0 obserwujących
113 notek
26k odsłon
148 odsłon

Sudan: tysiąc aresztowań i hakerzy na Twitterze

Wykop Skomentuj

"Wprowadzenie zmiany kosztuje tylko 20 batów. Zostałem zatrzymany w piątek i właśnie wyszedłem na wolność" - napisał dziś po 14.00 na Twitterze użytkownik HashDuke, jeden z uczestników sudańskich protestów, które trwają już od ponad dwóch tygodni w stołecznym Chartumie oraz innych miastach.Zatrzymań było znacznie więcej - jak podają media za przedstawicielem lokalnej organizacji praw człowieka, do piątku potraktowano tak ok. 1000 demonstrantów.

“It only takes 20 lashes to make change. Was detained on #ElbowLickingFriday and I just got free #SudanRevolts” - tak dokładnie brzmi komunikat, który wcześniej przytoczyłem. Myślę, że na przykładzie nawet tak krótkiego tekstu można powiedzieć dość ciekawe rzeczy na temat sytuacji w afrykańskim kraju, który do secesji Południa w lipcu zeszłego roku był największym państwem Czarnego Lądu.

1. "20 lashes" - 20 batów; chłosta to kara nadal stosowana - jak wiadomo - w państwach arabskich czy też muzułmańskich; Sudan nie jest tutaj niestety wyjątkiem.. 

W tym materiale - http://www.youtube.com/watch?v=PBJRsh4bn3k - można zobaczyć wykonanie jednej z takich kar. Sudańscy policjanci publicznie wymierzają razy kobiecie za to, że nosiła spodnie pod swoją tradycyjną, islamską garderobą. Ja nie mogłem tego oglądać do końca, ale - dla pewnego uwrażliwienia na los ludzi tego kraju - można zerknąć..

2. "to make change" - chodzi tutaj o nie byle jaką zmianę, bo o zmianę rządów w jednym z większych afrykańskich krajów; zmianę ekipy rządzącej już od 23 lat, która doszła do władzy w ramach przewrotu, przeprowadzonego 30 czerwca 1989 r.; nam te okres także kojarzy się ze zmianami, prawda? - tyle, że w Polsce zaczynała się wtedy wolność po dekadach komunizmu, a w Sudanie - doszła do włądzy wyjątkowo krwawa ekipa.. Choć bezpośrednią iskrą do wybuchu protestów były poważne środki oszczędnościowe wprowadzone przez rząd, to nikt nie ukrywa, że ich głównym celem jest właśnie obalenie totalitarnego rządu, który nie powstrzymuje się od przelewania krwi własnych obywateli, włącznie z ich bombardowaniem przez wojskowe lotnictwo..

3. "detained on #ElbowLickingFriday" - informację o skali zatrzymań w ostatnich dniach przytoczyłem już w lidzie notki. Jeśli chodzi o "lizanie łokci", to jest to wątek chętnie ostatnio przytaczany przez obywateli organizujących się przeciw reżimowi. Nawiązuje on do określenia często stosowanego, przez Nafie Ali Nafiego - jednego z najważniejszych reżimowych polityków, wiceprzewodniczącego rządzej Narodowej Partii Kongresu oraz doradcy prezydenta Omara Al-Baszira. W ustach polityków reżimu obalenie tej ekipy ma być równie możliwe jak polizanie własnego łokcia (próbował ktoś?). Z kolei przeciwnicy reżimu chcą pokazać, że owo "polizanie łokcia", czyli zmiana rządów, jest jednak możliwe.

4. #SudanRevolts - tzw. hash-tag, który gromadzi wpisy na Twitterze związane z sudańskimi protestami.. Nie ma sensu go śledzić, bo ta rzeka wpisów, z tego większość po arabsku, jest nie do ogarnięcia..

W tej notce blogowej punktem wyjścia była aktywność twitterowa. Ten punkt sudańskich wydarzeń przypomina falę Arabskiej Wiosny, jaka przetoczyła się na przełomie 2010 i 2011 przez arabskie państwa, Tunezję i Egipt (Libię i Syrię traktuję tu jako osobny wątek). Rozbudowane służby bezpieczeństwa, które ścigają demonstrantów na ulicach i w domach, używając gazów łzawiących, pałek i gumowych kul, rozciągają swoje macki już także na media społecznościowe.

Przejmowane są niektóre konta osób aresztowanych, które pod przymusem ujawniają dane dostępowe. Ale to nie wszystko. Służby korzystają także z usług hakerów. Ostatniej nocy dostałem na Twitterze prywatną wiadomość rzekomo od jednej z sudańskich aktywistek, zawierającą link do strony, której celem było wyłudzenie mojego loginu i hasła. Po wejściu na Twittera dowiedziałem się, że konta tej dziewczyny i wielu innych osób zostały zhakowane. Jak widać, sudańskie służby nie przebierają w środkach - próbują storpedować wszystkich, którzy mają cokolwiek wspólnego z sudańskimi protestami. Po całej sytuacji uśmiechnąłem się do siebie, że - chcąc nie chcąc - zostałem chyba zaliczony do sudańskich rewolucjonistów, z którymi na pewno sympatyzuję.

A tak w ogóle - określenie "cyfrowa rewolucja" nabiera w takich momentach całkiem nowego znaczenia..

Trudno powiedzieć, jak liczne są protesty w "realu", bo w mediach praktycznie nie ma na ten temat jakichś szerszych informacji. Na krajowe media nie ma co liczyć, bo cenzura prewencyjna działa prężnie, a działalność mediów zagranicznych też jest torpedowana - w ostatnich dniach na krótko zatrzymywano nawet dziennikarzy międzynarodowych agencji informacyjnych. W tej sytuacji niezależne strony internetowe, Facebook oraz Twitter właśnie stają się ważnym źródłem informacji...

A w polskich mediach - oczywiście cisza..

-

Modlitwa za Sudan

Wykop Skomentuj
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale