49 obserwujących
196 notek
632k odsłony
282 odsłony

Chcemy innej historii!

Wykop Skomentuj15

Na naszych oczach powoli wali się gmach politycznej poprawności zbudowany wokół „wołyńskiej tragedii”. Gmach, dodajmy, wyjątkowo trwały, bo stojący już 20 lat pomimo bardzo wątpliwych fundamentów.

Oto w tym tygodniu Sejm RP wreszcie zdobył się na uczczenie ofiar używając przy tym słów „zbliżonych do prawdy” (by zacytować klasyka). Kresowian ucieszyło wskazanie winnych (OUN i UPA), użycie przymiotnika „ludobójczy” dla opisania zbrodni (choć można było to powiedzieć mniej ezopowym językiem), wspomnienie o Ukraińcach ratujących Polaków a także wezwanie do przywrócenia pamięci o tej tragedii.

Cały tekst uchwały można przeczytać na portalu kresy.pl: http://www.kresy.pl/wydarzenia?zobacz/sejm-przyjal-uchwale-o-zbrodniach-...

Przy okazji wali się inny mit – jakoby czczenie ofiar i nazywanie tej zbrodni po imieniu miało zaszkodzić naszym stosunkom z Ukrainą. Dziś przekonujemy się, że był to zaledwie bluff neobanderowców i ich polskich sympatyków, mający na celu podtrzymanie ich dobrego samopoczucia. Oto mija piąty dzień od podjęcia sejmowej uchwały i co widzimy po drugiej stronie Bugu? Czy władze Ukrainy składają noty protestacyjne, czy ukraińskie media i społeczeństwo trzęsą się z oburzenia? Nic z tych rzeczy! Tą uchwałą, przed uchwaleniem której naszym – pożal się Boże – mężom stanu trzęsły się łydki… na Ukrainie nie zainteresował się pies z kulawą nogą! Od kilku dni śledzę ukraińskie portale, googluję – i nie znalazłem nawet suchej notatki o tym wydarzeniu… Ukraińców tak naprawdę mało obchodzi, czym zajmuje się polski Sejm.

To dowód na istnienie jeszcze jednego mitu: polskie elity a za nimi część społeczeństwa, wmówiły sobie, że Ukrainę łączy z Polską jakaś szczególna więź, a każde zmarszczenie brwi byle znaczniejszego polskiego oficjela jest szczegółowo odnotowywane w Kijowie i może tej szczególnej więzi zaszkodzić. Tymczasem jest zupełnie odwrotnie. To polskie elity, odurzone chyba zapachem stepowych burzanów i szumem porohów, wpatrują się w Ukrainę jak w święty obrazek, podczas gdy dla Ukraińców Polska jest po prostu jednym z wielu sąsiadów, wcale nie najważniejszym. Niech potwierdzą to słowa Wołodymyra Pawliwa, byłego korespondenta prasy ukraińskiej w Polsce:

Między Ukrainą i Polską jest ogromna nierównowaga w świadomości obywateli na temat głównych etapów polsko-ukraińskiej historii, która jest głównym problemem w polsko-ukraińskich stosunkach. Na Ukrainie znają ją tylko mieszkańcy zachodnich regionów, w których miały miejsce najbardziej dramatyczne wydarzenia naszej wspólnej historii. Ale jako że w radzieckiej szkole tego nie uczono, a opowiadanie o tym okresie w czasach radzieckich mogło skończyć się „pogadanką” z KGB – także młodsze pokolenia „zachodniaków” nie orientują się za bardzo w ukraińsko-polskiej problematyce. Mieszkańcom wschodnio-centralnych regionów nawet to nie „dzwoni w żadnym kościele”.
Zupełnie odmienna sytuacja jest w Polsce. Jeżeli w «świadomości historycznej» Ukraińca Polska istnieje tylko sporadycznie, w świadomości Polaków Ukraina zajmuje znaczące i ważne miejsce w historii ich kraju. Na przykład czasy Chmielnickiego dla nas są tylko zamierzchłą przeszłością, którą interesują się głównie koneserzy lektur historycznych. Dla Polski jest to dramatyczny okres historii, kiedy praktycznie została zniszczona pierwsza Rzeczpospolita – państwo szlacheckiej pychy i chwały. Powieść “Ogniem i mieczem” noblisty Henryka Sienkiewicza, która opisuje te czasy, stała się podręcznikiem dla wielu pokoleń. (...)http://www.dt.ua/1000/1600/33286/ (tłumaczenie moje)

Tak więc nie ma powodu, dla którego mielibyśmy we własnym kraju nie oddawać hołdu ofiarom Wołynia i Galicji, nie budować im pomników, nie kręcić o tym filmów, nie pisać książek… A także nie nauczać dzieci i młodzieży. Sejm we wspomnianej uchwale stwierdził, że „tragedia Polaków na Kresach Wschodnich ll Rzeczypospolitej winna być przywrócona pamięci historycznej współczesnych pokoleń. Jest to zadanie dla wszystkich władz publicznych…”. W tym duchu powinno się np. dokonać przeglądu podręczników do historii. Wielu historyków polskich uparło się bowiem, by pisać „historię konfliktu”, co moim zdaniem jest ukłonem w stronę banderowskiej propagandy, usprawiedliwiającej ludobójstwo istnieniem napięć między Polakami a Ukraińcami. Oto czego dowiaduje się młodzież z podręcznika tak poważanego historyka jak Wojciech Roszkowski (poniżej moje komentarze):

Walki polsko-ukraińskie[1]. Wojna i okupacja zaostrzyły międzywojenne konflikty między Polakami i Ukraińcami2 w Galicji Wschodniej i na Wołyniu. Na czoło OUN wysunęły się najbardziej skrajne grupy OUN. Ponieważ Niemcy nie zrealizowali ukraińskich marzeń o niepodległości, w OUN doszło do rozłamu na frakcię Andrija Melnyka, idącą na współpracę w Adolfem Hitlerem, oraz frakcję Stepana Bandery, która uznała, że wrogiem Ukrainy są także Niemcy. Pod koniec 1942 r.[3] powstały w Galicji Wschodniej4 pierwsze oddziały Ukraińskiej Powstańczej Armii (ukraiński skrót UPA) dowodzone przez Banderę[5]. Na przełomie 1942 i 1943 r. nasiliły się starcia między podziemiem polskim i ukraińskim6. Na Zamojszczyźnie ich ofiarą padali głównie Ukraińcy7 natomiast na Wołyniu i w Galicji Wschodniej – ukrywający się Żydzi i Polacy, gdyż UPA podjęła akcję „depolonizacji” przez mordy na ludności polskiej8. Polacy organizowali tam samoobronę lub nawet czasem wstępowali wbrew zakazom AK do oddziałów obrony (tzw. Schutzmannschaftów), które w odwecie mordowały Ukraińców9. Rzezie te tolerowali Niemcy, w dużej mierze prowokowali je partyzanci radzieccy kierowani przez oficerów NKWD10. („Historia Polski 1914-2000”. Warszawa 2001, str. 126-127, książka zalecana przez MEN do użytku szkolnego).[11]

Wykop Skomentuj15
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura