Najpierw Gocław
Żeby zrozumieć, co dzieje się dziś na poziomie ustawowym, trzeba wrócić na warszawski Gocław. Rok temu w dzielnicy zrobiło się nerwowo. Na Facebooku pojawiły się profile i strony podające się za oddolne inicjatywy mieszkańców, które niemal codziennie atakowały władze lokalnej spółdzielni. Informacje były nieprawdziwe, ale żyły własnym życiem. Ulotki i plakaty na klatkach schodowych robiły swoje.
Kulminacja nastąpiła na walnym zgromadzeniu we wrześniu 2025 roku. Na obrady stawiło się ponad sto osób z pełnomocnictwami. Kilkunastu mężczyzn, niebędących członkami spółdzielni, próbowało siłą wedrzeć się na salę. Interweniowała policja. W tle jedna informacja: budowa trzeciej linii metra, która może potroić wartość gruntów zarządzanych przez spółdzielnię.
Salon24 ustalił, że osoba powiązana z tym środowiskiem pojawiła się 27 marca 2026 roku na konsultacjach ministerialnych dotyczących nowej ustawy. Redakcja dysponuje materiałem dokumentującym jej obecność na tym spotkaniu.
Minister Lewandowski bierze się za spółdzielnie
Wiceminister Rozwoju i Technologii Tomasz Lewandowski przygotował projekt ustawy o zmianie ustawy o spółdzielniach mieszkaniowych oraz ustawy Prawo spółdzielcze. Oficjalny cel to zapewnienie większej przejrzystości, wzmocnienie praw członków, koniec z patologiami na walnych zgromadzeniach. 27 marca w siedzibie ministerstwa odbyły się konsultacje. Resort zapewnił, że przy stole zasiedli przedstawiciele organizacji spółdzielczych, Związek Rewizyjny i Krajowa Rada Spółdzielcza.
Tyle że wielu spółdzielców o żadnych konsultacjach nie wiedziało. A ci, którzy wiedzieli, zostali za drzwiami.
Senat słucha, ministerstwo zamyka drzwi
Trzy tygodnie wcześniej, 4 marca 2026 roku, w Senacie odbyło się posiedzenie Parlamentarnego Zespołu ds. Spółdzielczości. Spotkanie w całości poświęcone było projektowi ustawy. Minister Lewandowski, obecny na posiedzeniu, wysłuchał przedstawicieli środowiska z całej Polski i publicznie zobowiązał się do przyjrzenia się wszystkim budzącym wątpliwości propozycjom, zwłaszcza dotyczącym kadencyjności i jawności danych.
Trzy tygodnie później ministerstwo zorganizowało własne konsultacje, ale wbrew zapewnieniom resortu, przy stole zasiedli wybrani.
Spółdzielcy za drzwiami
Specjalnie dla Salon24 wypowiada się Olga Szpulecka z Zabrzańskiej Spółdzielni Mieszkaniowej, jednej z największych w Polsce, liczącej prawie 13 tysięcy mieszkań. Członkini spółdzielni od 30 lat, mieszka w zasobach spółdzielczych od 50, bo jeszcze jako dziecko. Zna ten świat od podszewki.
"Jako środowisko ze Śląska próbowaliśmy wziąć udział w tych konsultacjach i przedstawić nasze stanowisko. Nie zostaliśmy dopuszczeni do zabrania głosu, mimo że reprezentujemy mieszkańców spółdzielni i chcieliśmy wskazać konkretne zagrożenia" - mówi naszemu reporterowi Szpulecka.
Kto zatem mówił? "Do konsultacji zaproszono wiele podmiotów, które moim zdaniem nie mają realnego związku ze spółdzielczością. Wśród uczestników dominowały osoby krytycznie nastawione do idei spółdzielczości, często odwołujące się do spraw sprzed kilkudziesięciu lat." - relacjonowała Szpulecka. Według relacji, najwięcej do powiedzenia miały osoby spoza środowiska, w tym nawet osoba z Ukrainy. "To budzi nasze zdziwienie i poważne wątpliwości co do reprezentatywności tych konsultacji." - mówiła Olga Szpulecka.
Kto decydował o liście zaproszonych
Salon24 zapytał ministerstwo wprost: kto decydował o liście zaproszonych i według jakich kryteriów? Czy wpłynęły zgłoszenia od spółdzielców, którzy chcieli uczestniczyć, ale nie zostali zaproszeni, dlaczego projekt nakłada obowiązek jawności danych finansowych członków spółdzielni, skoro deweloperzy i zarządcy wspólnot takiego obowiązku mieć nie będą?
Ministerstwo Rozwoju i Technologii dotychczas nie odpowiedziało na żadne z pytań Salon24.
Co tak naprawdę kryje projekt
Ograniczenie kadencyjności zarządów spółdzielni wywołuje wielkie emocje. Na posiedzeniu Parlamentarnego Zespołu ds. Spółdzielczości w Senacie Monika Stawicka z Forum Zarządców Nieruchomości Spółdzielczych, zrzeszającego spółdzielnie z całego województwa łódzkiego, powiedziała, że żaden zarząd wybrany na czteroletnią kadencję nie zdecyduje się na inwestycje w budownictwo mieszkaniowe. To wprost uderza w cel, który minister Lewandowski stawia jako priorytet.
Szpulecka w rozmowie z Salon24 dodaje, że "zarządzanie spółdzielnią obejmuje kwestie prawne, finansowe, remontowe. Nowe osoby potrzebują czasu na zdobycie doświadczenia, a w sytuacjach kryzysowych, jak awarie czy katastrofy budowlane, takie braki mogą sparaliżować działanie spółdzielni. Żeby być dobrym zarządcą, trzeba mieć co najmniej kilka lat doświadczenia."
Projekt wprowadza też zdalne walne zgromadzenia. Ewa Hardyk, zastępca prezesa Fordońskiej Spółdzielni Mieszkaniowej w Bydgoszczy, zapytała na posiedzeniu senackiego Parlamentarnego Zespołu ds. Spółdzielczości, dlaczego ustawa zaprzecza unijnym wymogom cyberbezpieczeństwa i jednocześnie utrudni życie cyfrowo wykluczonym starszym spółdzielcom. "Nie mamy pewności, kto faktycznie bierze udział w głosowaniu." - dodała Szpulecka. "Każde zakłócenie techniczne może być podstawą do podważenia decyzji, co oznacza ryzyko blokowania inwestycji na wiele miesięcy."
Jawność danych to kolejna sprawa wywołująca emocje. Łukasz Zaprawa, pełnomocnik Unii Spółdzielców Mieszkaniowych, na posiedzeniu Parlamentarnego Zespołu ds. Spółdzielczości mówił, że "obowiązek udostępniania umów dotyczących zakupu mieszkań jest zaprzeczeniem przepisów o ochronie danych osobowych, a ujawnienie umów technicznych może stać się realnym zagrożeniem dla bezpieczeństwa mieszkańców." Szpulecka dodaje, że firmy zewnętrzne zyskają pełny wgląd w ceny, jakie negocjują spółdzielnie. "Skończy się to zmowami cenowymi i wyższymi czynszami." - dodaje.
Projekt zwalnia też z części obowiązków spółdzielnie liczące do 500 członków. Środowisko pyta czy chodzi o rozbicie dużych spółdzielni na mniejsze, łatwiejsze do przejęcia jednostki? Dla każdego, kto chce się dobrać do gruntów wartych setki milionów w centrach dużych miast, podzielone spółdzielcze środowisko to słabszy przeciwnik.
"Tu chodzi o przejęcie majątku"
"Obawiamy się, że zmiany doprowadzą do wypychania pracowników spółdzielni i zastępowania ich firmami zewnętrznymi. Utrata kontroli nad kosztami i jakością usług. Na koniec rachunek zapłacą mieszkańcy" - mówi Szpulecka.
"Tu chodzi o przejęcie majątku. Żeby pozwalniać ludzi decydować, zrobić z mieszkań spółdzielczych mieszkania komunalne, żeby bogacić prywatne kieszenie. O nic innego nie chodzi." - dodaje członkini Zabrzańskiej Spółdzielni Mieszkaniowej.
Senator Krzysztof Kwiatkowski, przewodniczący Komisji Ustawodawczej Senatu, zaznaczył, że projekt jest na wczesnym etapie prac i zadeklarował, że Senat dołoży starań, by powstały dobre przepisy. Na tym samym posiedzeniu minister Lewandowski obiecał przyjrzeć się wszystkim wątpliwościom. Trzy tygodnie później zorganizował konsultacje, na które spółdzielcy, choćby ze Śląska, nie zostali wpuszczeni.
Ponad 9 milionów Polaków mieszka w spółdzielniach. To jeden z ostatnich segmentów rynku, gdzie mieszkanie nie musi oznaczać fortuny wydanej deweloperowi.
PP
Fot: Konsultacje zorganizowane przez ministra Tomasza Lewandowskiego w Ministerstwie Rozwoju i Technologii/ MRiT







Komentarze
Pokaż komentarze (7)