Wytłumaczył mi to wczoraj szef sztabu gen. Mieczysław Cieniuch. Otóż okazuje się, że armia "nie służy do ataku i obrony" (słowa pana generała). Zadanie armii dzisiaj to działania w warunkach wojny asymetrycznej, czyli mówiąc po ludzku walka z partyzantami.
Trochę mnie to przeraża, bo jak nasi wrócą już z tego Afganistanu to z jaką niby partyzantką będą walczyć u siebie w kraju?
Czyżbyśmy wracali do niechlubnych tradycji wojsk KBW. One też przygotowane były do prowadzenia działań w wojnie asymetrycznej. Miały nawet nie lada sukcesy:
"Według danych oficjalnych, oddziały KBW zabiły w okresie od marca 1945 do kwietnia 1947 ponad 1 500 żołnierzy podziemia niepodległościowego, raniły 301, wzięły do niewoli 12 200 osób, aresztowały ok. 300 współpracowników podziemia oraz dalszych 13 000 osób oskarżanych o przynależność do antykomunistycznych organizacji konspiracyjnych" albo "KBW wziął udział w pacyfikacji wystąpień robotniczych w czasie Poznańskiego Czerwca 1956." (za wikipedią).
Mam nadzieje, że nie szykuje się powtórka z historii. Ale w takim razie będziemy mieć po prostu armię na posyłki, do pacyfikowania tubylców np. na Haiti.



Komentarze
Pokaż komentarze (1)