Aleksander.Twardowski Aleksander.Twardowski
46
BLOG

"Strach" przed Grossem

Aleksander.Twardowski Aleksander.Twardowski Polityka Obserwuj notkę 29

W całym zamieszaniu dotyczącym książki Tomasza Grossa, najdziwniejszy, nomen omen, jest paniczny strach, jaki wywołała. Strach przed przyznaniem, że w jakimś stopniu Gross może mieć rację, strach przed rzetelną dyskusją na temat opisywanych na łamach książki zjawisk. Wreszcie strach przed Grossem w ogóle – wszak w ostatnim czasie autor „Strachu” stał się w Polsce wrogiem publicznym numer jeden. W oczach prawicowych publicystów i części kleru jest dziś upiorem i Polakożercą, któremu na skutek ogromnego niedopatrzenia, pozwolono wydać kłamliwą publikację. 

A przecież mogło być inaczej – książka, jeśli choć w części prawdziwa, powinna być impulsem, do podjęcia dyskusji na temat stosunków polsko – żydowskich w powojennej Polsce. Po co wzbraniać się przed dotykaniem tej kwestii, jeśli, o czym zapewnia choćby Kardynał Dziwisz, nie mamy sobie w tej sprawie nic do zarzucenia?

Tymczasem przesadne reakcje nie tylko Kardynała, ale również polityków, czy – o zgrozo! – prokuratury, wywołują wrażenie zgoła przeciwne. Coś musi być na rzeczy - gdzieś słowa Grossa kłują nas niewygodnie, skoro mówiąc o książce Grossa Polak puchnie i robi się czerwony. 

Gross pisze o czynach wstydliwych, dokonywanych, często z nieprzymuszonej woli, przez niektórych Polaków wiedzionych frustracją, zazdrością, podsycanym gniewem wobec inności, a więc tym wszystkim, co leży u podstaw każdej ksenofobii. Zamiast zaprzeczać, że tak się zdarzało, dotknięty do żywego dzisiejszy Polak mógłby pochylić się nad zjawiskiem opisywanym w „Strachu” i zastanowić się co leży u jego źródeł. Czytać książkę Grossa jako przestrogę, a nie jako oszczerstwo.

Autor poważny zarzut zaniechania, stawia przy tej okazji Kościołowi i tu faktycznie go rozumiem. Reakcja kościoła na holocaust choćby, nie była, o czym wiemy, wystarczająca.  Podobnie w latach największej ekspansji faszyzmu w Europie – kościół nigdy nie zajął wystarczająco zdecydowanego stanowiska, wiedziony strachem, może bezsilnością, może konformizmem. Papież Pius XII, którego pontyfikat przypadł na pierwsze lata II wojny światowej, do dziś jest przez historyków uznawany za postać niejednoznaczną, z uwagi na swoje nieskrywane sympatie dla rządów gen Franco, czy Mussoliniego. W tę tendencje wpisują się, niestety, opisywane przez Grossa postawy kościelnych dostojników. Przynajmniej wśród niektórych z nich, antysemityzm był faktem, a nie domniemaniem.

Nie znaczy to oczywiście, że Gross nie ustrzegł się błędów. Nie można uogólniać, że moralnie naganne zjawiska były domeną Polaków w ogóle. Tak jak krzywdzące było uogólnianie, że wszyscy Niemcy to faszyści. Może Gross powinien się szerzej omówić kontekst historyczny, społeczny. Wierzę jednak, że wrażenie takie wywołał niezamierzenie. Mądry, refleksyjny czytelnik wie, i po przeczytaniu książki zdania nie zmieni, że nie da się uzasadnić takich ujednoliceń. Stąd też Grossa, o próbę przemycenia tezy, że rzecz dotyczy wszystkich Polaków,  nie podejrzewam, z uwagi na to, że to człowiek wystarczająco inteligentny.

Rozumiem niewygodę, jaką można poczuć czytając książkę Grossa. Histeryczna reakcja, jaką ona wywołała, jest jednak co najmniej przesadzona. Prokuratorskie śledztwo, jakim grozi się pisarzowi, czerwoni ze złości hierarchowie przed okiem kamery, Jarosław Gowin oznajmiający wszem i wobec, że on sam książki by nie wydał – to wszystko nie powinno się zdarzyć. Bo jeśliby Gross, w co wątpię, faktycznie miał złe intencje, dziś zacierałby ręce czytając codzienną prasę, ze jednak miał stuprocentową rację.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (29)

Inne tematy w dziale Polityka