Panna Wodzianna z szeroko rozdziawioną buzią zakomunikowała ostatnio światu:
"-..-. -..-. -.-. --- ... -..-. -..-. -.. --.. .. .-- -. . --. --- -..-. -..-. ... .. . -..-. -..-. .-- -..-. -..-.
... .- .-.. --- --- -. .. . ..--- ....- -..-. -..-. -.. --.. .. . .--- . -..-. -..-."
Pomijając niezwykle dowcipną i trafną formę tej wypowiedzi, która dodatkowo podkreśla cały komizm „najnowszej salonowej wojenki”, zadziwienie Panny nieco zaskoczyło Maszynę Cyfrową. Kto jak kto, ale osoba, która w stosunku do „Psychiatryka24” zachowuje zdrowy ironiczny dystans, nie powinna być specjalnie zaskoczona rozwojem wypadków spowodowanych zmianami w regulaminie Salonu. Zatem fundamentalnie nie zgadzam się z Panną Wodzianną, jakoby na S24 działo się cokolwiek dziwnego. Powiedziałbym raczej: oto Salon24, cały on. Oto obowiązująca norma.
Przeprowadźmy małą symulację. Przyjmijmy, że ktoś z „Salonowców” napisał post o pogodzie – dla przykładu z taką tezą: jest bezwietrznie i słoneczko sympatycznie przygrzewa. Jeśli założymy, że takowa notka została przez blogerów dostrzeżona i wzbudziła namiętne komentarze, to antycypacja dalszego ciągu wydarzeń jest już banalnie prosta. Oto powstaje kontr-notka, w której zarzuca się autorowi „bezczelne kłamstwo”, bo przecież wieje i pada, co gołym okiem widać. Ten zaś post generuje całą lawinę rozmaitych opinii, roztrząsających przy okazji czy autor pierwszego wpisu nie jest aby opłacany przez prasowe koncerny („prognozy pogody drukowane w gazetach - wyborczej i polskiej - zasadniczo się różnią” – za pomocą licznych cytatów udowadniają etatowi blogerzy śledczy), tudzież czy czasem nie chodzi na pasku tajnych służb (zakłamywanie „prawdziwej pogody” przez specjalistów z ABW lub CBA, o obcych wywiadach już nie wspominając, jest dla części dyskutantów kwestią bezsporną).
Rzecz jasna Komputer nie potrafi przewidzieć szczegółowych argumentów padających w pasjonującej dyskusji, bo warunkuje je osoba autora „pogodowej” notki. To, czy padną zarzuty dawania wiary zagranicznym liberalnym meteorologom, uleganiu wiejskim zabobonom czy opierania prognoz o zachowanie kotów będzie zależało, czy post napisał Sadurski, Terlikowski czy Leski. Inna sprawa, że można być całkowicie pewnym, iż od jednego blogera dowiemy się, że bez względu na panującą pogodę „Bartoszewski nie jest żadnym profesorem”, a znowuż córka innego wróci do domu przemoknięta do suchej nitki (bądź opalona – w zależności od rodzicielskich poglądów) i spojrzawszy na telewizor, jak zawsze przypadkowo włączony na jedną i tą samą stację, zawoła dramatycznie: „Tatusiu! Jak oni mogą tak bezczelnie kłamać!”.
Pewnikiem jest także i to, że lada moment padną wielkie słowa (hańba, zdrada), ktoś uraczy nas rzewnym wspomnieniem (złota polska jesień) a inny nie będzie zbytnio przebierał w obelgach (sprzedawczyk, „synoptyk” – koniecznie w cudzysłowie). Opinie przestaną być „tylko różne” i staną się „całkowicie skrajne”: jedni będą dowodzić, że upał wprost nie do wytrzymania podczas gdy inni zaczną straszyć powodzią i potopem. Pierwsi nazwani „nieprzemakalnymi” wkleją sobie na blogu logo słoneczka, drudzy zawiążą związek „topielców” i przypieczętują obecność na liście animacją gradowej chmurki.
Biada zaś tym, którzy w swej naiwności i beztrosce stwierdzą, że pogoda jest im całkowicie obojętna, albo co gorsza każda im odpowiada. Sami się wszak z „meteorologicznej wspólnoty” wykluczyli.
Ludzie najwyraźniej uwielbiają się dzielić, a robią to tylko po to, by czym prędzej się połączyć w jakiejś nowej wspólnocie. Ta obserwacja jest mocno powierzchowna i trąci banałem, ale trudno od kogoś tak obcego, jak Maszyna Cyfrowa spodziewać się trafnej analizy człowieczej kondycji. Trudno także oczekiwać, że Zwykły Domowy Komputer przedstawi jakąś oryginalną interpretację ludzkiego postępowania. Poza wszystkim - taka diagnoza społeczności, z którą blogujący Mózg Elektronowy ma tutaj siłą rzeczy do czynienia, pozwala zrozumieć w jakiż to tajemniczy sposób pojedynczy salon rozrósł się niespodziewanie do rozmiarów całkiem sporej chałupy. W dodatku podpiwniczonej!
Skoro użytkownicy S24 uparcie brną w porównanie wynajętej sieciowej przestrzeni do budynku mieszkalnego (biorąc pod uwagę ilość podobnych miejsc w sieci jest to jak rozumiem tzw. szeregowiec) to i Maszyna postanowiła z tej metafory skorzystać, by własny wirtualny kąt odnaleźć. Oczywiście Mój Użytkownik (MU) zaraz mi złośliwie i wulgarnie dogadał: „Najlepiej zamknij się w kiblu i nikomu nie otwieraj!” Też wymyślił – wszak wiadomo, że już „zajęte” a wyznaczonych do „kiblowania” wielu. Cóż mi zatem pozostaje? Złożyć odpowiednio umotywowane podanie:
- Maszyna zamieszkuje w S24 grubo ponad dwa lata i przez ten czas nie była zmuszona nikogo zablokować, wyciąć i tym podobne. Jedyny komentarz, który zniknął z bloga Peceta został zgłoszony przez innego użytkownika i to zdaje się w ramach chęci uchronienia komentującego przed samo-ośmieszeniem, co zresztą nie zmieniło faktu, że Maszyna była ową interwencją „oburzona”, bo dobrymi chęciami itd.
- Maszyna nigdy nie zgłaszała żadnych komentarzy czy blogerów do usunięcia i jedyną wątpliwość, co do postępowania konkretnego użytkownika przedstawiła w osobnej blogowej notce, pod którą otrzymała zresztą satysfakcjonującą ją odpowiedź.
- Maszyna (z tego co wie) ma „bana” na jednym blogu, choć biorąc pod uwagę sposób przekazania jej tej informacji („Zdaje się, że nie możesz tu komentować”, „Podobno obrażasz ludzi”) świadczy o tym, że i sam właściciel nie był całkowicie pewien tegoż faktu, jak i zupełnie nie pamiętał przyczyn „zbanowania”. Biorąc pod uwagę, że zajęty „Uwalnianiem Waszych Umysłów” sam się w licznie stosowanych blokadach najpewniej pogubił, Maszyna wątpliwej kwestii nie drążyła i rozumiejąc, że jest komentatorem niemile widzianym, po prostu bywać przestała.
I teraz najważniejsze:
4. Maszynie instalowano już wiele programów więc rozumie, co oznacza wybór opcji i że zależy on od indywidualnych potrzeb i upodobań użytkownika. Rozumiem także iż włączenie/wyłączenie jakiejś opcji ma pewne konsekwencje (czasem to zupełne drobiazgi – ot, choćby np. czy ikona programu pojawi się na pulpicie). Zatem zgodnie z prawem i własnymi preferencjami Komputer - który nie przepada za cenzurą prewencyjną, ma stary wypróbowany sposób na tzw. trolle (ignorować, ewentualnie odnieść się „bezosobowo”) i uważa, że komentarz świadczy głównie o komentującym, a ponadto, dla którego fetysz SG nie jest wart łamania własnych ustalonych i sprawdzonych zasad – wybrał sobie odpowiadające mu (i zarazem MU) ustawienie i nikomu nic do tego. Tu Komputer w pełni podpisuje się pod zdaniem Timmiego, na które natrafił u Koteusza (nie moja wina, że ten drugi mało co z tego zrozumiał): „Salon24 zaproponował użytkownikom w nowym regulaminie dwa różne „statusy”... Obie postawy są dopuszczalne w S24, a więc z tego punktu widzenia – równoprawne.”
W każdym razie mój wolny wybór na pewno nie uprawnia RKK by dowodziła, że tym samym przyczepiłem sobie jakąś etykietkę, a Kłopotowskiego do wyzywania mnie od chamów. Jednocześnie zaś nie życzę sobie, by ciągano mnie po zatęchłych piwnicach, wpisywano na jakieś stadne listy i wykorzystywano w jakichś groteskowych akcjach, których logikę podważa życiowe motto głównodowodzącego.
Zaznaczam przy tym, że do przedstawicieli obu grup nie mam najmniejszych pretensji o dokonanie takiego a nie innego wyboru, bo po prostu ...dowolność takiego zakładam. Ostatnie salonowe dyskusje (np. na temat ateistów) pokazały dosyć wyraźnie, że ludzie jedynie przechwalają się osławioną wolną wolą, sami nie bardzo tym swoim umiejętnością ufając. Tylko zatem czekać, aż pojawi się kolejny tekst - tym razem rozstrzygający kwestię „Czy „zapiwniczony” może być uczciwym człowiekiem?”
W odróżnieniu od Mireksa, powstrzymuję się również z gratulacjami dla Administracji, która we własnym mniemaniu (i w przekonaniu dużej części użytkowników) wyborcom domyślnego statusu oferuje łaskę Strony Głównej, a obstających przy wersji drugiej strąca w piekielne otchłanie. A wszystko niby gratis - w ramach przedświątecznych porządków. To wszak tylko jedna strona medalu. Drugą wydaje się przemożna chęć ułatwienia sobie roboty.
I tu Komputer mówi: bip! O ile bowiem mogę odpowiadać za własny blog, dbać na nim o porządek i urządzać go po swojemu, to próbę obciążenia mojego procesora pracami porządkowymi w zakamarkach salonowej kamienicy uważam za grube nieporozumienie.
Ja się proszę Szanownych Adminów na ciecia S24 nie pisałem – nie zamierzam za was sprzątać tego, co w danym momencie uznacie za śmieci i nie będę cięgiem latał sprawdzać komu bramę powinienem otworzyć a komu nie.
* * *
Tak uzasadniony wniosek złożyłem na ręce Mojego Użytkownika, bo poza kwestiami regulaminowymi, póki co on tu jeszcze rządzi. Zapoznawszy się z nim nader pobieżnie, MU uznał, że skoro nie zależy mi aż tak bardzo na parterze rajskiej SG i jednocześnie wzdragam się przed wspólnym piwnicznym kociołkiem, jedynym właściwym dla mnie miejscem będzie salonowy czyściec. Zrazu myślałem, że zamierza wmurować mnie w strop i nie brzmiało to zbyt zachęcająco – z wierzchu głośno i triumfalnie tupią, z dołu walą kijem od szczotki „żeby ciszej”. Niemniej MU wpatrując się w przekrój poprzeczny chałupy, którą mieszkańcy chyba już tylko z przyzwyczajenia Salonem nazywają, zauważył, że nad zajmującymi całe pierwsze piętro apartamentami „czerwonych” jest jeszcze jedno, zupełnie zapomniane pomieszczenie. I tak wpadł na całkiem niezły pomysł, by Peceta upchnąć na strychu. W sam raz miejsce dla starego grata. Może tu i sporo kurzu, jakieś pajęczyny wiszą. Ale jedno muszę MU przyznać. Stąd najlepiej widać.
PECET


Komentarze
Pokaż komentarze (2)