Aleksander.Twardowski Aleksander.Twardowski
116
BLOG

Zagrali va banque, stracą na bank

Aleksander.Twardowski Aleksander.Twardowski Polityka Obserwuj notkę 28

Jarosław Kaczyński i popierający w wyścigu o prezydenturę publicyści, dziennikarze, socjologowie, w końcówce kampanii postawili wszystko na jedną kartę, ryzykując swój autorytet, dorobek dziennikarski, pozycję, w nadziei, że zwycięstwo polityka PiS-u okaże się wystarczającą nagrodą.
Po przegranej kandydata Prawa i Sprawiedliwości wielu z nich obudzi się z ręką w nocniku. Będą mieli sporą trudność w odbudowaniu swojej reputacji. A w niektórych wypadkach w ogóle nie będzie to możliwe.

Po pierwsze sam kandydat, który obsesyjnie marząc o władzy porzucił swoją dotychczasową retorykę i z dnia na dzień stał się rusofilem, zwolennikiem Gomułki, życzliwym admiratorem postkomunistycznje lewicy. Czasu zabrakło, ale gdyby kampania trwała dłużej, może nawet zrobiłby sobie dziecko z probówki i na tydzień związał sie "po partnersku" z mężczyzną niewiadomego pochodzenia, aby pozyskać życzliwość środowisk gejowskich. Jak teraz przekona swoich wyborców, że wcale nie chciał, lecz udawał na użytek kampanii? A jeśli przyzna, że tak faktycznie było, jak wierzyć facetowi, który zmienia poglądy w zależności od aktualnej potrzeby?

Po drugie Joanna Lichocka - niezaleznie od tego, co dziś piszą Janke i Warzecha w jej obronie, kto ma oczy ten widział - zaangażowała sie w kampanię nie jako bezstronny dziennikarz - obserwator sceny politycznej, lecz wojująca działaczka walcząca o zwycięstwo dla jednego z kandydatów. Dziwie się jej, że ani odrobinę nie starała się ukryć swoich sympatii w trakcie debaty wyborczej. Widać jest z tego dumna.

Jadwiga Staniszkis - przekonując nas, że Jarosław faktycznie się zmienił legitymizowała wszelkie jego poczynania. Gdyby nie ludzie jak Staniszkis, Kaczyńskiego farmazony o głębokiej przemianie kupiłoby nie 48% głosujących, lecz garstka najbardziej gorliwych wyznawców. Przy Jarosławie Kaczyńskiem - prezydencie, miała szansę na fotel doradcy. Co teraz zrobi Pani profesor? Zapisze się do PiS?

Jacek Sobala i Tomasz Sakiewicz - w zasadzie trudno mówić o jakimkolwiek zaskoczeniu. Opłacani z publicznych pieniędzy dziennikarze ani przez chwilę nie pozostawili wątpliwości komu kibicują i skwapliwie korzystali z każdej okazji, by chwycić za broń i pomóc Kaczyńskiemu w walce. Kiedy już PO wymiecie z publicznych mediów Prawo i Sprawiedliwość, a po odrzuceniu sprawozdania KRRiTV jest do tego coraz bliżej, obydwaj pewnie wylecą na bruk, kasując ogromne odszkodowania, lub odprawy.

Wreszcie kościół jako instytucja - mimo chlubnych wyjątków, kler poparł Jarosława Kaczyńskiego, nie po raz pierwszy zresztą. Przywykliśmy już, że gdy chodzi o walkę o rząd dusz, niektórzy księża nie mają żadnych trudności, by z kapłana przestoczyć się w intensywnego agitatora. Instruować z ambony, rozdawać ulotki, wskazywać na kogo głosować, by uniknąć grzechu ciężkiego. Żadne to zaskoczenie. Raczej smutna konstatacja, że w kościele nie dzieje się nic nowego.

 

 

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (28)

Inne tematy w dziale Polityka