49 obserwujących
196 notek
636k odsłon
1377 odsłon

Po Wołyniu była Galicja

Wykop Skomentuj5

Z uwagi na oficjalne stanowisko polskiego rządu w sprawie współpracy z Sowietami należy Polaków z naszych ziem usuwać. Proszę to tak rozumieć: dawać polskiej ludności polecenia wyprowadzenia się w ciągu kilku dni na rdzennie polskie ziemie. Jeżeli tego nie wykonają, wtedy wysyłać bojówki, które mężczyzn będą likwidować, a chaty i majątek palić (rozbierać). Jeszcze raz zwracam przy tym uwagę na to, żeby Polaków wzywać do opuszczenia ziemi i dopiero później likwidować, a nie na odwrót (proszę na to zwrócić szczególną uwagę).

W tym miejscu pozwolę sobie na polemikę z G. Motyką. Motyka, starający się w swojej pracy wszelkie wątpliwości rozstrzygać na korzyść Ukraińców, cytuje powyższy rozkaz i – mimo że przerażony jego treścią – twierdzi, że zamiary ukraińskiego dowództwa były łagodniejsze niż przypisują mu polscy publicyści. Chodzi o zamiar mordowania „tylko” mężczyzn oraz (jak sądzę) o wezwania do „opuszczenia ukraińskich ziem”. Ponadto Motyce wydaje się, że „generalna depolonizacja” miała nastąpić dopiero w kwietniu 1944 roku a w lutym i marcu miało mieć miejsce tylko swoiste przygotowanie polegające na atakowaniu silniejszych wsi. Przyznam, że obraz wynikający z publikacji polskich publicystów jest rzeczywiście inny od obrazu przedstawianego przez Motykę. Według moich obliczeń, opartych na spisach ofiar, największe nasilenie mordów przypadło na marzec 1944 roku. Do kwietnia 1944 niemal brak doniesień o wzywaniu Polaków do opuszczenia swoich domów. Wezwania te (powinno być: wypędzenia) zaczynają pojawiać się na większą skalę dopiero od połowy kwietnia. Ponadto w miesiącach marzec-kwiecień 1944 jest tak wiele przykładów eksterminacji całych miejscowości bez względu na wiek i płeć, że należy postawić sobie pytanie, czy do kwietnia-maja 1944 r. zamiary kierownictwa UPA były rzeczywiście „łagodniejsze”. Znacznie bardziej do obrazu sytuacji pasuje ww. opracowanie AK oraz pierwszy cytowany rozkaz, który o wypędzaniu Polaków nic nie wspomina lecz nakazuje wycinać ich „w pień” – a więc wszystkich bez wyjątku. Tych dokumentów Motyka nie zauważa.
Dopiero od maja 1944 skala napadów na Polaków mierzona liczbą ofiar, znacznie spadnie, co należałoby wiązać właśnie z owym majowym rozkazem Szuchewycza. Nie może to dziwić – znacznie łatwiej „walczyło” się podkomendnym „Czuprynki” z kobietami i dziećmi niż (tylko) z mężczyznami.

Oczywiście nawet rozkaz eksterminacji jedynie ludności męskiej w Galicji Wschodniej spełnia przesłanki ludobójstwa w świetle art. II Konwencji o zapobieganiu i karaniu zbrodni ludobójstwa przyjętej przez Zgromadzenie Ogólne ONZ, który mówi: „ludobójstwem jest którykolwiek z następujących czynów, dokonany w zamiarze zniszczenia w całości lub części grup narodowych, etnicznych, rasowych lub religijnych jako takich”. Czyn wymieniany na pierwszym miejscu to „zabójstwo członków grupy”.

A więc człowiek, któremu buduje się pomnik we Lwowie, ogłoszony przez prez. Juszczenkę "bohaterem Ukrainy", jest ludobójcą.

Znaczek pocztowy z wizerunkiem Szuchewycza. Źródło: Wikipedia.

_______________________
Tymczasem…

Przeszło pół roku temu cytowałem fragment listu brata Cypriana, karmelity z Wiśniowca Nowego (Wołyń, Krzemienieckie), który pisał do przeora we Lwowie: „(...) Uchodźcy wszyscy uciekają do Wiśniowca, gdzie w klasztorze żyją w opłakanych warunkach, cierpią straszną nędzę. (...) I tak dzień po dniu upływa w męce i naprężeniu nerwów, bo nie ma wątpliwości, że gdy załoga niemiecka opuści Wiśniowiec-Zamek, to pierwszej nocy wszyscy Polacy będą wymordowani.” [list z 7.06.1943]

Zamek w Wiśniowcu. Zdjęcie przedwojenne.

Niemcy opuścili Wiśniowiec 2 lutego 1944 roku. Po nich w połowie lutego wycofała się załoga węgierska oraz polscy szucmani a wraz z nimi część Polaków. W Wiśniowcu Nowym pozostało około 300-400 bezbronnych Polaków, głównie kobiety i dzieci. Niestety w moich opowieściach niemal nie ma happy endów – przepowiednia brata Cypriana spełniła się.

Świadkiem tamtego ludobójczego rajdu banderowców, najprawdopodobniej bojówki Służby Bezpieczeństwa OUN (tajna policja OUN, formacja składająca się z najbardziej zwyrodniałych nacjonalistów) był komendant samoobrony Rybczy Jan Niewiński. W trakcie samotnego rekonesansu w terenie zauważył kolumnę sań zmierzającą w stronę jego wsi. Natychmiast zaalarmował swoich podkomendnych. Tak wspomina ten dzień: 20 lutego 1944 roku, był to dzień, w którym banderowcy podjęli kolejną próbę likwidacji wsi Rybcza. Podszywając się pod partyzantkę sowiecką, usiłowali wkroczyć podstępnie „na nocleg” (...) Do stojącej na drodze grupy obrońców [Rybczy] z całym kierownictwem podjechał na koniu z dużą białą flagą parlamentariusz ubrany w sowiecki szary szynel i czapkę budionnówkę, na której widniała duża gwiazda. Przebraniec zażądał w imieniu „sowieckiego dowódcy” zakwaterowania ich oddziału na „nocleg”. Kierując się bardziej intuicją, niż argumentami, zdecydowanie odmówiłem. (..) Po kilkunastu minutach banda zawróciła do Katerburga i omijając Rybczę skierowała się do Wiśniowca. Następnej nocy, też podstępem [znowu podając się za Sowietów – przyp. Mohort], banderowcy wtargnęli do klasztoru i na teren zamku Wiśniowieckich, dokonali okrutnej masakry chroniących się tam Polaków.

Wykop Skomentuj5
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura