czyli tych niezapisanych na innych blogach, i to z różnych względów. także tych skasowanych, z wiadomych powodów i to bezwzględnie. proszę NIE nadużywać - to tylko moje archiwum. (m.k.k.)
Ale opowiem Wam bajkę – co baśnią jest, bo przed snem ją nieraz słyszałem, choć jeszcze przy stole się to odbywało... – takie nocne Polaków "rozmowy". Cała opowieść dotyczy prac pewnego laboratorium – ćwiczeń dla studentów, w dużym mieście, na jednej z politechnik. Laboratoria to takie "warsztaty" - szkół zawodowych i średnich – takie prace ręczne – Z.P.T. w obecnych podstawówkach i gimnazjach. A, że uczniowie potrafią wszystko zniszczyć, (studenci tym bardziej) w każdej ze szkół, były takie laboratoria, i były "takie" działy Techniczne z GŁ. INŻYNIEREM - Technikiem - Szefem ( Laboratorium ), na czele.
I to o Nim to wspomnienie.
Bo to Wielki Człowiek Był, niewiarygodnie oczytany ale "techniczny", rzeczywisty praktyk – wszystko umiejący naprawić, odtworzyć, połamane - złączyć. Ogromna, praktyczna Wiedza, co z czym i dlaczego, czyniła Go "Wielkim Guru" wśród braci uczniowskiej a i niebywałym poważaniem cieszył się na całej naszej Uczelni. Były to czasy – gdy Niczego nie było, a zamiast kupować – "zdobywało się" – właściwie wszystko. Tzw. pracownikom Naukowym też się rzeczy "psuły" ale był Pan "Janek", który wszystko potrafił naprawić, prawie wszystko dorobić a na pewno wszystko "załatwić". Niektórzy znali Go od przedszkola, bo zamykano je często (przedszkola nie dzieci) a je gdzieś (dzieci) trzeba było podrzucić, gdzieś je zostawić..., Rodzice tych dzieci pracowali – tak było wszędzie - niektórzy w pobliżu, a niektórzy to nawet na tej samej Uczelni, Inni znali Go od szkoły podstawowej, gdzie prowadził popołudniowe "nadobowiązkowe" zajęcia techniczne, jeszcze Inni poznali Go dopiero na studiach, nie dość tego, że znali Go wszyscy.
Ale czas jest nieuchronny.... zabrakło kiedyś pana Janka…. No i przyszło zdumienie – Kto teraz nam "pomoże" – przecież Nikt, niczego, z Jego Wiedzy, nie zapisywał, niczego nie podpatrzył..., Niczego nie uczynił, aby ta Wiedza przetrwała. Bieda i Lament Wielki – co teraz – A życie toczyło i toczy się nadal, szkoda jedynie, że już bez Jego udziału.
Znam Wielu, którzy nie mogą tego przeboleć, nie mogą sobie, przede wszystkim, wybaczyć swojej krótkowzroczności, braku zainteresowania i zaangażowania, a Wiedza przepadła, bo i nie ma już... z czego - ani skąd jej odtworzyć.
Może tak być, że to jedynie moje oczekiwania, zamiary i prośby, ale ja wiem na pewno, że to niezbędne i konieczne. Ja wiem, że wszystko, czego doświadczamy jest nam też "jakoś tam potrzebne". Ale jeśli te trudne sytuacje potraktujemy jak swoiste "lekcje", które mogą nas czegoś nowego nauczyć i to przede wszystkim o nas samych, to nie tylko są one szansą na poszerzenie samo-świadomości ale i świadomości w ogóle. :-)))
Jest naprawdę mało rzeczy z których zrezygnowałem bądź rezygnuję....
Nigdy nie zrezygnuję jednak ze swojego, sobie danego, przyrzeczenia, BĘDĘ TRZYMAŁ ZA RĘCE, nawet gdy Te ręce tego nie chcą, jedynym pocieszeniem to 'pewne' przesunięcie "końca Czasów tego czasu" - z 'ostatnich dni października 2018'... na …( " jeszcze do 20?? roku , ale to już będzie max.")
oraz : dlaczego to tak boli, że pozbawiono mnie tak wielu możliwości....? No uwiera i już.
Ale proszę, abyście "prośby" nie zrozumieli opatrzenie – nie o ocenę pozbawiania, a o POTRZEBĘ udokumentowania "tu" chodzi, bo z niezrozumiałych przyczyn odeszło (zniknęło nieopatrznie) z mojego 'kompa' wszystko co do tej pory (sobie) zapisywałem... :
1 ku potomności
2. bo trudny ten nasz Język Polski a jego interpretacja to już nawet ponad moje siły.
3. bo i Ja Jestem, i jestem, i tu, i tam, ale i z innych powodów. (m.k.k.)


Komentarze
Pokaż komentarze (10)