19 obserwujących
147 notek
210k odsłon
1504 odsłony

O tym jak Gary Cooper darował życie Wałęsie

4 czerwca pl. Konstytucji. W samo południe
4 czerwca pl. Konstytucji. W samo południe
Wykop Skomentuj38

Taki oto filmowy obraz podpowiada mi wyobraźnia. Jest 4 czerwca 1989 roku, i tego dnia, nie pojawia się na ścianach ten znany plakat z szeryfem, lecz prawdziwy Gary Cooper, sam, i we własnej osobie, przywiązuje konia obok kawiarni - Niespodzianka, na Placu Konstytucji, czyli tam gdzie mieścił się sztab Warszawskiego Komitetu Obywatelskiego. A potem ów obrońca prawa, idzie wolnym, acz stanowczym krokiem na rozmowę z Geremkiem czy nawet Wałęsą. Ten obraz podsuwa mi także pytanie podstawowe … Czy Gary Cooper po rozmowie, z przywódcami Komitetu Obywatelskiego, wyszedłby z kartką wyborczą z napisem Solidarność? Czy raczej odjechałby w siną dal?

Ale zanim odpowiem na to pytanie, kilka słów o samym westernie, ponieważ to naprawdę niezwykły film, którego akcja dzieje się w małym miasteczku, gdzieś w Stanach. Puste uliczki skąpane w słońcu, samotność szeryfa, oraz malutka stacyjka z zegarem odmierzającym spokojnie czas. Punktualnie o 12 –tej, czyli w samo południe, ma przyjechać jeden z bandytów. I zaraz po popołudniu, stanie się to, co ma się stać. Zaś w miasteczku zatriumfuje przemoc i bezprawie. To najbardziej lapidarny skrót westernu „ W samo południe” To klasyka klasyki. Pewnie dla wielu już – zmurszała, lecz dla mnie jest w tym filmie doskonała klarowność i przejmująca prostota, zbudowana na wzór greckiej tragedii opartej na jedności czasu, miejsca i akcji. Jednak nie jest to tragedia w sensie dosłownym, ponieważ twórcy amerykańscy dodali swoistą jankeską witalność i optymizm. Szeryf nie ginie pokonany przez los czy fatum, a po prostu rozwala bandytów, którzy chcą go zabić, ponieważ mają z nim osobiste porachunki, a w dalszej kolejności, chcą podporządkować sobie mieszkańców miasteczka.

Ten western, to po trochu moralitet, a po trochu film psychologiczny. I praktycznie składa się wielu mini scen, w których Gary Cooper szuka sprzymierzeńców, aby przeciwstawić się bandzie. Niestety, z rozmaitych powodów, nie znajduje pomocy. Zostaje sam. W miasteczku pełnym zegarów spokojnie odmierzających czas dramatu. Można powiedzieć, jeszcze do dwunastej działa prawo. Zaś po dwunastej, po południu, nastanie czas bezprawia.

Szeryfa opuszcza nawet nowo zaślubiona żona, która jest kwakrem i pacyfistką, i uważa, że po prostu powinni razem opuścić miasteczko. Tym bardziej, że istnieją inne miasteczka, w których mogą się osiedlić, i spokojnie prowadzić jakiś mały sklepik, bo takie właśnie mieli plany. To życzenie młodej i pięknej żony jest jak najbardziej racjonalne, ponieważ zanim gruchnęła wiadomość, że bandyci przyjadą w samo południe, to wcześniej, Gary Cooper zdał urząd szeryfa i tak naprawdę nie ma już żadnych zobowiązań jako stróż prawa. A za dzień czy dwa, do miasteczka ma przyjechać nowy szeryf.

Tak, Gary Cooper w zasadzie może wyjechać z miasteczka, ma na to zgodę, a nawet zachęcają go do tego mieszkańcy, zwykli bogobojni obywatele, sklepikarze, którzy, aż nazbyt przestraszeni są czekającą ich walką. Lecz jakiś głos wewnętrzny, głos płynący z sumienia, każe mu zostać. Czym jest ów głos? Owe sumienie? Jak opisać ową sytuacje graniczną, która wyjazd zdefiniuje, jako ucieczkę i czyn za wysoce - niemęski. Nie godny. A nawet niepraworządny. Własnego to zasadnicze pytanie postawili sobie autorzy tego filmu, zrealizowanego na początku lat 50 tych ubiegłego wieku. A dokładnie w 1952, czyli tym samym roku, w którym komuniści oddali Plac Konstytucji, i ową kawiarnie „ Niespodziankę”, w której, po latach będzie mieścił się Komitet Obywatelski namawiający Polaków do głosowania. I w której pojawi się mój Gary Cooper.

I znowu wrócę do tego podstawowego pytania. Czy Gary Cooper głosowałby w wyborach kontraktowych, do Sejmu, w dniu 4 czerwca 1989. Moja odpowiedz brzmi – Nie! Stanowcze nie!

Mimo, że w Warszawskim Komitecie Obywatelskim pojawia się Geremek. Lityński. Bujak. Michnik. A z Gdańska przyjeżdża sam Wałęsa, który przed wyborami chce zrobić sobie zdjęcie z tym znanym na całym świecie szeryfem.

Jak mogłaby wyglądać ich rozmowa? Może tak:

Geremek. – Witaj szeryfie. Jesteśmy pod wrażeniem z jakąś odwagą i determinacją zaprowadził pan praworządność w swoim miasteczku. Dlatego też biorąc pod uwagę pańskie zasługi, prosimy o poparcie nas w wyborach.  

Gary Cooper - Ok. Popieram, ale zacznijmy od tego, że wywalimy wszystkich czerwonych bandytów na zbity pysk. Tego ich herszta Jaruzela, zamknijmy, a potem oddamy go w ręce sędziego.

Geremek – Spokojnie, to nie dziki zachód, to wschód. Nie możemy tak konfrontacyjnie. Musimy powoli. Powolutku. Potem go zamkniemy… Na razie jest umowa, że mają 65% głosów.

Gary Cooper. – Jeżeli tak, to zaraz odwołają mnie, jako szeryfa. A ponad to powołają swojego sędziego pokoju. I rozgrabią to co jest do rozgrabienia.

Wykop Skomentuj38
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura