Przekroczyła tym granice zaufania, jest totalny brak dialogu. Przesłaliśmy pismo do Premiera i Prezydenta by pokazać, ze MZ rękami Pani Minister Kęckiej wzywa nas do łamania prawa”.
Kęcka odpowiada NIL
Katarzyna Kęcka przypomina, że wszyscy pracujący w systemie ochrony zdrowia działają w określonych warunkach prawnych, organizacyjnych i budżetowych.
Obejrzyj rozmowę Tomasza Wypycha z wiecministrą zdrowia dr Katarzyną Kęcką:
„Każdy ma prawo do własnej opinii, wyrażania jej i obrony, ale żeby to robić potrzebna jest otwartość na dialog i sama rozmowa, a na to od dłuższego czasu nie ma ze strony Izby żadnych szans. - mówi Salon24 wiceminister zdrowia dr Minister Katarzyna Kęcka .- "Przyznam szczerze, że nie rozumiem postępowania NIL. Nie ma ani jednego punktu, czy obszaru, w który NIL zaproponowałby jako punkt wyjścia do rozmów. Musimy opierać się na faktach i dysponować tym, co mamy. W ministerstwie robimy swoje i zapraszamy do współpracy wszystkich, którym zależy na pacjentach”.
Linie sporu i 20 miliardów dziury
Spór pomiędzy medykami a ministerstwem zdrowia trwa od dłuższego czasu i coraz bardziej przybiera na sile. Linii podziałów jest kilka. Ministerstwo stara się zmniejszyć deficyt w budżecie systemu zdrowia, w którym już dzisiaj brakuje ok. 20 miliardów złotych. Cały budżet NFZ to 220 mld złotych. Opinię publiczną w oczy kłują bardzo duże, czasami wręcz gigantyczne zarobki lekarzy, z których wielu inkasuje co miesiąc nawet kilkaset tysięcy złotych.
Ministerstwo chce to zmienić proponując m.in. zakaz jednoczesnej pracy w publicznej i niepublicznej placówce. Lekarze nie chcą się jednak na to zgodzić. Przekonują, że chcą uporządkowania systemu, a nie prostych zakazów. Naczelna Izba Lekarska przeprowadziła badanie „Perspektywa 27”, z którego wynika, że „środowisko lekarskie nie popiera prostego i całkowitego zakazu łączenia pracy w sektorze publicznym i prywatnym”.
„Wyniki badania pokazują jasno: środowisko lekarskie mówi „nie” prostemu podziałowi na pracę publiczną i prywatną." - zaznacza w rozmowie z Salon24 Prezes Naczelnej Rady Lekarskiej Łukasz Jankowski. "Lekarze oczekują przede wszystkim realnej naprawy systemu publicznej ochrony zdrowia”.
Ponad połowa lekarzy dopuszcza możliwość pracy wyłącznie w publicznym systemie ochrony zdrowia, ale pod określonymi warunkami. Najczęściej wskazywane były: gwarantowane i konkurencyjne wynagrodzenia, ograniczenie biurokracji, zapewnienie odpowiedniej obsady oraz jasne zasady dotyczące dyżurów i nadgodzin. Zwrócono także uwagę na ryzyka związane z wprowadzeniem sztywnego rozdziału sektorów bez wcześniejszego przygotowania organizacyjnego i kadrowego. Wskazywano przede wszystkim możliwość odpływu kadry z systemu publicznego, wydłużenie kolejek do świadczeń oraz trudności w zabezpieczeniu dyżurów i funkcjonowania szpitali, szczególnie w mniejszych miejscowościach.
Artur Białoszewski, ekspert NIL, podkreśla: „Sam sprzeciw wobec propozycji rozdzielenia obu systemów nie powoduje, że nasi członkowie nie widzą możliwości pracy w sektorze publicznym, ponad 50 proc. czuje misyjność”.
Kontrola za 2,3 mln zł i kary umowne
Tymczasem Ministerstwo Zdrowia rozpoczęło kontrolę w Naczelnej Izbie Lekarskiej. W latach 2024 i 2025 Minister Zdrowia udzielił dotacji z budżetu państwa na realizację zadań Naczelnej Izbie Lekarskiej, Naczelnej Izbie Pielęgniarek i Położnych, Naczelnej Izbie Aptekarskiej oraz Krajowej Izbie Ratowników Medycznych. Podpisując umowy na pokrycie kosztów czynności związanych z realizacją zadań, samorządy przyjęły na siebie obowiązek poddania się kontroli realizacji umowy i sposobu wykorzystania dotacji.
„Władze NIL robiły wszystko by opóźnić kontrolę. Złożyły wniosek o przełożenie kontroli na czas po wyborach władz NIL na nową kadencję. Samorząd lekarski nie współpracuje, nie udziela odpowiedzi, nie przekazuje wymaganych dokumentów i wyjaśnień." - mówi wiceminister zdrowia w rozmowie z Salon24. - "Skierowaliśmy 10 pism z prośbą o przedłożenie wyjaśnień w sprawach dotyczących zakresu kontroli oraz sporządzenia niezbędnych do kontroli zestawień i kopii z dokumentów oraz 3 ponaglenia. Kontroli w NIL podlegają cztery umowy na przekazanie środków publicznych w latach 2024-2025, o łącznej wartości 2 296 179,44 zł. Naczelna Izba Lekarska ignoruje pisma od Dyrektora Departamentu Nadzoru i Kontroli MZ i samego Ministra Zdrowia, w których wyczerpująco przedstawiono stanowisko co do prowadzenia czynności kontrolnych w Izbie”.
Wiceminister zapewnia, że Minister Zdrowia pozostaje otwarty na współpracę, jednak nieakceptowalne jest przedłużanie czynności kontrolnych na czas nieokreślony.
Jest to pierwszy przypadek tak daleko posuniętego uchylania się od kontroli. Dalsze uniemożliwianie przez NIL przeprowadzenia kontroli i niepodjęcie działań naprawczych w zakresie rzetelnego i terminowego wykonywania obowiązków, może skutkować podjęciem dalszych kroków, w tym nałożenia kar umownych.
Tomasz Wypych
Fot: Dr Katarzyna Kęcka, wiceministra zdrowia, w studio salon24.pl







Komentarze
Pokaż komentarze (21)