Albatros ... z lotu ptaka
Droga do Prawdy nie zawsze jest kręta.
66 obserwujących
1419 notek
1225k odsłon
482 odsłony

Jan Gralewski - "ograbiony z jego własnej śmierci"

Wykop Skomentuj6

Na nic się zdały protesty córki Jana Gralewskiego.

IPN postanowił umorzyć śledztwo nie podejmując działań procesowych.

https://www.salon24.pl/u/albatros/827139,daja-twarz-smierc-generala-i-osob-towarzyszacych

Po badaniach w roku 2011 ciał Generała Klimeckiego, Pułkownika Mareckiego i Porucznika Ponikowskiego sprawa Gibraltaru została formalnie przez Instytut Pamięci Narodowej w roku 2013 zamknięta. Na nic zdały się wnioski córki Jana Gralewskiego o wyjaśnienie śmierci Jej Ojca !

Jan Gralewski został "ograbiony" z historii własnego życia!

Według oficjalnej wersji wydarzeń Gralewski leciał z Sikorskim feralnego dnia i zginął w katastrofie. Nieoficjalnie mówiono jednak, że zginął… od kuli!

image

https://historia.uwazamrze.pl/artykul/1146345/gibraltarska-pajeczyna

Gibraltarska pajęczyna

Z Piotrem Mańkowskim, dziennikarzem, scenarzystą i autorem komiksu „Umarłem na Gibraltarze” ROZMAWIA RAFAŁ OTOKA-FRĄCKIEWICZ

Co się wydarzyło na Gibraltarze 4 lipca 1943 r.?

Coś niezwykłego. To pewne. Gdyby to była zwykła katastrofa, jakie się przydarzały liberatorom w wersji transportowej, bo takim samolotem poruszał się gen. Sikorski, to prawdopodobnie nie byłoby sytuacji, w której zginęli wszyscy pasażerowie, a po drugie byłaby to sytuacja zupełnie jawna. Widzielibyśmy zdjęcia może nie wszystkich ofiar, ale przynajmniej gen. Sikorskiego po śmierci, mielibyśmy pełen wgląd do sekcji zwłok.

Nie ma żadnych zdjęć z miejsca katastrofy?

Praktycznie nie ma.

Ale są świadkowie, którzy mówią, że zdjęcia były robione.

Są utajnione. Jest jedno zdjęcie oficjalne. Takie, które jest zamieszczane w książkach. Zdjęcie zrobione następnego dnia przez samolot patrolowy, który przelatywał nad wrakiem, bo liberator wylądował w wodzie ok. 300 m od brzegu. Pokazuje rozbity, bardzo niewyraźny samolot leżący pod powierzchnią wody i plamy oleju na powierzchni.

Zamach czy wypadek?

Trzeba sobie jasno powiedzieć: nikt na świecie nie wie, co dokładnie wydarzyło na Gibraltarze. Historycy badają tę sprawę intensywniej dopiero od lat 90. XX w. Pierwszą w ogóle wzmianką na ten temat była sztuka Rolfa Hochhutha z 1967 r., w której autor odpowiedzialnością za katastrofę obciążył Winstona Churchilla.

To był ten człowiek, któremu za tę sztukę wytoczono proces sądowy?

Tak. Miał proces wytoczony przez Eduarda Prchala, który jeszcze wtedy żył, o czym Hochhuth nie wiedział. Przypomnę, że Churchill zmarł w 1965 r. Prchal, czyli pilot liberatora, był oficjalnie jedyną osobą ocalałą z tego zdarzenia. Hochhuth pisze sztukę i zaraz po nim David Irving publikuje „Wypadek”–pierwszą dużą książkę na temat Gibraltaru. Premiera świetnie wpisywała się w takie klimaty jak Wietnam, spiski, Watergate. Po prostu próba odkrywania czarnych tajemnic przeszłości. Irving w tej książce nie poszedł zbyt daleko. Przypominam, że to było jakieś 25 lat po zdarzeniu. Przepytał świadków. Zrobił dość solidną wizję lokalną. Jeździł w parę miejsc, tyle tylko że prawnicy mu doradzili, co ma wyciąć z książki. Dlatego między innymi książka nie nazywa się „Zamach”, tylko „Accident” – zdarzenie, wypadek.

Czyli zagraniczni historycy też mają wątpliwości?

Tak. Irving był pierwszy. Jednak jedne z najważniejszych badań przeprowadzili w latach 90. Dariusz Baliszewski i już później, po 2000 roku, Tadeusz Kisielewski. W tym momencie cała historia robi się niemal fantastyczna.Weźmy na przykład postać Jana Gralewskiego. To był kurier, który się urodził i wychował w Warszawie. Człowiek skończył filozofię na Uniwersytecie Warszawskim, był podopiecznym słynnego filozofa Władysława Tatarkiewicza. Wybuchła wojna i został kurierem Armii Krajowej. Bardzo dobrze znał język francuski i przewożąc pocztę, zajmował się tzw. trasowaniem dróg, czyli wysyłano go na przykład do Paryża, żeby zobaczyć, czy da radę się przedostać. Jednocześnie pisał listy do żony. Rozłąka z nią i jego podróże powodowały, że napisał mnóstwo listów, które stały się dla mnie inspiracją do napisania komiksu. Rzecz ukazała się w 1982 r. w Polsce pod tytułem „Wojenne odcinki”. To były pisane na bibułkach liściki do żony i od żony do niego. Oni co chwila mieli kontakt z jakimiś kurierami i przekazywali sobie wiadomości, a ponieważ znali się w tej siatce, to żona dawała odcinek i mówiła: przekażcie Jankowi, gdy go zobaczycie.

Skąd on się wziął w tej historii?

No właśnie. To jest największa zagadka tego wszystkiego. Taki człowiek, będący z boku, znalazł się w sercu zagadki gibraltarskiej. Jest luty 1943 r. Jeszcze nic nie wiadomo o Katyniu. Jeszcze jest pięć miesięcy do Gibraltaru. Gralewski wyrusza z niepozorną misją, by przetrasować drogę do granicy Francji z Hiszpanią. Potem ma zawrócić do Polski.

Trafia do Paryża. Mieszkał w domu małżeństwa Żarnowskich, ale czym on się w tym Paryżu zajmował, tego już nie wiadomo. Siedział tam przez trzy miesiące. Później dzieje się rzecz niesamowita, a mianowicie Gralewski trafia do hiszpańskiego obozu karnego w Miranda de Ebro. To już jest maj 1943 r.

Wykop Skomentuj6
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale