Artur Chodziński, fundator Frontline Foundation i autor raportu "Rekonwersja kadr służb specjalnych w Polsce", postawił tezę prostą i trudną zarazem: Polska systematycznie marnuje jeden z najcenniejszych zasobów, jakie posiada.
Chodziński podał dwa przykłady. Pierwszy to oficer, który po odejściu trafia w próżnię i przyjmuje atrakcyjną finansowo ofertę od firmy z Cypru, o której finansowaniu nie wiadomo nic. Drugi to oficer, który odchodzi ze służby w systemie, który go przygotował i świadomie skierował tam, gdzie jego kompetencje będą nadal służyć Polsce. "Dzisiaj w Polsce mamy tylko tę pierwszą sytuację. I my sobie nie możemy na to pozwolić, bo idą takie a nie inne czasy" - powiedział Chodziński.
Państwo traci kontakt i kontrolę
Raport dotyczy funkcjonariuszy ABW, AW, SKW, SWW i CBA. Ludzi, którzy przez lata przechodzili wielokrotne weryfikacje, rozwijali ponadprzeciętne kompetencje wywiadowcze, analityczne, technologiczne. W Polsce, w przeciwieństwie do żołnierzy Sił Zbrojnych RP dysponujących systemem aktywizacji zawodowej, nie ma niczego, co można by nazwać systemem wsparcia przy odejściu ze służb specjalnych. Są wyłącznie komórki kadrowe, które pilnują, żeby dokumentacja była w porządku i żeby były funkcjonariusz niczego nie ujawnił. Na tym wsparcie i planowanie się kończą.
Konsekwencje tego mogą wzbudzać niepokój. Po pierwsze, państwo traci z człowiekiem kontakt, bo nie zbiera danych o tym, gdzie trafiają byli agenci, jakie funkcje pełnią, dla kogo pracują. Po drugie, taki oficer zostaje bez wsparcia w momencie, gdy nagle musi przebudować całą swoją tożsamość zawodową i społeczną.
A skala problemu będzie w najbliższych latach rosnąć, bo raport szacuje, że w ciągu najbliższych lat ze służby może odejść od kilkuset do ponad tysiąca funkcjonariuszy o wieloletnim stażu. To roczniki, które wstępowały do ABW, AW czy SKW na przełomie lat 90. i 2000., czyli ludzie z największym doświadczeniem operacyjnym.
Generał Maciej Materka, były szef Służby Kontrwywiadu Wojskowego i Przewodniczący Rady Frontline Foundation, opisał to bez ubarwiania. Stwierdził, że procesy odejścia ze służby osób, które przez 15 czy 20 lat żyły pod inną tożsamością, kończą się różnie, łącznie z tym, że po miesiącu byli agenci po prostu umierali. Przy zejściu z życia z ciągłą adrenaliną nie byli w stanie przystosować się do normalnego życia.
Generał dodał, że po odejściu ze służby raz na kilka miesięcy spotyka się z dawnymi funkcjonariuszami nieformalnie, sprawdzając po prostu, co się z nimi dzieje.
Kto kupuje byłych agentów
Kiedy nie ma systemu, rynek robi swoje i nie zawsze w sposób przyjazny interesom państwa polskiego.
Tomasz Zdzikot, były wiceminister spraw wewnętrznych i wiceminister obrony narodowej, a następnie prezes Poczty Polskiej i KGHM, wskazał na mechanizm, który powinien elektryzować każdego, kto zajmuje się bezpieczeństwem państwa.
"Albo ktoś kupuje kompetencje, albo dużo częściej po prostu kupuje sieć kontaktów byłego funkcjonariusza. To właśnie sieć kontaktów, relacji i znajomości wypracowanych przez lata służby jest tym, co jest najcenniejsze i zarazem najbardziej ryzykowne." - pmówił Zdzikot. "Kiedy były funkcjonariusz trafia do podmiotu kontrolowanego przez obcy kapitał lub do firmy pracującej dla niekorzystnych dla Polski interesów, razem z nim wędruje coś, za co zapłaciło całe społeczeństwo" - przypomniał były szef KGHM.
Zdzikot wskazał przy tym na pewien paradoks: sama obecność byłego funkcjonariusza w strukturze firmy działa prewencyjnie. Jak zaznaczył, nawet jeżeli informacja o tym nie jest podawana do publicznej wiadomości, nawet jeżeli to oddelegowanie niejawne, na końcu zawsze wszyscy wiedzą. "I to w sumie okazuje się, że to dobrze paradoksalnie, bo jeżeli ktoś miałby bardzo dziwne pomysły, to jest szansa, że trzy razy zastanowi, czy warto je realizować, jeżeli ma takich kolegów w pracy" - dodał.
Raport fundacji wskazuje na dwa podstawowe ryzyka. Pierwsze to ryzyko przejęcia przez obce służby: były funkcjonariusz bez wsparcia finansowego i zawodowego jest naturalnie podatny na werbowanie, świadome lub nie, przez aktorów, którzy chcą dostępu do tego, co wie i kogo zna.
Drugie ryzyko jest bardziej prozaiczne, ale równie realne: byli oficerowie trafiają do firm lobbingowych, do szarej strefy bezpieczeństwa korporacyjnego, do podmiotów, które płacą dobrze i nie zadają trudnych pytań.
Co robi reszta świata
Raport przegląda modele z USA, Izraela i Europy Zachodniej. Wnioski są jednoznaczne: tam, gdzie działają rozwinięte systemy wywiadowcze, odejście ze służby jest traktowane jako element infrastruktury bezpieczeństwa, nie jako prywatna sprawa byłego funkcjonariusza.
W USA działa wieloagencyjny program tranzycyjny obejmujący doradztwo, warsztaty rekrutacyjne i ścieżki kariery. Równolegle funkcjonują twarde ograniczenia, czyli były pracownik objęty tzw. covered intelligence positions przez 30 miesięcy po odejściu musi uzyskiwać specjalne zezwolenia na określone formy zatrudnienia i corocznie raportować swój status do właściwej agencji.
Wielka Brytania wprost traktuje odchodzących funkcjonariuszy jako miękkie narzędzie kontrwywiadowcze. Bo zadowolony i dobrze zaopiekowany były oficer znacznie rzadziej podejmuje ryzykowne działania lub monetyzuje wiedzę w sposób nieakceptowalny dla państwa.
Izrael poszedł jeszcze dalej, zamieniając odejście ze służby w motor gospodarczy. Weterani elitarnej cyber jednostki wywiadowczej 8200 zasilają tamtejszy sektor technologiczny i startupy technologiczne. Formalnie tworzą stowarzyszenie absolwentów, które liczy kilkanaście tysięcy członków, łącząc dawnych oficerów z inwestorami i rynkiem startupów.
W dobie wojny hybrydowej i wyścigu technologicznego byli funkcjonariusze służb to zasób, którego Polska nie może sobie pozwolić zmarnować.
"Jeżeli wierzymy, że Polska ma przed sobą (być może) ostatnią szansę, żeby w tym wyścigu znaleźć swoje miejsce, to tylko z takimi ludźmi" - apelował Materka.
Trzy filary i jeden warunek
Propozycje systemowych zmian zawartych w raporcie opierają się na trzech filarach. Pierwszy to nowe ramy prawne z definicją stanowisk krytycznych i obowiązkiem raportowania zatrudnienia przez 5-10 lat po odejściu.
[/salon24]
Drugi to powołanie Centralnego Ośrodka Rekonwersji Służb Specjalnych (CORSS), jako instytucji międzyagencyjnej przy KPRM, obejmującej doradztwo, szkolenia i wsparcie psychologiczne.
Trzeci to integracja z polityką kadrową państwa, mapowanie kompetencji byłych funkcjonariuszy i kierowanie ich do spółek strategicznych Skarbu Państwa do działań związanych z cyberbezpieczeństwem, ochroną kontrwywiadowczą i zarządzaniem ryzykiem.
A co z polityką?
Cały projekt ma jeden warunek wstępny, bez którego nie wejdzie nawet w fazę przygotowawczą. Chodzi o porozumienie ponadpartyjne, bez którego żadna ustawa przez Sejm nie przejdzie.
Czy jest ono możliwe w polskich realiach? Jak to ujął jeden z uczestników debaty, "musimy być ostrożnymi optymistami."
Chodziński zakończył prezentację słowami, które brzmią jak postulat minimalny. "Odejście funkcjonariusza nie powinno być rozumiane jako definitywne zerwanie z państwem, lecz jako świadomie przygotowana transformacja z funkcjonariusza czynnego w funkcjonariusza weterana, który nadal jest częścią systemu bezpieczeństwa, ale już w innej roli" - powiedział.
Na razie tej innej roli nikt w Polsce nie zaproponował.
PP
Fot: Funkcjonariusz ABW eskortuje podejrzanego o szpiegostwo/ PAP




Komentarze
Pokaż komentarze (9)