„Szkoła dla kandydatów na polityków”, jaką założył były premier Kazimierz Marcinkiewicz, to pomysł z kapelusza. A przede wszystkim niespotykane kuriozum – oto powstaje miejsce, w którym młodzi ludzie mają nauczyć się bycia politykami. Politykami, czyli kim?
Idea Marcinkiewiczowej uczelni przywodzi na myśl przykład tych posłów, którzy w rubryce „zawód” na stronach sejmowych wpisują dumnie parlamentarzysta. Zapominając na moment jak bardzo zdewaluowała się ta „profesja”, to, że ktoś jest parlamentarzystą oznaczać ma więc, że główna rzecz, na której faktycznie się zna, to wciskanie guzika „za” lub „przeciw”. Albowiem to właśnie robią parlamentarzyści.
Źle jest, gdy zasiadający w sejmie traktują bycie posłem jako wyuczony zawód. Wszak posłem się bywa, a menedżerem, na przykład, po prostu się jest. Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że polityk powinien przede wszystkim posiąść gruntowną wiedzę i praktykę z konkretnej, innej niż parlamentaryzm, dziedziny. W końcu zdarza się, że zasiada w komisjach, bywa nader często, że zabiera głos w kwestiach wymagających więcej niż elementarnej wiedzy w tej materii. Czym błyśnie, jeśli z zawodu będzie jedynie politykiem?
Marcinkiewicz zapomina, albo dyskretnie na ten temat milczy, że ci europejscy politycy, których nazwiska już dziś coś znaczą, albo znaczyć będą, zanim zajęli się polityka odebrali wykształcenie z rozmaitych dziedzin. Tony Blair ukończył prawo, Ronald Reagan otrzymał dyplom z ekonomii i socjologii, a Jacques Chirac, zanim został prezydentem, odbył studia na prestiżowej École Nationale d'Administration i Harvardzie. W politykę weszli odebrawszy zawczasu wykształcenie, a uczyli się jej nie na wykładach, lecz angażując się w stowarzyszeniach, komitetach, stronnictwach, wspinając się po szczeblach kariery powoli, acz konsekwentnie.
Trudno oprzeć sie wrażeniu, że Marcinkiewicz, z wykształcenia fizyk, późniejszy absolwent Prawa i Administracji, szuka sposobu na skonsumowanie swej popularności. Szkoda, że nie pożytkuje jej w inny, bardziej korzystny dla kraju sposób. W to, że obecni politycy, nieważne jakiej maści, nauczą młodych jak być politykami i jak, cytując za Marcinkiewiczem, „rozwiązywać konflikty polityczne”, szczerze wątpię.


Komentarze
Pokaż komentarze (8)