Łódzka Prokuratura podjęła decyzję w sprawie Arkadiusza Mysony. Przypomnijmy – piłkarz ŁKS po meczu z Widzewem w 2008 roku paradował po boisku w koszulce z napisem „Śmierć Żydzewskiej Kurwie”. Usprawiedliwiał się później, że rzucił mu ją z trybun jeden z kibiców, a on nie oglądając - założył. Prokuratura uznała, że zrobił to nieumyślnie – pani prokurator wykazywała, że nie da się udowodnić, że Mysona założył koszulkę celowo. Skoro więc założył przypadkiem, nie może być mowy o przestępstwie.
Zadecydowano jednocześnie, że za noszenie takiej samej garderoby dwóch szalikowców ŁKS-u poniesie karę – zidentyfikowano ich za pomoca systemu monitoringu i postawiono zarzut publicznego nawoływania do popełnienia występku i znieważenia grupy osób z powodu przynależności narodowej.
To rzeczywiście niespotykany precedens – zakładając, że Mysona nie wiedział co zakłada (nomen omen) prokuraturzy uwierzyli chyba, że piłkarz jest idiotą i jako głupka, o znieważenie Żydów oskarżyć go nie mogą. W tym samym czasie, dwóch łysych ultrasów uznał za w pełni świadomych i ewidentnie od piłkarza mądrzejszych. Wiedzieli, co robią, a więc za znieważenie odpowiedzą.
Prokuratura powieliła jednocześnie funkcjonujący w społeczeństwie stereotyp piłkarza – głupka, który poza kopaniem skórzanej piłki niewiele innego potrafi, a zanim zaczął treningi skonczył cztery klasy podstawówki. Jeśli ktoś miał wcześniej wątpliwości, czy to aby nie krzywdząca ocena, casus Mysony rzuca na kwestię nowe światło.
Swoją drogą, całe szczęście dla Mysony, że z trybun nie poleciał fioletowy stanik. Gdyby Mysona równie beztrosko naciągnął go na owłosioną klatę, Łódzcy Ultrasi, Mysonie – Gejowi nigdy by nie wybaczyli.


Komentarze
Pokaż komentarze (4)