59 obserwujących
116 notek
252k odsłony
  8841   0

O raporcie MAK: piloci i autopilot

Wpływ pilotów i autopilota na ster wysokości
Wpływ pilotów i autopilota na ster wysokości

Jednym z najbardziej niezwykłych elementów scenariusza MAK katastrofy w Smoleńsku jest zachowanie pilotów tupolewa PLF 101. Według zapisów rejestratorów lotów i zeskanowanych zapisów rozmów, przedstawionych przez MAK, piloci tupolewa musieliby dopuścić się długiej serii kardynalnych błędów.

   Piloci musieliby:

  1. Akceptować dwukrotnie za dużą pionową prędkość zniżania samolotu poniżej wysokości 100 metrów nad pasem, drastycznie łamiąc normy lotnicze (7 - 8 m/s, zamiast 3 - 4 m/s). To bardzo znaczący błąd.
  2. Akceptować zniżanie na autopilocie znacznie poniżej wysokości decyzyjnej, łamiąc zasady lotnicze.
  3. Ignorować różnice wskazań różnych  wysokościomierzy barometrycznych (główny przyrząd miał zostać omyłkowo przestawiony o około 170 metrów na niemal minutę przed katastrofą), sygnalizowane włączeniem światła ostrzegawczego - i to bez komentarza ze strony załogi.
  4. Ignorować drastyczne różnice wskazań głównego wysokościomierza barometrycznego i odczytywanych z radiowysokościomierza wysokości nad terenem, przez prawie minutę.
  5. Ignorować informacje z  kluczowych  wysokościomierzy barometrycznych, przeciągając finalną decyzję o przerwaniu zniżania do wysokości 10 - 20 metrów nad poziomem pasa - przy założonej wysokości decyzji - 100 metrów.
  6. Być zupełnie nieświadomymi w kwestii "odchodzenia w automacie", ponoć niemożliwego, jeśli na lotnisku nie ma systemu ILS.
  7. Być całkowicie nieświadomymi ryzyka, związanego z (sprzecznego z zasadami pilotażu) utrzymywaniem silników na jałowym biegu poniżej 100 metrów nad ziemią.
  8. Odłożyć odejście na drugi krąg do wysokości znacznie poniżej ustalonej wcześniej wysokości decyzyjnej.

    Do tego, by się rozbić w sposób podany przez MAK, piloci tupolewa musieliby popełnić wszystkie możliwe błędy. To zdumiewające, bo kapitan Protasiuk latał przez 13 lat, latał jako pilot Tu-154 przez około trzy tysiące godzin, był pilotem klasy mistrzowskiej i miał elitarną licencję pilota doświaczalnego dla tego samolotu. Był energicznym, inteligentym człowiekiem: ukończył Wyższą Oficerską Szkołę Wojsk Lotniczych w 1997 roku, politologię na Uniwersytecie Warszawskim w 1999 roku oraz studia podyplomowe na Wydziale Cybernetyki Wojskowej Akademii Technicznej w zakresie integracji europejskiej i bezpieczeństwa narodowego w roku 2003. To dane z Wikipedii, które mówią jednoznacznie o wszechstronnych kwalifikacjach kapitana Protasiuka.  Właśnie ten pilot, klasy mistrzowskiej, latający od 13 lat, miał popełnić wielką ilość elementarnych, grubych błędów.

   Rosyjskie źródła i sprzężone z nimi źródła polskie propagują dwa komplementarne wyjaśnienia tej zadziwiającej serii błędów:

  1. Przyczynę pośrednią - rzekomą bezpośrednią presję psychiczną na pilotów ze strony generała Błasika i ogólny  lęk pilotów przed straszliwym Lechem Kaczyńskim, nie mówiąc już o jego bracie - Jarosławie.
  2. Przyczyny bezpośrednie - "zawieszenie się pilotów" lub tak zwany "szczur" pod chmury I Pilota, obawy II Pilota, poszukiwanie wzrokiem ziemi za oknem przez obydwu pilotów.

Brzmi prawdopodobnie? Tak, jak cztery podejścia do lądowania, o których słyszelismy 10 kwietnia? Problem w tym, że obydwa te punkty nie znajdują potwierdzeń nawet w - jak się okazało - niedokładnych  stenogramach MAK z rozmów pilotów. Nie ma dowodów na bezpośrednią presję na pilotów ze strony zwierzchników, nie ma żadnych deklaracji intencji "szczura", nie ma reakcji na problemy z wysokością barometryczną, za to jest - potwierdzona, ale podobno zrealizowana z tragicznym opóźnieniem, komenda "Odchodzimy".

   Osią scenariusza MAK jest uzasadnienie tej serii kardynalnych błędów presją na pilotów. Problem z tą spekulacją (bo dowodów na nią przecież nie ma, a steogramy z nagrań rozmów pilotów wręcz jej przeczą) jest taki, że spekulatywne naciski, nie tłumaczą takich elementarnych błędów pilotażu, jak dwukrotnie za szybka utrata wysokości poniżej wysokości decyzjnej, ani też lotu z włączonym autopilotem do wysokości 20 metrów nad terenem i 10 metrów nad poziomem pasa lotniska.

   Jak to się mogło stać, że wybitny pilot, latający przez 13 lat, mógł popełnić taką serię wielu elementarnych błędów? Tak, sytuacja była nadzwyczajna, ze względu na rangę pasażerów i uroczystości. Ale, z pewnością, polscy lotnicy, co roku muszą się zmagać z setkami trudnych, stresujących, sytuacji. Kapitan Protasiuk należał do elity polskich pilotów. A priori, przed katastrofą, szansa na to, że popełni taką serię grubych błędów pilotażu - była oceniana jako znikoma, w przeciwnym wypadku nie byłby pilotem lotów kategorii "HEAD".

   A priori, taki wypadek samolotu rządowego państwa UE i NATO, pilotowanego przez elitarnych pilotów - byłby uznany za niemal niemożliwy.

Lubię to! Skomentuj321 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale