38 obserwujących
318 notek
623k odsłony
  2000   8

Eurokołchoz - co to naprawdę znaczy?

Dla ludzi, którzy swoją młodość przeżyli w warunkach sowieckiej podległości ufundowanej nam przez zwycięskie mocarstwa po II Wojnie Światowej analogie z dzisiejszą polityczną konstrukcją Unii Europejskiej i skutkami jej działań wobec nas, Polaków są dosyć powszechne choć gdyby szukać źródeł tego zjawiska to sprawa oczywista nie jest.

Zasadnicza różnica to ta, że jesteśmy w tej organizacji dobrowolnie, ba... marzyliśmy o tym , walczyliśmy o to, przynajmniej większość z nas.

 Ograniczona sprawczość Unii poprzez mechanizm veta, dzięki któremu nawet małe państwo może bronić się przed naruszeniem jej interesów, też świadczy o tym, że UE jest ufundowana na demokratycznych podstawach. Tak nie było  w przestrzeni sowieckiej a próby obrony własnej drogi rozwoju  kończyły się interwencją wojskową jak w 1956 w Budapeszcie czy w 1968 w Pradze. Interwencje te nomen omen - mimo wzmożenia moralnego i całych ton "dobrego słowa" - były akceptowane na Zachodzie bo dotyczyły sowieckiej strefy wpływów, którą przecież Zachód z Rosją sam uzgodnił.

Kiedy więc szukamy dalej to pojawiają się głosy, że działania Unii są innej natury. Poprzez podporządkowanie sobie TSUE - europejskiego sądu - biurokraci brukselscy zaczynają wpływać na obszary życia Europejczyków, które wcześniej były oddane władztwu krajowemu. Te przecież zmieniały się zgodnie z logiką wyborczą i przysłowiowy Kowalski niezadowolony z ograniczeń i powinności mógł mieć pretensje do siebie, że nie poszedł na wybory albo niewiele zrobił by pożądana przez niego opcja polityczna odniosła sukces. Miał także nadzieję na ewentualną zmianę w przyszłych wyborach. W sytuacji w której władztwo brukselskie nie pochodzi z wyborów takiej możliwości nie ma i ograniczenia stamtąd płynące postrzega jako obce i niezrozumiałe.

No dobrze, ale przecież wchodząc do Unii z reguły obywatele w referendum decydowali się na to, że część ich suwerenności przekażą Unii. Rzeczą dyskusyjną jest to czy mieli taką wyobraźnię by pewne rzeczy przewidzieć czy nie. Stąd często pojawiająca się w rozmowach na ten temat zdanie "chcieliśmy do Unii ale nie takiej Unii". 

Co to tak naprawdę oznacza?

Zanim wrócę do tego tematu posłużę się moim ulubionym porównaniem dwóch sposobów myślenia. Jeden wyrasta z Empiryzmu i jego ojcami byli angielscy filozofowie a drugi z Racjonalizmu, którego ojcem był Kartezjusz. Załóżmy, że projektujemy park dla ludzi w mieście, zgodnie z angielską szkołą empiryzmu siejemy trawę i obserwujemy którędy ludzie się poruszają i na zadeptanych miejscach budujemy ścieżki. W szkole francuskiej ścieżki dla ludzi powstają na deskach projektantów, bowiem architekt i urbanista wiedzą lepiej jak powinien wyglądać ład w projektowanym przez nich parku.

Dla naszej cywilizacji największym nieszczęściem było zainteresowanie francuskim racjonalizmem przez niemieckich filozofów. Zaczęło się od Hegla, dla którego (trochę jak u Platona) konstrukcja państwa, którą tworzył we własnej głowie była czymś prawdziwszym i lepszym od tego co istniało w rzeczywistości. Potem Marks i Engels zaprojektowali nowy, lepszy świat pozbawiony wyzysku i biedy.

Miliony ofiar obu totalitaryzmów w XX wieku były wynikiem tej racjonalnej pychy płynącej z przeświadczenia, że wiemy co jest lepsze dla innych.

W krajach z których ruszyła pożoga dla Europy i świata większość ludzi była zafascynowana budową nowej przyszłości. To nie strach powodował, że w to wierzyli. Choć strach był jak najbardziej zasadny w przypadku tych, którzy w to wątpili. Ludzie mają jednak w sobie głęboko zbudowaną potrzebę bycia w grupie, bo są zwierzętami społecznymi i politycznymi. Woleli wierzyć i pozbyć się wątpliwości, za które można było utracić poczucie bycia we wspólnocie. Groźba samotności, wykluczenia jest równie skutecznym narzędziem jak strach by wymuszać określone zachowania.

Taki zaprojektowany system polityczny rodzi także potrzebę by zwalczać te idee, które ciągle się pojawiają i rodzą zagrożenia dla dominującego nurtu. Czasami jakieś koterie wykorzystują to do przeprowadzenia "czystek" by zmienić beneficjentów systemu. Stąd powiedzenie, że "rewolucja pożera własne dzieci" bo w takim systemie oskarżenie kogokolwiek o cokolwiek jest łatwe,  tak naprawdę wszyscy jesteśmy grzeszni i znalezienie czegoś na kogoś jest tylko kwestą czasu.

A teraz wróćmy do Eurokołchozu.

Uważam, że to nie konstrukcja polityczna Unii Europejskiej jest powodem braku zaufania i narastającej niechęci wielu Polaków wobec unijnych organów - określanych na potrzeby opisu jako Eurokołchoz - tylko zmiany kulturowe, które zachodziły w zachodnich krajach i które obecnie poprzez nową reprezentację polityczną krajów zachodnich zaczęły zagrażać tym obywatelom, którzy tych zmian nie akceptują. To co pierwotnie było w zachodnich społeczeństwach moralną refleksją nad opresyjnością własnego państwa a w szczególności nad polityką kolonialną, nad ograniczaniem praw kobiet, nad niepotrzebnym karaniem osób o innej orientacji seksualnej, wreszcie nad zniszczeniem przyrody w niepohamowanym dążeniu do zysku stało się dziś agresywną ideologią, w której przeciwnikom odmawia się prawa głosu, a w wielu krajach montuje w system prawny pod hasłem unikania "mowy nienawiści" mechanizmy eliminowania obywateli głoszących inne idee.

Lubię to! Skomentuj59 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka