W 1996, System Rezerwy Federalnej pozwolił holdingom bankowym posiadać filie inwestycyjne, które mogły pokrywać do 25 procent całkowitego przychodu holdingu. W końcu, w 1999, po 12 próbach w ciągu 25 lat, Kongres, z poparciem prezydenta Clintona, uchylił Glass-Steagall Act. Według artykułu w Wall Street Journal z 25 października 1999 r. kilka dni przed uchyleniem aktu senator Phil Gramm, cytowany przez prasę jako pomysłodawca, w rozmowie telefonicznej powiedział do członka grupy nacisku [Citigroup co-chairman] Sandy Weill "natychmiast to dajcie". Inaczej spowoduję, że Biały Dom zacznie działać i Kongres nie uchyli aktu. Po ostrzeżeniu Gramma, prezydent poparł uchylenie aktu. Wkrótce potem Kongres uchylił akt, a Robert Rubin (dawny bankier inwestycyjny), który był Ministrem Skarbu u Clintona, przyjął pracę na najwyższym stanowisku w Citigroup. Od tego momentu możliwe były bańki hipoteczne i wyrafinowane derywaty.
Wraz z Glass-Steagall Act, przez kilka dekad, banki otwierały kredyty mieszkaniowe mając świadomość, że są one nieupłynnialne. Instrumenty hipoteczne długu były majątkiem nie mającym płynności finansowej. Udzielający pożyczki wiedział, że będzie musiał ujmować kredyt mieszkaniowy jako dług w księgach rachunkowych przez cały czas spłaty. Gdyby pożyczkobiorca nie uiścił należności, pożyczkodawca – bank, poniósłby koszty zajęcia obciążonej nieruchomości i możliwej straty. Stąd, otwierający kredyt pożyczkodawca bankowy dokładnie badał każdego pożyczkobiorcę: zabezpieczenia kredytu, historia kredytowa i charakter kredytu przed zawieraniem umowy kredytu mieszkaniowego. Ponadto, instytucja udzielająca kredytów hipotecznych zwykle wymagała znacznej zaliczki jako zabezpieczenie gdyby pożyczkobiorca wpadł na trudne gospodarcze czasy i mógł nie uiścić należności, pomimo nawet wysokiego wskaźnika dla trzech badanych kryteriów tzw. zdolności kredytowej.
W 2008 r. Alan Greenspan przyznał, że „Ten kryzys, jednakże, okazał się być znacznie szerszym niż wszystko, co mogłem wyobrazić sobie [...]. Ci z nas, którzy wierzyli w instynkt zachowawczy instytucji kredytowych, są pogrążeni w wstrząsającym niedowierzaniu […]. W ostatnich dekadach, zarządzanie ryzykiem i system ustalania cen rozwinęły się do ogromnych rozmiarów, wspierane przez najlepszych matematyków i specjalistów finansowych wspomaganych przez istotne postępy w komputerach i technologii komunikacyjnej. Nagroda Nobla [w ekonomii] została przyznana za odkrycie modelu ustalania ceny na wolnym rynku, co stanowiło podstawę postępu w finansowych derywatach funkcjonujących na rynku. Ten współczesny paradygmat zarządzania ryzykiem panował przez dekady. Cały intelektualny gmach, jednakże, zawalił się.” [za The Keynes solution / by Paul Davidson 2009]
A zawalił się dzięki zniesieniu Glass-Steagall Act dokonanego za garść dolarów rzuconych i tak już tłustym biurokratom.
Biedni profesorowie z noblami męczyli się jak tu rynek uzasadnić na wieki, a taki Gramm i Rubin wszystko popsuli. Ostatnie badania wskazują, że najwięksi, którzy z tego powodu nie mogli upaść w 2008, stali się o 30% więksi niż przed kryzysem. A reszt dalej pełznie poganiana przez biurokrację.
A u nas nie lepiej. Biurokracja Bieńkowska przebiera się w mundury i tylko pejcza brakuje. CBA zamiast za Amber Gold ugania się za Hoffmanem, a Pitera smętnie na makrelę spogląda, jak skumbria w tomacie. Chcieliście Polski, no to ją macie.
Czy świat byłby piękniejszy bez biurokracji, również i tej korporacyjnej? Są o tym przekonani członkowie Aliansu Kontrabiurokratycznego (AK). A więc wspierajmy ich!



Komentarze
Pokaż komentarze