Pytanie dotyczy oczywiście ogółu kierowców i statystycznego czy też stereotypowego "polskiego kierowcy" a nie tego jak jeździsz Ty, drogi czytelniku. Mam do Ciebie prośbę, zanim przeczytasz ten wpis zastanów się przez parę sekund nad pytaniem tytułowym. Co Ty myślisz na ten temat? Jaka jest Twoja, osobista, prywatna i szczera opinia?
1. Pytanie wydaje się być tendencyjne, subiektywne i całkowicie pozbawione znaczenia. Tym samym każda opinia, jaka by nie była, będzie tak samo uprawniona. I tak samo pozbawiona znaczenia.
Wydaje się być.
Moim zdaniem, to jest bardzo ważne pytanie, które samo w sobie może nam bardzo wiele powiedzieć o nas samych. A jeszcze więcej pytania dodatkowe i odpowiedzi na nie.
Poświęć te parę sekund swojego życia, zamknij oczy i szczerze, sam dla siebie, odpowiedz sobie na pytanie:
Jakimi kierowcami są Polacy?
2. Pierwsza nasuwająca się i chyba najczęstsza odpowiedź to:
Polacy prowadzą fatalnie.
Polacy jeżdżą bardzo źle, najgorzej ze wszystkich.
Polacy są najgorszymi kierowcami w Europie.
Oczywiście teoretycznie istnieje też opinia przeciwna, zgodnie z którą Polacy jeżdżą po prostu znakomicie, najlepiej na całej planecie wręcz. W przeciwieństwie do poprzedniej, którą słyszałem po wielokroć, z taką nigdy ale to nigdy, się nie spotkałem.
Inne opinie, nie stanowiące ekstremów funkcji (możliwych odpowiedzi):
- Polacy jeżdżą słabo.
- Tak sobie.
- Jeżdżą "jak wszyscy", niby czym miałby się bowiem różnić kierowca polski od czeskiego czy niemieckiego?
- Wszyscy Polacy jeżdżą po pijanemu! To jest główny problem! Nie chodzi o to jak kierują ale o chlanie wódki litrami przed siadaniem za kółkiem!
- Polacy jeżdżą w sumie nieźle, ponadprzeciętnie.
Pewnie można by dodać jeszcze wiele innych ale wystarczy zauważyć, że odpowiedzią na pytanie jest szerokie spektrum poglądów, którego skrajnościami są:
"Polacy to najgorsi kierowcy świata" z jednej strony i "Polacy to najlepsi kierowcy świata" z drugiej, a którego dominantą jest "Polacy jeżdżą bardzo źle, fatalnie, chyba najgorzej na świecie".
3. Naprawdę interesujące jest jednak nie tylko to, że bardzo duża część Polaków uważa swoich rodaków za najgorszych/bardzo złych kierowców ale DLACZEGO tak uważają.
Co więcej, to pytanie jest pochodną pytania: Dlaczego ja właściwie uważam tak a nie inaczej?
To też fascynujące zagadnienie, chyba najciekawsze ze wszystkich.
Drogi czytelniku, masz przecież swoje zdanie, wiesz jakie. To teraz poświęć odrobinę czasu i zastanów się, naprawdę zastanów, dlaczego uważasz Polaków za [wstaw co Ty sądzisz] kierowców? Jakie przesłanki/motywy/argumenty sprawiły, że myślisz tak a nie inaczej?
W mojej opinii Polacy jeżdżą nieźle. Nasza kultura drogowa jest stosunkowo młoda ale bardzo żywa i rozwijała się w dobrym kierunku jak dotychczas. Jesteśmy przyjaźni dla innych kierowców, pomocni, dość opanowani. Równocześnie jeździmy sprawnie, konkretnie, dobrze technicznie i z wyobraźnią (przestrzenną, czyli przewidująco). Miewamy skłonności do brawury, mamy kilka specyficznych nawyków których często sobie nawet nie uświadamiamy (jazda "na zderzaku", ignorowanie podwójnych ciągłych kiedy droga wydaje się być prosta i pusta, lubimy jeździć dość szybko, znaki ograniczenia prędkości poza obszarem zabudowanym traktujemy jako sugestię a nie nakaz...) ale summa summarum jeździmy nieźle.
Wyjątkiem wśród nas są wyjątkowo tępe ss...y. Kierowcy bezmyślni, jeżdżący skrajnie egoistycznie i nieodpowiedzialnie a zarazem mający się za mistrzów kierownicy i to nadzwyczaj odważnych. Jak ich nazywam rotwajlerkami. Są dwa podtypy rotwajlerków. Pierwszy to zwykła tchórzliwa ci..a, zdolna ukryć swoje tchórzostwo i zgrywać chojraka przez maksymalnie sekundę, a drugi to taki wsiur i bezmózg, że dopatrywanie się jakichkolwiek stanów emocjonalnych jest bezcelowe. Grama odwagi ani nawet brawury nie znajdzie się we wsioku całkowicie pozbawionym instynktu samozachowawczego. Kolejny wątek który sobie w tej wersji daruję.
Co chyba też ciekawe - sporo starych mitów o fatalnych umiejętnościach polskich kierowców nie uwzględniało realiów sytuacji. Nasi starzy jeździli starymi samochodami w złym stanie technicznym nie z wyboru a z konieczności. Fatalna jakość dróg a jeszcze częściej ich brak, jak najbardziej wpływały na ilość poważnych wypadków ale i na wieczny pośpiech, żeby tylko nie utknąć na krajówce za ciągnikiem bez możliwości wyprzedzenia przez 40 km. Nasra...e bez ładu, składu i sensu znaki drogowe nie zachęcały nawet do ich czytania, nie mówiąc o przestrzeganiu. Równocześnie brak oznaczeń naprawdę ostrych zakrętów i brak zwykłych linii na drogach, bardzo ale to bardzo zwiększały ryzyko wypadków. Brak dróg szybkiego ruchu, autostrad i obwodnic blokował drogi dojazdowe do miast i same miasta, to poza wszystkim innym wzbudzało też frustrację, kończącą się wciskaniem pedału gazu w podłogę przy pierwszej nadarzającej się okazji. Ogólne bardzo słabe obycie z kulturą ruchu drogowego w latach 90tych też nie wzięło się znikąd. Nie mieliśmy dróg, nie mieliśmy samochodów, mało kto był za granicą, to niby jak mieliśmy mieć rozwiniętą kulturę ruchu drogowego? Ówczesna "drogówka" polująca na kierowców i wystawiająca dokładnie takie same mandaty czy przekroczyłeś prędkość o 1km, 10 km czy o 100 i czy byłeś trzeźwy czy nie byłeś (z opowieści starszych kierowców i kolegów, jak nie byłeś to wystarczyło podać dowód rejestracyjny z większą wkładką) pogarszała sytuację. Piesi mieszkający we wsiach przez które przebiegały uczęszczane krajówki często nie mieli nawet wydzielonego linią pasa chodnika. I tak dalej, i tak dalej.
Uwzględniając to wszystko - obecnie jest całkiem nieźle. I jeździmy w miarę dobrze, i - co chyba nawet ważniejsze - mamy swoją kulturę ruchu drogowego. Przyjazną, stonowaną (mało kto trąbi bez potrzeby, wsioków i dresiarzy katujących innych wyciem z głośników już prawie nie ma), odpowiedzialną (karetki i straż pożarna natychmiast dostają korytarze) i własną, wyraźnie odmienną od innych.
4. Tutaj chciałbym wskazać na z jednej strony trywialne a z drugiej naprawdę ale to naprawdę ważne spostrzeżenie, że ta sama konkluzja może mieć różne przesłanki. Innymi słowy - że różni ludzi mogą uważać i uważają dokładnie tak samo (w tym przypadku, że Polacy to fatalni/najgorsi kierowcy na Ziemi), z zupełnie różnych przyczyn.
To jest dla mnie tak istotne, że podkreślę jeszcze raz - Gdyby spytać po 100 zwolenników PiS, KO, KKP i NeoKonfy o ich opinię na ten temat, jest statystycznie pewne, że w każdym obozie przynajmniej kilka osób stwierdziłoby, że Polacy są najgorszymi kierowcami w Europie.
Proszę to zrozumieć - ludzie, których pozornie dzieli wszystko, będą mieli dokładnie taki sam pogląd w tej konkretnej kwestii. Natomiast argumenty którymi podpierają swoje przekonanie, mogą być całkowicie odmienne (acz mogą być identyczne).
5. Właściwie tutaj zakończę ten wpis.
Mam do opowiedzenia dużo ale to dużo więcej. Chciałbym przekazać, że rzeczywistość to naprawdę wiele płaszczyzn i poziomów, które się czasem na siebie nakładają a przynajmniej ze sobą interferują, oddziałują jedne na drugie. I że zagadnienie kultury ruchu drogowego wcale nie jest błahe. Jest fundamentalne. I że za rogiem czai się nieprzyjemna zmiana i za chwilę możemy obudzić się w naprawdę dużo gorszej rzeczywistości niż ta w której żyjemy. Daruję sobie.
Uprzejmie zatem tylko poinformuję, że kierowcy mijani na drodze nie mają podświetlania czy głosowali na KałO, PiS czy 3D czy NN bądź inne Lewice. Moja opinia, że Polacy jeżdżą nieźle, mam nadzieję, że na tyle na ile się po ludzku da, merytoryczna i obiektywna (w pełni obiektywnym być się nie da), obejmuje zatem również ich. Tak, sam jestem tym rozczarowany bo ich nie lubię... Niestety, jeśli Polacy jeżdżą jak Polacy... to głosują też jak Polacy... Cenię i lubię Logikę ale ten, powiedzmy sobie szczerze, to wyjątkowo zimna samica psa jest...
PS. "O tempora! O mores! Za moich czasów ludzie byli odpowiedzialniejsi". Trafia mnie jak to słyszę. Taaak, my to byliśmy taaacy porządni... I nawet nie chodzi o to, że zwykle po 40tce ludzie stają się spokojniejsi. To jest normalny proces biologiczny, mężczyznom testosteron zaczyna spadać. Co do kobiet to ten... nie będę się wypowiadał. Zapominanie jakim się było kiedyś i przerzucanie/projekcja własnych wygłupów na dzieci swoje czy sąsiadów jest śmieszne i tyle. A młodzi polscy kierowcy są dużo spokojniejsi i bardziej opanowani niż my byliśmy 20 lat temu, IMO.
PPS. "Jazda na zderzaku", wciąż istniejący (choć zanikający) polski fenomen da się prosto wyjaśnić. Kolejne pokolenia kierowców przejmowały ten nawyk poprzez osmozę. Widzieli że inni, starsi, bardziej doświadczeni, często podziwiani przez nich kierowcy tak robią, to sami też tak robili, nie zastanawiając się po co. A źródło jest bardzo proste. Tak się podjeżdżało, żeby wyprzedzić. Dlaczego? Bo nasi ojcowie i wujkowie jeździli starymi szrotami, które bez podjechania na żyletkę, redukcji do dwójki i wciśnięcia gazu w podłogę nie wyprzedziłyby pod górę nawet Ursusa... Sam nie znoszę jak ktoś tak za mną jedzie, żeby nie było. I właśnie sobie uświadomiłem, że spieszmy się kochać łysych i dziadków siedzących nam na zderzakach póki jeszcze to robią... Ten fenomen naszej kultury drogowej naprawdę zanika! Trzeba to chronić! ;]
Inne tematy w dziale Polityka