Aleksander.Twardowski Aleksander.Twardowski
39
BLOG

W obronie Prezydenta

Aleksander.Twardowski Aleksander.Twardowski Polityka Obserwuj notkę 11
Kilkanaście dni pozostawały bez echa zapowiedzi autorów opracowania, które ma podobno zdemaskować Wałęse - agenta. Autorzy rodem z IPN-u urabiają tym samym grunt pod wydanie przygotowywanej przez Instytut książki. Po jej lekturze, zapowiadają, stanie się jasne - były Prezydent to TW Bolek, współpracownik bezpieki. Na spóźnioną, ale adekwantną reakcję, zdecydowała się grupa intelektualistów, publicystów i polityków, upowszechniając list otwarty w obronie Wałęsy. Czy to wystarczy, zważywszy, że w tym samym czasie wymownie milczą przedstawiciele PO, której Wałęsa udzielił poparcia przed wyborami parlamentarnymi? Można się spierać, czy historycy w ogóle mają prawo badać przeszłość Lecha Wałęsy. Osobiście sądzę, że mogą, albo wręcz powinni. Nie ma ludzi "nietykalnych", historia zna przypadki, gdy po czasie opinia publiczna poznawała fakty, których wcześniejsze upublicznienie miałoby dla wizerunku wielu, kolosalne znaczenie. Szkopuł w tym, że po pierwsze - historycy IPN, z winy swojej i swojego szefa, nie są wiarygodni. Zdążyli przyzwyczaić, że w pracy badawczej bronią postawionych wcześniej tez. Wygłaszane przez nich zapowiedzi książki wpisują się w ten trend. Zanim jeszcze opracowanie wyszło z druku, w Polskę poszedł jasny komunikat - Wałęsa był agentem. Powtarzany po wielokroć zarzut zagnieździ się w świadomościach Polaków, również tych, którzy książki nie przeczytają. Po drugie, IPN, a już na pewno szef instytutu Janusz Kurtyka, jest od momentu rozpoczęcia trwającej kadencji, umocowany po prawej, PiS-owskiej stronie sceny politycznej. Zamiłowanie do niesprawdzonych oszczerstw, podejrzeń graniczących z obsesją, dzielenia społeczeństwa na "swoich" i tych, co stoją tam gdzie ZOMO, równie dobrze co poprzedni rząd przejawia dzisiejszy skład Instytutu. Dość przypomnieć w jakich okolicznościach jego obecny szef uzyskał piastowane do dziś stanowisko. Na ostatnim etapie rywalizacji Kurtyki z najgroźnieszym konkurentem - Andrzejem Przewoźnikiem, do prasy wyciekły dokumenty mające rzekomo świadczyć o współpracy Przewoźnika z SB. Przewoźnik nie został prezesem, Kurtyka zwyciężył, a dokumenty, do wycieku których podobno się przyczynił, okazały się fałszywe. Na koniec - książka powstaje bez udziału Lecha Wałęsy, a jej autorzy swe domysły opierają głównie na materiałach wytworzonych przez Służbę Bezpieczeństwa. Zadziwiająca jest wiara IPN-owskich śledczych w autentyczność zgromadzonych w Instytucie raportów. Pod warunkiem, oczywiście, że dotyczą one politycznych przeciwników. Dowodów owej podwójnej moralności Instytutu legitymizowanego przez Prawo i Sprawiedliwość, dostarczył sam prezes PiS-u. W trakcie śledztwa dotyczącej datowanej na 1981 rok lojalki, jaką miał podpisać, Jarosław Kaczyński dowodził, że została ona w całości podrobiona. Nie przeszkodziło mu to uznać, ze w przypadku Lecha Wałęsy, ubeckie materiały noszą wszelkie znamiona autentyczności. Pewnie byłoby lepiej, gdyby książka opisująca wczesny okres opozycyjnej działalności Lecha Wałęsy powstawała z jego udziałem. Może warto, aby pisał ją ktoś inny. Dziś bowiem, gdy wiemy kto ją pisze i jaki cel mu przyświeca, jest po prostu mało wiarygodna. A skoro, o czym wiemy po zapowiedziach autorów, oczerni polskiego laureata Pokojowej Nagrody Nobla, protest przeciwko zawartym tam tezom jest ze wszech miar zasadny. Oby czym prędzej dołączył się do niego polski rząd i premier

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (11)

Inne tematy w dziale Polityka