Na zdjęciu: Izabela Bodnar, fot. PAP/Albert Zawada
Na zdjęciu: Izabela Bodnar, fot. PAP/Albert Zawada

Fałszywy agent, wybory i wrocławski prezydent. Co wynika z ustaleń prokuratury?

Redakcja Redakcja Śledztwa Obserwuj temat Obserwuj notkę 31
Po środowej publikacji "Gazety Wyborczej" autorstwa Wojciecha Czuchowskiego w internecie zawrzało. Tekst ujawnia szczegóły z uzasadnienia umorzenia śledztwa w sprawie rzekomej afery pedofilskiej na Dolnym Śląsku i stawia poważne pytania o granice dopuszczalnych działań w politycznej rywalizacji.

Z jednej strony "Gazeta Wyborcza" powołuje się na materiały prokuratorskie, wskazujące jednoznacznie na Łukasza Bugajskiego jako twórcę sfabrykowanych materiałów. Z drugiej strony Bugajski i popierająca go posłanka Izabela Bodnar odrzucają te ustalenia. Bugajski twierdzi, że sprawa została „skręcona" i oskarża prokuraturę o „krycie pedofili". Bodnar napisała w mediach społecznościowych: „Czy mam tu jeszcze coś do dodania, skoro państwo polskie milczy? Gdybym nie była politykiem koalicji rządzącej, to może krzyczałabym głośniej, ale teraz zwyczajnie mi nie wypada".

Obie strony stoją na przeciwnych biegunach. Prokuratura mówi o sfabrykowanych dowodach, Bugajski i Bodnar o tuszowaniu przestępstw. Na razie ostatnie słowo należy do śledczych.

Chodzi o męża posłanki

Rdzeń całej sprawy dotyczy Macieja B., męża posłanki Izabeli Bodnar, przedsiębiorcy branży odpadowej z Dolnego Śląska oskarżonego o korupcję przy kontraktach na utylizację odpadów. To właśnie dla niego Bugajski miał preparować materiały i budować strategię medialną. Prokuratura ustaliła, że Bugajski, wbrew temu co twierdził, nigdy nie był ani funkcjonariuszem ABW, ani jej współpracownikiem.


Jest też wątek wrocławski

W całej tej historii pojawia się jednak nazwisko Jacka Sutryka, prezydenta Wrocławia i tu sprawa nabiera lokalnego wymiaru.

Wybory samorządowe 2024 roku Sutryk wygrał w drugiej turze, pokonując Izabelę Bodnar i to mimo kampanii, która jak wynika z ustaleń prokuratury, nie ograniczała się do zwykłej rywalizacji politycznej. Z dokumentów prokuratorskich cytowanych przez Czuchowskiego wynika, że w trakcie tej kampanii Bugajski obsługiwał domenę służącą do rozsyłania negatywnych informacji o urzędującym prezydencie. Prokuratura ustaliła, że z adresu kimjestsutryk@pm.me wysyłano masowe wiadomości do Bodnar i wielu innych odbiorców, „co jednoznacznie wskazuje, że również ten adres był wykorzystywany przez Łukasza Bugajskiego".

Wrocławianie, dysponując własną oceną pracy prezydenta, rozstrzygnęli wybory na jego korzyść. Wynik drugiej tury okazał się odpowiedzią na to, co działo się za kulisami kampanii. 


Pytanie o granice walki politycznej

To, co opisuje Czuchowski, skłania do szerszej refleksji nad stanem polskiej polityki lokalnej. Anonimowe domeny, masowe rozsyłanie negatywnych materiałów, działania prowadzone przez zewnętrznych najemników to metody, które trudno uznać za mieszczące się w standardach demokratycznej rywalizacji, niezależnie od tego, kto je stosuje i przeciwko komu.

Szczególnie niepokojący jest fakt, że Bugajski, mimo iż prokuratura wskazuje go jako twórcę całej operacji, nie usłyszy zarzutów karnych. Prawo okazało się w tym przypadku bezsilne: śledztwo wszczęto z urzędu, co zamyka drogę do zarzutu fałszywego zawiadomienia o przestępstwie. Grozi mu jedynie postępowanie cywilne.

Pytanie, które pozostaje otwarte, brzmi: czy polskie prawo nadąża za nowoczesnymi metodami dezinformacji w polityce? I czy instytucje państwa są w stanie skutecznie reagować, zanim tego rodzaju kampanie zdążą wyrządzić nieodwracalne szkody wizerunkowe, polityczne i społeczne?

Na te pytania artykuł Czuchowskiego odpowiedzi nie daje. Ale samo ich postawienie jest już krokiem w dobrym kierunku. 


RD

Na zdjęciu: Izabela Bodnar, fot. PAP/Albert Zawada

Udostępnij Udostępnij Lubię to! Skomentuj31 Obserwuj notkę

Komentarze

Pokaż komentarze (31)

Inne tematy w dziale Społeczeństwo