„Z Brazylią jest jeden podstawowy problem” – mówi mi znajomy przedsiębiorca. „Wszyscy myślą o nich jak o dostawcach kawy i wołowiny. Tymczasem to kraj zaawansowany technicznie, z ogromnym rynkiem i tanią siłą roboczą. Jeśli wejdziesz tam z innowacją, licz się z tym, że za chwilę ją skopiują – dokładnie tak, jak robili to Chińczycy dwadzieścia lat temu – i wyprodukują to samo o połowę taniej”.
Ta rozmowa nabiera szczególnego znaczenia dziś, w styczniu 2026 roku, gdy umowa o wolnym handlu z krajami Mercosur staje się faktem. Podczas gdy debata publiczna w Polsce ogniskuje się wokół rolnictwa, prawdziwy pożar może wybuchnąć zupełnie gdzie indziej: w sercu naszego przemysłu.
Rolnictwo to tylko przygrywka
Paradoksalnie, to nie polskie jabłka czy drób są najbardziej zagrożone. Europejskie normy jakościowe i system dopłat do rolnictwa tworzą pewien bufor. Prawdziwe uderzenie wymierzone jest w polski przemysł i inwestycje zagraniczne, które przez lata były motorem napędowym naszego PKB.
Brazylia wchodzi w 2026 rok z realnym wzrostem PKB na poziomie 1,6–1,9% i, co kluczowe, z kosztami pracy, które w przemyśle są średnio o 40–50% niższe niż w Polsce. Przy zniesieniu bariery celnej rachunek ekonomiczny dla globalnych graczy staje się brutalnie prosty.
Wielka ucieczka montowni
Polska przez dekady była „halą montażową Europy”. Jednak w dobie Mercosuru, utrzymanie produkcji komponentów czy montowni samochodów nad Wisłą straci racjonalne uzasadnienie.
Motoryzacja: Przy cłach spadających do 0%, koncerny spojrzą przychylniej patrzą na brazylijskie zakłady w Betim czy São Bernardo do Campo.
Chemia: Polski przemysł azotowy i polimerowy już teraz mierzy się z wysokimi cenami energii. Tymczasem Brazylia, dysponująca tanim gazem i potężnym zapleczem surowcowym, może zaoferować te same komponenty taniej, nawet po doliczeniu unijnego podatku węglowego CBAM.
Pułapka braku kapitału
Najsmutniejsza konkluzja płynie jednak z analizy naszych możliwości eksportowych. Aby skorzystać na otwarciu rynku Mercosur, trzeba mieć produkt wysokomarżowy i unikalną technologię. Polska, zmagająca się z luką kapitałową i wydatkami na R&D wciąż oscylującymi poniżej średniej unijnej, staje przed murem. Nie mamy własnych marek globalnych w sektorze wysokich technologii, a nasze firmy teletechniczne czy maszynowe często działają jako podwykonawcy.
Brazylia, kopiując nasze rozwiązania i skalując je u siebie, nie potrzebuje naszych produktów średniozaawansowanych – potrzebuje jedynie naszego rynku zbytu.
Co nam zostanie?
Jeśli ziści się czarny scenariusz, Polska może stracić swój największy atut: napływ bezpośrednich inwestycji zagranicznych.
Jeśli kapitał zacznie płynąć szerokim strumieniem do Ameryki Południowej, nasze tempo doganiania Zachodu drastycznie spadnie.
W 2026 roku nie pytamy już „czy” wejść na rynek brazylijski, ale „jak” przetrwać wejście Brazylii do nas. Bo w tej grze o wolny handel, bez własnej zaawansowanej technologii, możemy skończyć jako kibice patrzący, jak nasze własne fabryki pakują maszyny do kontenerów płynących do Santos.
Uważaj na myśli, bo przemienią się w słowa. Uważaj na słowa, bo zmienią się w czyny. Uważaj na czyny, bo staną się nawykami. Uważaj na nawyki, bo staną się charakterem. Charakter będzie twoim przeznaczeniem. Stajemy się tym, co myślimy. Margaret Thatcher
Nowości od blogera
Inne tematy w dziale Gospodarka