Sceptyczny Wierzyciel Sceptyczny Wierzyciel
729
BLOG

Wolne grzejniki kontra eurokraci

Sceptyczny Wierzyciel Sceptyczny Wierzyciel Gospodarka Obserwuj notkę 19

Rok temu Unia Europejska wydała wojnę zacofanym rozrzutnikom energetycznym i obłożyła anatemą żarówkę próżniową. W trosce o przyszłość świata i ogólną pomyślność mieszkańców Unii Europejskiej. Żarówki próżniowe są nie dość wydajne dla europejskich decydentów i zostały zakazane. Co prawda, wolno je posiadać, ale nie wolno ich sprzedawać. Z punktu widzenia prawa w UE, ich status jest więc nieco zbliżony do statusu miękkich narkotyków. Biurokraci brukselscy wyliczyli pracowicie ile milionów ton dwutlenku węgla zaoszczędzą tą decyzją umęczonej atmosferze i ile miliardów euro zostanie w kieszeniach pół miliarda ich mniej świadomych podopiecznych.

     Oczywiście, zakaz żarówki nie oznacza zakazu oświetlenia elektrycznego. Oświetlać (z umiarem) można świetlówkami kompaktowymi. Są sporo droższe, na ogół dają brzydsze światło i zawierają rtęć, ale są ponoć oszczędniejsze i trwalsze, niż żarówki konwencjonalne... oraz trudniejsze do wyprodukowania, co daje przewagę tym producentom, którzy od dawna rozwijają tę technologię. Niestety dla tych producentów, mimo większej wydajności świetlówek, niż żarówek, względy estetyczne i praktyczne powodowały, że konsumenci w krajach Unii preferowali konwencjonalne żarówki. Decyzja wysokich gremiów unijnych miała te fatalne przyzwyczajenia niemądrych eurokonsumentów zmienić.

    Wydawało się przez rok, że wszystko idzie według planu. Żarówki znikały ze sklepów: najpierw te najbardziej rozpustne: mleczne i te pożerające najwięcej europrądu elektrycznego. Potem znikały te skromniejsze, z nagim żarnikiem, mniej śmiało świecące. Co prawda, wielu opornych robiło zapasy ulubionych źródeł światła przed ich ostateczną eliminacją z obrotu handlowego, ale te obsuranckie praktyki miały ograniczony zasięg i potencjał. Ciemnota ustępowała krok po kroku przed zwycięskim światłem świetlówki kompaktowej, białej diody i eurorozumu. Aż do niedawna.

   Jak donosi Reuters, siły wstecznictwa i obskurantyzmu, w osobach Zygfryda Rotthaeusera ze szwagrem, usiłują wywołać oświetleniową kontrrewolucję. Osobnicy owi nikczemnie wykorzystują fakt, że żarówka zdecydowanie silniej grzeje, niż świeci i sprzedając żarówki twierdzą, że sprzedają małe elektryczne grzejniki, które, zresztą, euroludność wykupuje na pniu. Ich perfidia jest tym większa, że tę wywrotową i nastawioną na zysk działalność przedstawiają, jako przyjazną dla środowiska: ich świecące grzejniki nie zawierają rtęci, a w ich cenie zawarta jest składka na ratowanie ginących lasów deszczowych.

   Z zainteresowaniem czekam na odpowiedź eurokratów. Czy wydadzą zakaz świecenia grzejników? A może nakaz, by grzejniki miały moc większą, niż 300 Wat? A może najdzie ich refleksja,  że wolność wyboru ludzi to nie tylko wielka wartość, ale i źródło siły gospodarczej? Oby...

    Robi się coraz chłodniej. Jakże przyjemnie pisać tę notkę w przyjaznym świetle sufitowego grzejniczka ze starych, domowych zapasów.

 

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (19)

Inne tematy w dziale Gospodarka