49 obserwujących
196 notek
649k odsłon
  1037   0

Zapomniane wypędzenia

Bór-Komorowski w meldunku do Londynu oceniał liczbę uchodźców z Galicji Wschodniej na 300 tysięcy. Na jeszcze więcej oceniało ją źródło ukraińskie. Aby przeciwstawić się depolonizacji tych ziem, polskie podziemie wydało wezwanie, by ludność za wszelką cenę pozostawała na swoim.

Jak wspomniano, uciekinierzy chronili się w miastach (gdzie niebezpieczeństwo napadów UPA było znacznie mniejsze) gnieżdżąc się w fatalnych warunkach. Szerzył się głód i choroby zakaźne. Umierających z tych powodów nikt nie liczył. Powtarzały się więc wypadki wołyńskie, gdzie kilka miesięcy wcześniej miała miejsce podobna katastrofa humanitarna.

Los uchodźców znalazł swoje opisy w literaturze. Pisał Jan Brzoza, świadek tamtych wydarze, w powieści „Ziemia”: Przez Witwice szedł, a raczej wlókł się zbitą gromadą straszny pochód. Mężczyźni, kobiety, dzieci, jedna krowa i kilka psów. Szli w milczeniu, obdarci, brudni, pokrwawieni. Krowa ryczała, ludzie tylko jęczeli. Niektórzy szli wsparsi na ramionach towarzyszy, niektórych niesiono na plecach, dzieci na rękach. Twarze, ręce, nogi okrywały krwawe szmaty, wielu było na pół ubranych, jeden mężczyzna szedł w bieliźnie. Nieśli jakieś zawiniątka lub przedmioty naprędce porwane. Z twarzy poznawało się, że są śmiertelnie znużeni. Gdy tylko dotarli do pagórka, pod figurą Matki Boskiej rozłożyli się na trawie. Pousiadali lub pokładli się blisko siebie. Po chwili rozbili się na większe lub mniejsze grupki, otoczone witwiczanami. Rozgwarzyli się, rozpłakali. Opowiadaniom nie było końca. Tak… napadli w nocy… zaczęli podpalać chałupy… wyciągali ludzi i mordowali… Siekierami, nożami, orczykami…

Sugestywny obraz doli wygnańców zawarł Stanisław Srokowski, również świadek, w opartym na faktach opowiadaniu „Dziadek Ignacy”:

Nikt nie wiedział, co się dziadkowi Ignacemu stało. Kiedy wozy z wygnańcami zatrzymały się w mieście, gdzie mieliśmy zamieszkać, dziadek zamknął oczy i nie odezwał się. Najpierw długo patrzył na zimny, kamienny świat, na długi rząd szarych domów, spoglądał chłodnym okiem na bruk, zawieszał wzrok na murze otaczającym miasto, a potem niemo zwieszał głowę i milczał. (...)
Dopiero nocą ojciec zdjął dziadka z wozu i na rękach zaniósł do pokoju, położył na łóżku. Dziadek nie reagował. (...) I tak przeleżał noc i następny dzień bez jedzenia i picia, aż matka przestraszyła się, że umrze. (...)
Dziadek po trzech dniach wstał. Rozejrzał się i mruknął, że on tu nie może żyć. (...) Pochodził po dużych, pustych pokojach i stanowczym głosem powiedział: – Wracam do domu.
- Do jakiego domu? – wystraszyła się matka.
- Nie masz żadnego domu, wszystko spalone – odezwał się ojciec.
- Wracam!
- Ależ tato – mama uklękła niemal przed nim – co ty wygadujesz?
- Nie ma tam żywej duszy – kontynuował ojciec.
- Wracam! – uparł się dziadek. Spojrzał na ojca i powiedział: – Starego drzewa się nie przesadza. (...) To moja ziemia. Znam tam każdy kamień, każdą grudę, każdy zakręt i każde drzewo – recytował dziadek. – Tam wszystko żyje, oddycha, śpiewa, pachnie. Las, pola, łąki, ptaki, zwierzęta w lesie. A tutaj?
Rozłożył ręce.

Nie ma w tej historii ani krzty fałszu. Mimo wypędzeń, podpaleń i mordów chłop polski do ostatka kurczowo trzymał się ojcowizny. Czasem czytam, jak grasujący w internecie pogrobowcy banderowców wypisują, że Polacy są sami sobie winni, bo mogli wyjechać. Niech odpowiedzą im słowa sprzed 65 laty (w relacji o. Jerzego Bieleckiego, proboszcza parafii Krystynopol): W czasie kazania na sumie przedstawiłem wiernym sytuację. Mówiłem im, że może będzie lepiej, jeśli nie będę do nich przyjeżdżać, bo gromadząc się w kościele, narażają się na napad ukraiński. (...) Wówczas podszedł pod ambonę jakiś staruszek i ze łzami w oczach drżącym ze wzruszenia głosem powiedział: „Ksiądz się pyta, czy my się nie boimy? Proszę księdza, jeśli mamy ginąć po lasach, po dziurach, po piwnicach, to czy nie lepiej, jeśli zginiemy tu, w kościele?”

Tych, którzy pozostali na swoim i przeżyli, wkrótce wymiotły sowieckie „repatriacje”. Ale to już historia na inną opowieść... Czas stworzyć Muzeum Kresów, by ocalić naszą słabnącą pamięć, w przeciwnym razie przytłoczy nas agresywna propaganda zachodnich i wschodnich sąsiadów.

___________

P.S. Z ostatniej chwili: współcześni nacjonaliści ukraińscy ze Lwowa prawdopodobnie sprofanowali pomnik pomordowanych profesorów lwowskich. Czekam na potwierdzenie tej informacji.

___________

*Aktualizacja (17.05.2009): Oświadczam, że nie stawiam żadnych zarzutów takim filmom jak "Kobieta w Berlinie". Wręcz zazdroszczę Niemcom podejmowania tematów dotychczas zakazanych. Niemniej uważam, że są one wynikiem nieuchronnego procesu wyzbywania się przez Niemców winy za II wojnę światową, który to proces (a nie same filmy) uważam za potencjalnie niebezpieczny. Niestety w powyższym akapicie niemożliwie wszystko uogólniłem i spłyciłem. Mam nauczkę, by bardziej uważać na to, co się pisze.

Lubię to! Skomentuj33 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura