- Papież Franciszek ma rację. Kościół powinien być biedny i wszystkie pieniądze przeznaczać na biednych!
- A wiesz, że już jeden z Apostołów tak mówił.
- Tak? A który?
- Judasz.
Ostatnio, mój dobry kolega pokazywał mi informację, o tym, że: „papież Franciszek sprzedał luksusową limuzynę, pieniądze rozdał potrzebującym i kupił używany samochód z 1984”. Oczywiście wszyscy się cieszą i czekają, aż „nasi” biskupi i księża pozbędą się wszystkiego majątku jaki mają. Ja tam się nie wtrącam w to, co papież czyni ze swoimi rzeczami, jednak nie mogę znieść tego zachwytu ze strony prawej i lewej dzisiejszego społeczeństwa, bardziej i mniej wierzących.
Trzeba troszeczkę się zastanowić. W całej tej sytuacji nie znalazłem odpowiedzi, ani od mojego kolegi, ani z portalów informacyjnych, co się rozumie przez pojęcie „potrzebujących”. Ja codziennie czegoś potrzebuję, żeby żyć i działać. Dotyczy to każdego, nieważne jakie ma dochody, czy majątek. Jestem po prostu ciekaw komu zostały te pieniądze rozdane. Na całej tej sytuacji, na pewno zarobili handlarze samochodów. Poza tym, nie za bardzo rozumiem, dlaczego sprzedano porządne auto, które mogłoby pojeździć o wiele dłużej, niż auto z 1984 – do którego trzeba będzie dopłacać. Jak już wspomniałem, nie moja sprawa jak tam papież dysponuje swoimi rzeczami.
Natomiast, gdy chodzi o wytyczne i idee, które papież chce propagować, to jako katolik muszę się bacznie przyglądać. Papież Franciszek, na jednym z pierwszych swoich publicznych wystąpień powiedział: „Chciałbym Kościoła biednego i dla biednych” - każde słowo niesie w sobie taką treść, że trzeba troszeczkę pomyśleć. Samo słowo Chciałbym, dla człowieka, który choć trochę interesował się teologią, może być niepokojące. Według mnie papież powinien chcieć tego, co Bóg chce – skoro kieruje jego owczarnią – nie jestem doktorem teologii, więc nie zamierzam się rozpisywać na tematy teologiczno-praktyczne. Na tematy praktyczne, natomiast będę się rozpisywał. Teraz pod lupę, wezmę wyrażenie dla biednych. Jako katolik, mam także prowadzić działalność misyjną, oczywiście w zakresie swoich możliwości – tak nauczał bł. Jan Paweł II. Tak nie mogę się pogodzić, dlaczego Kościół ma być zarezerwowany tylko dla biednych? Przecież Pan Jezus przyszedł do wszystkich i my mamy prowadzić misje dla wszystkich, bez względu na stan i majętność. Dodatkowo są problemy z określeniem - kto jest biedny. Czy pan Zdzisiek co jest bezdomny, a mimo to potrafi w jakiś sposób zdobyć mamonę na butelkę wiśniówki? Czy pan Marek pracujący po dziesięć godzin dziennie, sześć dni w tygodniu, by utrzymać swoją wielodzietną rodzinę? Czy pani Jolanta, której nie starcza na kupno raz na tydzień, sukienki za pięć tysięcy i musi kupować tylko za trzy tysiące – co za wstyd? Kościoła biednego – też jest to dziwna fraza. Nie wierzę, że papież Franciszek, wcześniej Kardynał, nie zdawał sobie sprawy, że Kościół jest największą instytucją charytatywną świata i środki jakie przeznacza, a przeznacza bardzo dużo, nawet trzy czwarte, nie starczają na potrzebujących. Jestem ciekaw, ile pieniędzy lub czasu na potrzebujących i biednych przeznaczają ci, którzy krzyczą o tych bogactwach Kościoła? Może papieżowi chodziło, tym stwierdzeniem, o stosunek własności. Pewien ksiądz, opowiadał, że kiedyś był pewien zwyczaj dotyczący instalacji wikarego na parafii. Dzisiaj, pierwsze co robi proboszcz to pokazuje, takiemu wikaremu, spis inwentarza i coś co określilibyśmy księgą budżetową. Dawniej, pierwsze co ksiądz proboszcz mówił do wikarego, zanim poszli na plebanie, było: „Oto parafia, teraz chodźmy do właściciela i gospodarza tego miejsca.” - szli do kościoła i modlili się przed Najświętszym Sakramentem, gdyż musieli pogadać z właścicielem i gospodarzem Kościoła. Kościół powszechny, powszechnie należy do Boga, nawet w gestii materialnej i majątkowej. Dobrze to widać na przykładzie zakonów – zakonnik nic nie posiada, natomiast zakon może być bogaty, a on należy do Boga. Podobnie jest u księży i biskupów. Oni mogą mieć własność prywatną, ale i tak należą do Boga – czy komuś to się podoba, czy nie.
Nie wiem co to za polityka. Nie jest to polityka dobra i raczej od złego pochodzi. Po Soborze Watykańskim II, zaczęto niszczyć doktrynę wewnątrz Kościoła, a rozpoczęto od góry, czyli Mszy Św. Teraz jest atak totalny na własność, a właściwie resztkę majątku Kościoła. Gdyż aby móc coś robić, należy mieć za co to robić. A jak się nie ma...
Ponieważ zacząłem tę notkę od samochodu, to i tak trzeba zakończyć. Samochody biskupów i księży są ważne, szczególnie dla wiernych. Ja tam chcę, aby ksiądz jak najszybciej dotarł do mnie lub kogoś z mojej rodziny i przyjaciół, którzy są w chorobie lub stanie agonalnym, w celu udzielenia ostatniego namaszczenia i wiatyku, co dla ludzi praktykujących wiarę jest ważne. Auto powinno być dobre, szybkie, nie powinno się do niego dokładać i nie może być takiej sytuacji, że w przypadku powyżej uległo awarii w połowie drogi, gdyż jest to auto z 1984. Chcę, także by biskupi jeździli limuzynami, najlepiej fioletowymi z widocznymi oznakami władzy biskupiej, by każdy widział że to biskup jedzie (to dopiero forma nowej ewangelizacji) i że jedzie do mnie, gdyż ja nie mam możliwości pojechać do niego – to się nazywa „Otwartość” Kościoła na wiernych. Dla wielu piewców „bogactw kościelnych”, ksiądz jest bogaczem już wtedy, gdy je. Ja tam chcę by ksiądz był porządnie odżywiony, gdyż nie chcę by mi zasłabł w połowie Mszy Świętej.
Na koniec dwie małe sprawy. Mój kolejny, dobry kolega, który jest zatwardziałym libertarianinem – podziwia i stawia za wzór Kościół katolicki, gdyż tam, według niego, jest prawdziwy liberalizm gospodarczy. Tak jak Judasz, który tak martwił się o biednych i przez to był złodziejem, w końcu został opętany i stał się diabłem. Ciekawe co z tymi wszystkimi ludźmi teraz i kiedyś, którzy wołają tak jak Judasz: „«Czemu to nie sprzedano tego olejku za trzysta denarów i nie rozdano ich ubogim?» Powiedział zaś to nie dlatego, jakoby dbał o biednych, ale ponieważ był złodziejem, i mając trzos wykradał to, co składano.”.



Komentarze
Pokaż komentarze (4)