20 obserwujących
441 notek
282k odsłony
  271   0

To nie wyzwanie, to wojna. O wytrwanie dla przetrwania.

W poniedziałek, przedwczoraj, rozmawiałem z bliską mi osobą, jadącą ulicami Warszawy. Relacjonował mi, że jest zbudowany zdyscyplinowaniem obywatelskim- ulice puste, przestrzeń miejska wyludniona... Po czym, padło z jego strony pytanie: "świetnie, tylko jak długo tak będzie?"

Musiałem to pytanie przetrawić i odpowiedzi, jakie mnie nawiedzają, nie są optymistyczne. Pamiętając Stan Wojenny, nie sposób nie odnotować, że po bohaterskim oporze części społeczeństwa, już w styczniu sam słyszałem stojąc w sklepowej kolejce o słuszności jego wprowadzenia, o zaprowadzeniu spokoju, zrobieniu porządku z "niebieskimi ptakami"*, o potrzebie "normalności" i " wyciszeniu awantur"

To mi się nie mieściło w głowie, po dwóch latach budzenia się narodowej świadomości wystarczyło raptem miesiąc, by ten wektor odwrócić, by ludzie zapragnęli powrotu do jakiejkolwiek stabilizacji, choćby byle jakiej.

Śmierć Świętego, Jana Pawła II... Te jednające się grupy kibiców, te tłumy pogrążone w żalu. W jedności i w tej jedności...jak długo wytrwały?

Tragedia Smoleńska. No, tu już "inni szatani byli czynni". Ale czemu się tym "szatanom" część z nas(?) dała uwieść?

Powstanie Warszawskie. Na ile tego entuzjazmu starczyło?


Obawiam się, że w obliczu dzisiejszego zagrożenia tym śmiercionośnym żyjątkiem, możemy jako społeczność zachować się równie typowo, jak w sytuacjach wspomnianych wyżej. Na razie obserwuję rodzaj mody na pozostawanie w domu, odwrotnie propocjonalnej do mody we Włoszech, czy Hiszpanii, zdaje się, że już minionej. A boję się, że ta moda na odpowiedzialność w Polsce bardzo szybko minie i tak, jak na południu Europy zmieniła się z głupoty na opamiętanie, tak u nas nastąpi proces odwrotny.

Kiedy oglądam POstępową telewizję, widzę jaki problem "elity" muszą w sobie zwalczyć. TVN-y trąbią o tym ustami psychologów i swoich odstawionych w domowe pielesze celebrytów, a problem mają z...rodziną. Jak nagle wytrzymać całą dobę z żoną, mężem i nie daj Boże z dzieckiem? Czy to w ogóle jest możliwe?


Zostawmy na boku stan świadomości Wilanowa i wróćmy do rzeczywistości.

Jeśli tym razem damy się nabrać wiadomym politykom, którzy na szczęście , w obecnej chwili mają na nas tylko wpływ propagandowy, jeśli nie będziemy myśleć, po prostu myśleć, dbać o siebie, rodzinę, starych sąsiadów, skończymy jak Francja, w której pokłosie lewackiej ideologi singielstwa z 68-go roku zaskutkowało onegdaj masowymi zgonami osób samotnych z powodu wyższego niż zwykle, upału.

Jeśli damy się ponieść niecierpliwości i ułudzie, że jakieś zmiany na poziomie wyborczym uratują nam zdrowie lub życie, możemy te zdrowie lub życie stracić, bo nie wyobrażam sobie opozycyjnych polityków, radzących sobie w tej sytuacji. I to wcale nie z powodów światopoglądowych. Starczy przytoczyć ich recepty w rodzaju "Pinendzy nie ma". No tak. A koronawirusy zatłuczemy kamieniami, jak zatłukliśmy dinozaury. Z resztą, wirus spłynie do morza, chyba że natura chce inaczej, bo jakby chciała, to umrzemy a jak nie, to nie.

Tym razem ani Ruski, ani rodzimy komunista, ani niemiecki ciemiężyciel nie przystawia nam lufy do głowy, bo rękojeść mamy w dłoni i sami tą lufą kierujemy. Wytrwajmy więc w tej walce dłużej, niż to miało miejsce w ostatnich dziesięcioleciach, tylko trochę dłużej. Mamy już pewną mentalną zmianę w postrzeganiu czym jest podmiotowość każdego z nas. Już wielu z nas wie, że Naród i Społeczeństwo jest wtedy, gdy z własnej woli dodajemy siebie, jeden do drugiego, a nie wtedy, gdy nas rachuje "elita"


Dobrze zaczęliśmy, naprawdę dobrze, więc nie spieprzmy tego, jak zwykle, o co proszę ja, będący w grupie ryzyka,

WUJEK

____________________________________

Czeka nas bardzo ciężki czas. Będziemy przerażeni skalą, bo jeśli Niemcy przewidują 70 procent zarażonych, to u nas będzie podobnie. Będziemy mieć ogromne problemy finansowe, nie tylko dlatego , że będą to problemy rodzime. Globalny problem, musi być siłą rzeczy także naszym. Nawet, jak przestaniemy chorować, Świat nie przestanie a my będziemy odczuwać konsekwencje.

Najgorsze dopiero przed nami i w dużej mierze mamy szanse samodzielnie zbudować swoją przyszłość bez oglądania się na iluzoryczną pomoc.

Jeśli zachowamy się przytomnie.

Na pocieszenie, zacytuję Ziemkiewicza: "My, Polacy, jesteśmy nie do za.........a!" 

Lubię to! Skomentuj6 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale