49 obserwujących
196 notek
632k odsłony
3999 odsłon

Ale palma czyli GW vs. Ziemkiewicz, odcinek 1943

Wykop Skomentuj33

 

 

W przedostatnim numerze „Uważam Rze” (nr 39) Rafał Ziemkiewicz opisując rzeź wołyńsko-małopolskąprzypomniał swój tekst sprzed ponad 3 lat pt. „Myśmy wszystko zapomnieli”, określając go w następujący sposób:

Kiedy w 65. rocznicę rzezi wołyńskich, w kwietniu roku 2008, napisałem dla „Rzeczpospolitej” artykuł przypominający tamte wydarzenia, była to pierwsza w niepodległej Polsce taka publikacja w gazecie zaliczanej do głównego nurtu mediów.

Artykuł w URze wywołał natychmiastową replikę Marcina Wojciechowskiego, funkcjonariusza Gazety Wyborczej rzuconego na odcinek polsko-ukraiński. Wojciechowski orzekł, że Ziemkiewicz ma blade pojęcie o tym, co się pisze w Polsce i przypomniał, że to GW dzierży palmę pierwszeństwa pisania o Wołyniu od 1993 roku.

Wojciechowskiemu umknęło w zdaniu Ziemkiewicza wiele znaczące słowo „taka”, ale wrócimy do tego na koniec. Skoro z szafy GW wypadł trup pod nazwą „przerwanie milczenia o Wołyniu”, to przeprowadźmy sekcję tych zwłok.

Po pierwsze Wojciechowskiemu chodzi o cykl artykułów nie z 1993 ale z 1995 roku. To drobiazg, ale jak się komuś zarzuca niewiedzę, to samemu powinno się wiedzieć, co i kiedy publikował własny chlebodawca. Drobiazgiem nie jest natomiast to, co zawierały te artykuły...

A było jak u Hitchcocka. Na pierwsze uderzenie poszedł artykuł niejakiego Smijana, historyka z Ukrainy, pt. „Szowiniści z AK” (GW z 17/07/1995). Czego w nim nie było! A to, że polityka „polskiej szlachty” doprowadziła do tego, że Ukraińcy „nie życzyli sobie być dłużej jej niewolnikami”. Powstali przeciw „okupantom” i to było przyczyną „brutalnej rozprawy, jakiej dopuściła się Armia Krajowa wobec ukraińskiej ludności Wołynia latem 1943 r. [sic!]” Polacy, próbując udowodnić polskość tych ziem, dokonywali „średniowiecznych egzekucji na ludności Wołynia”. Jest nawet opis takiej akowskiej „egzekucji”: „Przodem szły dwie tankietki [sic!], w górze krążył samolot [sic!] i raził wieś gradem pocisków. Zaczęła się pożoga.” Niemniej bohaterski lud ukraiński nie poddawał się: „Walka ta trwała aż do wypędzenia niemieckich faszystów i piłsudczyków z 27 Dywizji Armii Krajowej.”

W tym bełkocie zupełnie utonął wyważony, kompetentny, ale ograniczony tylko do Wołynia i rodzinnych Iwanicz artykuł prof. Władysława Filara. Aby nie być gołosłownym, przytaczam słowa z listu prezesa ośrodka Karta Zbigniewa Gluzy do GW:

Znam siłę oddziaływania "Gazety", więc tym bardziej mi przykro, gdy ważne tematy z historii najnowszej są przez nią pomijane. Jeszcze gorzej jest jednak, gdy wywoływanie przeszłości ma charakter bałamutny, gdy służy potęgowaniu napięć, a nie spokojnemu namysłowi. (...) Tekst Smijana ma na tyle prowokacyjny charakter, że poprzedzający go, wyważony artykuł Władysława Filara nie może go zrównoważyć. (...) Udokumentowane wystąpienie znanego w Polsce polskiego historyka zestawione zostało z quasi-publicystyką historyka ukraińskiego, operującego głównie epitetami i hasłami propagandowymi. Wśród Polaków utrwalił się stereotyp Ukraińca-zbrodniarza, teraz wzmacniacie stereotyp Ukraińca-tendencyjnego kłamcy. (GW nr 173 z 27/07/1995, podkreślenia moje)

Aby nie było wątpliwości, że odrobina prawdy ukazana przez Filara utonie w zalewie po stokroć powtarzanej propagandy, na drugi rzut poszły bałamutne artykuły autorstwa I.Kyczija (19/07/1995), L.Włodkowskiego (9/08/1995), R.Torzeckiego (19/09/1995), B.Osadczuka (18/10/1995) i W.Reprincewa (9/10/1995). Mają artykuły te wiele wspólnych punktów. Oto na wstępie dowiadujemy się, że „nie powinno się zaczynać dyskusji od pytania, kto pierwszy zaczął walkę. Należy zastanowić się raczej nad jej przyczynami”(Kyczij). Tak oto sprytnie odchodzi się od głównego tematu, jakim miała być „tragedia Wołynia”, nawet go nie zaczynając, do tematów zastępczych, na przykład do „okrutnej i kolonialnej” polityki narodowościowej II RP. I klaruje się czytelnikowi GW, że Polacy „mieszkali na cudzej ziemi” i „kolonialnie zniewolili Ukraińców” (Reprincew). W tworzonej narracji terror OUN staje się „niepokojami”, natomiast reakcja na ten fakt władz polskich, jest już „przemocą” i „pacyfikacją”. W wyniku działalności OUN „zdarzały się wypadki śmiertelne”, natomiast gdy do akcji wkraczała II RP, to już mówi się o „pobiciach i ofiarach śmiertelnych” (Torzecki). Po długich wywodach na temat potworności rządów II RP wobec Ukraińców można już zadać pytanie: „Jakież musiało to być [to polskie] władanie na tej ziemi, skoro w latach II wojny światowej stała się ona epicentrum krwawej tragedii...?” (Reprincew)

Następnie przechodzą eksperci GW do lat II wojny światowej poprzedzających „polsko-ukraińską tragedię”. Już nieźle otumaniony czytelnik GW dowiaduje się, że Polacy właściwie sami sobie napytali biedy, bo nie mieli Ukraińcom „nic do zaoferowania” poza „wzrostem nastrojów nacjonalistycznych” (Torzecki) i „rzezią w 1942 r. na Chełmszczyźnie”(Reprincew). Na dodatek kolaborowali z kim tylko się dało, co sprowokowało Ukraińców: „nie są już tajemnicą kontakty niektórych polskich kół wojskowych z radzieckim kierownictwem, poczynając od września 1939 r. aż po kwiecień 1943 r.” oraz „[polska policja w służbie niemieckiej] mocno dała się we znaki ukraińskiej ludności. Oleju do ognia dolewała współpraca AK z rosyjskimi, dywersyjnymi i zwiadowczymi oddziałami partyzanckimi” (Reprincew)

Wykop Skomentuj33
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura