Niewiele osób zapewne wie, że na YT oprócz zabawnych filmików oraz
"ale urwał" można obejrzeć ciekawe i sensowne wykłady. Tak więc na początek
zapraszam do obejrzenia jednego z tych ciekawych (poniżej
krótka wersja z animacją dla leniwych)
http://www.youtube.com/watch?v=zDZFcDGpL4U
i dłuższa wersja (czyli coś na dzień wolny od pracy,
lub nudę w pracy) .....
http://www.youtube.com/watch?v=yJAL21IE9fY
Ukończyłem kierunek humanistyczny (historię), tak jak wielu moich znajomych
i przy zderzeniu z rynkiem pracy od razu okazało się, że:
-absolwent nauk humanistycznych jest w gorszej sytuacji, niż
pies bez nogi. Nad psem ktoś się jeszcze zlituje, humaniści w większości stanowisk
na jakie by się nadawali są co najmniej niemile widziani. Stanowiska w administracji
państwowej obsadzone są po brzegi, do pracy w firmach prywatnych preferuje się
osoby po kierunkach ścisłych lub ekonomicznych.
-Nie ma co szukać pomocy w formie np. kursów uzupełniających wiedzę.
Są zwykle skierowane do osób 45+ lub bezrobotnych posiadających maksymalnie
średnie wykształcenie. Absolwenci do żadnej z tych kategorii nie należą (zwykle).
Cofając się dwa lata wstecz pamiętam, gdy zapewniano mnie, że skończenie pewnej
mało dla mnie przyjemnej specjalizacji spowoduje rychłe znalezienie pracy po studiach.
Tak się oczywiście nie stało, więc ja pracuję pół oficjalnie w firmie związanej z branżą farmaceutyczną
i to nie dzięki studiom, a dzięki temu, że na własną rękę dokształcałem się na podstawie kursów
internetowych z innych dziedzin (m.in. grafiki), a mój znajomy pracuje jako pomocnik brukarza,
natomiast jeszcze inny z kolei podpisał roczny kontrakt zapewniający mu lukratywną, jak na
absolwenta historii, pracę na budowie. Jak napisano w pewnym artykule promującym
historię, jako naukę .... "historycy odnajdują się w wielu zawodach" - owszem, od bezrobotnego
po pracownika biura firmy farmaceutycznej, przez całe szeregi pracowników fizycznych.
Polski rynek pracy, oglądany z perspektyw ogłoszeń w sprawie pracy, zarysowuje
dosyć dziwny obraz. Pracodawcy potrzebują: przedstawicieli, przedstawicieli, przedstawicieli,
trochę wysoko wykwalifikowanych informatyków mogących pracować na 3 stanowiskach za
jedną pensję, przedstawicieli, dalej przedstawicieli, dwóch pracowników biurowych miesięcznie,
trochę prostytutek (tzn. asystentek zostających po godzinach, itd. Ogłoszenia tego typu
niemal co 2 dni pojawiają się na gumtree), garstkę murarzy, kucharzy, mistrzów (produkcji
i takich tam), pracowników fizycznych i hosstes oraz ulotkarzy (tych ostatnich również
trzeba wielu podobno). Do ilu z tych zawodów przygotowują jakiekolwiek studia ? Do dwóch
-istnieją bowiem studia związane z informatyką, oraz studia kształcące osoby mogące
się odnaleźć w pracy biurowej. Zasadniczo resztę prac mogą wykonywać osoby
niepiśmienne lub po liceum. Mniej połowę liczby ogłoszeń dotyczących działu IT
stanowią też ogłoszenia dotyczące chęci zatrudnienia kogoś do działu finansowego/rachunkowości
itd., ale ponieważ zwykle te same firmy wystawiają swoje ogłoszenia co miesiąc i często
proponują darmowe praktyki uznałem, że wspomnę o nich osobno. ;-)
Studia są zachowane w starej formie, przynajmniej moim zdaniem, oraz nieprzystosowane
do nowoczesnego rynku pracy opierającego się na multidyscyplinarności. Przykładowo
dziś w pracy biurowej, choć na co dzień zajmuję się grafiką, stroną www oraz parzeniem
herbaty, okazyjnie także muszę rozliczać faktury, tworzyć teksty (chyba to jedyne do czego
w miarę przygotowały mnie moje studia), itd. Żadne studia nie oferują tak szerokiego
spektrum, szczególnie jeśli chodzi o praktyczny aspekt. Praktyka z kolei jest czymś wymaganym
podczas ubiegania się o pracę, dlatego najlepiej by było, żeby po ukończeniu studiów i 1 do 3
miesięcznej praktyki taki absolwent popracował jeszcze 2 lata w ramach bezpłatnych praktyk
i zdobył doświadczenie. Pracodawcy nie ufają wykształceniu zdobytemu na studiach.
Z drugiej strony, choć odbywałem 2 letni wolontariat w instytucji międzynarodowej,
który pozwolił mi się sprawdzić na stanowiskach, na jakie nie zatrudniła by mnie
żadna inna firma zwykle nie jest brany pod uwagę.
Ile zarabiam jako do niedawna student jednej z lepszych uczelni państwowej będący w 5% najlepszych
tegorocznych absolwentów ? Tysiąc złotych, mój pracodawca wciąż bije się z myślami, czy podpisać
ze mną umowę-zlecenie, więc wciąż pracuję niejako na czarno. Myślę, że ten wynik w pewnym
stopniu pokazuje, jak przystosowana do rynku jest edukacja. Można mi zarzucić, że jestem humanistą,
więc w ogóle jestem zbędny, ale kilku moich znajomych po politechnice w ogóle nie ma pracy,
a jedna koleżanka po biotechnologii pracuje w barze jako kelnerka...
Inne tematy w dziale Technologie