Pisałem o tym na tych łamach wielokrotnie:
Najpierw interesuje mnie Tusk. I to nie ten pajac z piłkarskiego boiska. Nie ten partyjny bokser, który nokautuje Płażyńskiego, Olechowskiego, Rokitę i Schetynę. Interesuje mnie Tusk, jako pierwszy w RP nierób, który od dwudziestu lat żyje za moje pieniądze.
Interesuje mnie też premier Kaczyński. I to nie ten, który urządza w swojej siedzibie przy Nowogrodzkiej wewnętrzne partyjki partyjnych szachów eliminując od stolika Jurka, Kamieńskiego, Dorna, Jakubiak i Zbiorę. Interesuje mnie Kaczyński nie jako pierwszy przegrany kolejnej kampanii, ale jako przywódcza opozycji, który ma prawdziwy program naprawczy dla mojego kraju, i ten, który również od dwudziestu lat także żyje za moje pieniądze.
Partyjna błazenada Tuska i Kaczyńskiego jest już nie do zniesienia. Wydawało się, że kabaret władzy w Polsce osiągnął swoje apogeum przed piętnastu – dwudziestu laty za rządów p r e z y d ę t a Wałęsy, a później w okresie powtórki z komunistycznej rozrywki.
W tym dzisiejszym kabarecie Polski premier nie pojawia się na scenie praktycznie od wygranych w październiku wyborów.
Nie widać też przywódcy opozycji, który gra żenującą rolę alter ego nie istniejącego premiera.
A Prezydent Najjaśniejszej wraz z Pierwszą Damą pijają poranną kawę na tarasie Pałacu Belwederskiego.
A jutro od nowa ruszy polski kabaret. Będzie on usiłował odtworzyć bardzo stary skecz o przewodniej sile narodu, o wzrastającym nieustannie znaczeniu Polski w świecie, o perspektywach młodego człowieka w Polsce i stałej trosce rządu o rencistów i emerytów.
Prasa, ta czwarta władza znowu pochwali, przyklaśnie i będzie się nadal łasić do kabaretowych artystów, aż do momentu, gdy wyprzedzimy Rumunię i staniemy się drugą Grecją.


Komentarze
Pokaż komentarze