24 obserwujących
491 notek
343k odsłony
  4887   0

Kim jest Stefan Niesiołowski

 Sytuacja międzynarodowa niewesoła, Ruscy znowu odbudowują imperium i nawet dla najgłupszego leminga staje się jasne, że po wchłonięciu Ukrainy wezmą się za nas. Na szczęście mamy Sejm a w nim Komisję Obrony której przewodniczącym jest kto? Zgadliście-Stefan Niesiołowski, profesor od much i pogromca własnej narzeczonej oraz Ewy Stankiewicz, jednym słowem człowiek renesansu. Niestety nieżyczliwi mu pismacy ciągle się go czepiają, nawet zwykłych przejęzyczeń. Na przykład niedawno w TVN24 mówiąc o 119 czołgach typu Leopard kupionych przez MON stwierdził, że „– Leonardy to są czołgi ćwiczeniowe, to nie są czołgi, to są miejsca pracy w Polsce”. Nie będę się rozwodził po jaką cholerę w ogóle kupiliśmy te maszyny mając Bumar-Łabędy bo to temat na osobny artykuł, faktem jest, że pomyłkę Niesiołowskiego wyłapali wszyscy.

 A przecież to człowiek pewny swoich racji i bezkompromisowy, przy okazji rocznicy katyńskiej można by wspomnieć o tym jak kategorycznie stwierdził , że mord na 22 tysiącach polskich oficerów nie był ludobójstwem. Nasz Leopardo da Vento to człowiek twardy i bezkompromisowy o czym przekonała się Ewa Stankiewicz, która tak opisuje swoje bliskie spotkanie z nim: „ Filmowałam zajścia przed Sejmem. Z powodu przegłosowania ustawy związkowcy solidarnościowi postanowili nie wypuścić posłów z Sejmu. Filmowałam to i zauważyłam, że posłowi Niesiołowskiemu nie pozwolono wyjść. Próbował z różnych stron, nie udało mu się, próbował wymknąć się bocznymi wyjściami, ale bezskutecznie. Poszłam więc w ślad za nim i zapytałam czy wie dlaczego nie może wyjść z Sejmu. Jak widać na filmie, zapytał mnie kim jestem, padły jakieś straszne określenia, po czym rzucił się na mnie. Najpierw rzucił się agresywnie na kamerę, później rzucił się też na mnie. Przy wszystkich.”

Żeby dobrze zrozumieć poczynania Szalonego Stefana warto przyjrzeć się jego przeszłości.


Bohater

Kim jest Stefan Niesiołowski? To bardzo ciekawa historia z gatunku tych, które państwo tak lubią a więc o miłości, zdradzie, heroizmie, nikczemności i rzecz jasna o polityce. Proponuję cofnąć się do połowy lat 60-tych gdy w Polsce jak i w sporej części naszego globu panował ustrój sprawiedliwości społecznej. W tym czasie grupa młodych ludzi zainspirowana przez starszego kolegę, który powinien z autopsji doskonale wiedzieć czym się to wszystko skończy postanowiła obalić komunę. Ich przywódca postanowił rozpocząć działalność od zdobycia funduszy poprzez napad na kasjerkę. Rozumował, że skoro Piłsudski rabował pociągi i nikt mu tego po uzyskaniu niepodległości nie miał za złe to jemu tez wolno. Co prawda kasjerka to nie pociąg ale od czegoś trzeba zacząć. Nie pomyślcie sobie czasem o Raskolnikowie, który zabił siekiera lichwiarkę w imię wyższych celów. Ta akcja miała się odbyć według pomysłodawcy bez użycia przemocy, niestety nie sprecyzował on jak to konkretnie miałoby wyglądać a szkoda bo bardzo jestem tego ciekaw. Do akcji oczywiście nie doszło. Wtedy nasz bohater wpadł na pomysł walki z przodującym ustrojem poprzez kradzieże maszyn do pisania. (młodszym czytelnikom chciałbym wyjaśnić, że w czasach gdy jeszcze nie było pecetów posługiwano się klawiaturą sprzężoną bezpośrednio z drukarką). Sam ukradł dwa takie urządzenia. W II Rzeczpospolitej uroczyście obchodzono rocznicę napadu dokonanego przez Piłsudskiego i jego ludzi na pociąg w Bezdanach wiozący wypłatę dla robotników. Uważam, ze powinniśmy wskrzesić ten zwyczaj, w instytucjach z których zginęły maszyny: w Katedrze Fizjologii Roślin Uniwersytetu Łódzkiego oraz w Bibliotece Uniwersyteckiej w Łodzi powinny zostać odsłonięte pamiątkowe tablice sławiące ten wiekopomny czyn. Na uroczyste obchody obowiązkowo powinno się prowadzić dziatwę szkolną.

Nie był to jedyny bohaterski czyn jakiego dokonał nasz nieustraszony bojownik, w dzień po wkroczeniu bratniej pomocy do Czechosłowacji własnoręcznie, przy pomocy młotka zniszczył on umieszczoną na Rysach tabliczkę ku czci wodza światowego proletariatu Włodzimierza Iljicza Ulajnowawa znanego także jako Lenin. Nikt co prawda tego nie zauważył, liczą się jednak intencje. Niestety pomysł wysadzenia w powietrze pomnika wodza światowego proletariatu nie doszedł do skutku. Esbecja, która infiltrowała cała grupę straciła cierpliwość. Atak na wiecznie żywego Lenina mógł się nie spodobać towarzyszom radzieckim za z nimi nie było żartów. 

Kapuś

Stefana Niesiołowskiego od początku śledztwa zaczyna sypać. Teraz oczywiście krzyczy, że to nieprawda. A oto protokoły z przesłuchań działaczy z konspiracyjnego "Ruchu", znajdujące się w Instytucie Pamięci Narodowej (nr sprawy II 3 Ds. 25/70, tom VI). Przesłuchującym był por. Dariusz Borowczyk z KW MO w Łodzi: 

1. Na s. 11-12 wspomnianego zbioru protokołów dowiadujemy się, pod datą 20 czerwca 1970 r. o godz. 15.10, iż "Stefan Myszkiewicz - Niesiołowski przyznaje się do tego, że istniał 'Ruch', że był organizacją konspiracyjną. Twierdzi, że nie było przywódców". 

2. W tym samym VI tomie zbioru protokołów przesłuchań, na s. 11-20, pod datą 21 czerwca 1970 r. czytamy zeznanie Niesiołowskiego, otwarcie informujące: "Przyznaję się do winy w przedmiocie przedstawionego mi zarzutu i wyjaśniam, co następuje..." - i tu padają nazwiska najbliższych i przyjaciół, w tym brata S. Niesiołowskiego - Marka, Andrzeja i Benedykta Czumów, Andrzeja Woźnickiego. 

3. Pod datą 25 czerwca 1970 r. Niesiołowski odsłania przesłuchującemu go oficerowi rozszyfrowane przez niego pseudonimy działaczy "Ruchu": "Emila" (Emila Morgiewicza),

"Jurka" (Benedykta Czumę) i innych. Równocześnie Niesiołowski starał się wyraźnie maksymalnie pomniejszyć swoją rolę w "Ruchu", zaprzeczał swojej przynależności do "Ruchu" i współredagowania tajnego "Biuletynu" (por. A. Echolette: "Niesiołowski sypie 'Ruch'", "Nasza Polska" z 5 grudnia 2006 r.). 

4. 28 czerwca 1970 r. następuje totalne załamanie się S. Niesiołowskiego w czasie przesłuchania, prowadzonego przez kpt. mgr. Leonarda Rybackiego z Biura Śledczego MSW w Warszawie (por. tom VI wspominanego zbioru protokołów, s. 11-76). Niesiołowski przyznaje: "Wyjaśnienia, jakie wówczas [przed 28 czerwca 1970 r. - przyp. aut.] składałem, odnośnie mojej przynależności i działalności w nielegalnym związku, częściowo były nieprawdziwe... Pragnę dziś wyjaśnić mój udział w nielegalnej organizacji w sposób szczery i zgodny z prawdą...". 

5. 29 czerwca 1970 r., w czasie zeznania złożonego przesłuchującemu go kpt. mgr. Leonardowi Rybackiemu, Niesiołowski sypie własną narzeczoną Elżbietę Nagrodzką, podając m.in. jakże ciężki w ówczesnej sytuacji dowód przeciw niej - informację, że Nagrodzka miała - wg planu działań "Ruchu" - uczestniczyć w akcji podpalenia Muzeum Lenina w Poroninie. Odpowiedni fragment zeznania S. Niesiołowskiego brzmi: "(...) Pragnę jeszcze wyjaśnić, że pozyskałem, wiosną 1969 roku, jako członka naszej nielegalnej organizacji, również Elżbietę Nagrodzką, zam. w Łodzi przy ul. Bydgoskiej 30 m. 39. Nagrodzką zorientowałem, kto jest członkiem organizacji na terenie Łodzi oraz poznałem z Andrzejem Czumą z Warszawy. Wiadomym mi jest, że Nagrodzka miała wziąć udział w akcji podpalenia Muzeum Lenina w Poroninie".

6. Pod datą 8 lipca 1970 r. czytamy w zbiorze protokołów, że Niesiołowski wymienia z nazwiska Andrzeja Czumę, ujawniając, iż: "Andrzej Czuma był bardzo aktywnym członkiem naszego 'Ruchu' i inicjatorem różnych akcji (...)". 

7. Szczególnie wymowny jest tekst zeznań S. Niesiołowskiego, zaprotokołowany pod datą 11 lipca 1970 r. (s. 11-24 zbioru protokołów): "Pragnę uzupełnić oraz sprostować pewne wyjaśnienia, jakie złożyłem do protokołów w czasie poprzednich przesłuchań, na temat podjętej przez nasz 'Ruch' akcji spalenia Muzeum Lenina w Poroninie. Celowo zatajałem pewne fakty, ażeby uchronić niektóre osoby od odpowiedzialności karnej. Dziś całkowicie zrozumiałem swoje niewłaściwe stanowisko w tej kwestii i dlatego pragnę, tak jak i w innych sprawach, mówić tylko szczerą prawdę...". 

Sprzedana narzeczona

O poziomie moralnym dzisiejszego autorytetu świadczy fakt, ze pogrążył w śledztwie swoją narzeczona, ślepo w nim zakochaną Elżbietę Nagrodzką. W liście do „Oznonu” zdradzona kobieta tak opisuje cała sprawę: 

"Stefan Niesiołowski zbudował swoją pozycję polityka oraz image nieugiętego herosa na kłamstwie. Załamał się już pierwszego dnia śledztwa i sypał nas, swojego brata Marka, przyjaciół Andrzeja i Benedykta Czumów, i mnie, swoją narzeczoną od pierwszego przesłuchania! Podczas gdy ja, kobieta i szeregowy członek organizacji, przez wiele dni śledztwa twierdziłam, że 'nic nie wiem o Ruchu' (...) Stefan Niesiołowski nie wprowadzał mnie do żadnej organizacji, (...) znałam Czumów wyłącznie towarzysko (patrz protokół z przesłuchania 30.VI.1970 r.), on - mężczyzna i jeden z przywódców, sypał nas od pierwszego przesłuchania (20.VI.), nie szczędząc detali. (...) Kiedy po wielu dniach przesłuchań (30.VI.) kolejny raz zaprzeczyłam, że istnieje 'Ruch', śledczy pokazał mi protokół z 20.VI., podpisany ręką Niesiołowskiego, w którym podaje szczegóły mojej działalności. Dostałam wtedy parę innych protokołów z zeznań kolegów, z których wynikało, że Wojciech Mantaj zaczął zeznawać już 22.VI., Marek Niesiołowski - 25.VI., a Benedykt Czuma - 28.VI. Dla pikanterii dodam, że na podobną okoliczność 'Ruch' zalecał bezwarunkowe milczenie i ja miałam odwagę się do tego zalecenia zastosować. Załamanie Stefana i paru innych kolegów przeżyłam boleśnie. Wyobrażałam sobie idealistycznie, a może naiwnie, że jeśli wszyscy będą milczeli, SB będzie musiała nas wypuścić. Przecież jeszcze wtedy nie wiedziałam, że miała wtyczki i sporo informacji o grupie. W tym samym czasie otrzymywałam od Stefana listy z propozycją 'ślubu w więziennej kaplicy'. Co za hipokryzja. W furii napisałam list, w którym nazwałam Niesiołowskiego i tych, którzy sypali, tchórzami i zdrajcami".

Nagrodzka tak opisuje dalsze losy naszego bohatera: 

"W międzyczasie Niesiołowski robił karierę polityka i kreował swój wizerunek herosa, który nie ugiął się w śledztwie. Jego przyjaciele nie oponowali, mieszkałam już za granicą (...). Wiem tylko, że przed ostatnimi wyborami parlamentarnymi i prezydenckimi, kiedy PiS reprezentujący drogie mu niby wartości narodowo-chrześcijańskie odmówił mu miejsca na swojej liście wyborczej, zameldował się do jego konkurencji - Platformy Obywatelskiej! I następnie, wypłacając się PO, zaakceptował rolę pierwszego pałkarza Platformy, w jednym szeregu z 'Gazetą Wyborczą' i innymi liberalnymi mediami, TVN, Polsatem, Tok FM czy Radiem Zet. Zaiste, długa droga - od najemnika do wojownika! (...) Mam nadzieję, że po kolejnych przeprosinach i opłaceniu kolejnej nawiązki, drogi moje i tego byłego wojownika, a dziś najemnika, nigdy już się nie spotkają".

Łajdacy szczególnie nienawidzą tych, których skrzywdzili. W 1992 roku Niesiołowski zarzucił narzeczonej, którą zakapował w śledztwie nielojalność. Mieszkająca wówczas w Anglii kobieta zażądała przeprosin za pomówienie, które kłamca bojąc się procesu skwapliwie złożył. 

Dzisiaj Niesiołowski atakuje z furią wszystkich dookoła, dostaje piany na ustach gdy widzi ludzi uczciwych. To normalna reakcja kogoś kogo gryzie nieczyste sumienie. Dlatego nie powinno się przejmować inwektywami kogoś kogo była narzeczona określiła jako tchórza i zdrajcę.

 

Lubię to! Skomentuj17 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale