Michał Kamiński nie został wiceprzewodniczącym Parlamentu Europejskiego.
W sumie szkoda – czyniąc z posła PiS jednego z zastępców Jerzego Buzka, Europarlamentarzyści pokazaliby, że o wyborze decyduje coś więcej niż tylko ładna powierzchowność. Że szanse na stołek ma zarówno dobrze wyglądający, elokwentny i lubiany Buzek, jak i spocony, czerwony i niczego nie będący pewien Kamiński z nadwagą, czyli taki, jakim go pamiętamy z okresu pracy w Kancelarii Prezydenta.
W pewnym sensie Kamiński padł ofiarą podobnej do jego własnej, ułomności. Przyznając, że na przeszkodzie wyboru Kamińskiego stanęły jego liczne, homofobiczne wypowiedzi, europejscy Zieloni, odpowiedzialni za jego porażkę, wykazali totalny brak tolerancji dla faceta, który po prostu nie lubi gejów i daje temu publicznie wyraz. Jak widać, kto Kamińskim wojuje, od Kamińskiego ginie.
Polityczni ziomkowie z Prawa i Sprawiedliwości ugrali jednak dla Europosła nagrodę pocieszenia. Stosując wypróbowaną w okresie rządów Kaczyńskiego strategię „jak nam nie dacie, to narobimy szkód” zagrozili rozpadem frakcji na tyle skutecznie, że Kamiński stołek dostał – przewodniczącego Europejskich Konserwatystów i Reformatorów. Sprzeczność wcale nie jest pozorna – PiS, w odróżnieniu od PO, wciąż ma w Europie potencjał głównie destrukcyjny i jest w tej kwestii, wbrew nazwie frakcji, od lat partią zupełnie niereformowalną.


Komentarze
Pokaż komentarze (8)