Pierwsze mecze EURO 2012 za nami, cały piłkarski świat skierował swoje oczy na Polskę i Ukrainę. Kibice oglądają Mistrzostwa Europy nie tylko przed telewizorami, nasz kraj odwiedzi w tym roku nawet milion ludzi. Obecność zagranicznych gości jest na pewno pozytywnym elementem tej imprezy, może dzięki EURO wielu obcokrajowców porzuci fałszywe stereotypy dotyczące Polski. Mimo negatywnego obrazu naszego kraju, który lansowała BBC, z Solem Campbellem na czele, kibice z chęcią odwiedzają nasz kraj i jak na razie nie widzimy fali rasistowskich ekscesów. Trzeba podkreślić, że problem nienawiści na tle rasowym w Polsce jest bardzo mocno naciągany, a wypowiedzi działaczy organizacji „Nigdy Więcej” doskonale wpisują się w tą fałszywą propagandę. Bohaterowie słynnego już dokumentu BBC wspominają o tym, że brytyjska telewizja wyemitowała jedynie wycinki ich wypowiedzi, to, co nie pasowało to koncepcji autorów po prostu wycięto. Tego typu montaż jest oczywiście świętym prawem dziennikarzy, lecz oczywistym jest, że tak wyedytowany materiał ma mało wspólnego z rzeczywistością. Mimo negatywnego PR-u, jaki zaserwowali nam Brytyjczycy obcokrajowcy odwiedzają nasz kraj i raczej nie narzekają…, raczej, bo jak to zwykle bywa nie wszystko idzie tak jak to zaplanowano wcześniej. Mimo zaleceń Donalda Tuska, który zaapelował do dziennikarzy o „prawidłowe” relacje z mistrzostw, widzimy, że EURO 2012 ma także ciemniejszą stronę. Nie jest ona dominująca, ale trzeba brać ją pod uwagę, przy ocenie ogólnej mistrzostw.
Najwięcej szumu i kontrowersji występuje przy okazji obecności Rosjan, którzy odwiedzili nasz kraj w stosunkowo dużej liczbie. Co więcej potraktowali hasło „feel like at home” bardzo dosłownie i postanowili zorganizować przemarsz ulicami Warszawy. Mimo wszystko nie miałbym nic przeciwko gdyby nie bezczelność, z jaką wypowiadają się rosyjscy przedstawiciele kibiców. Tutaj warto odnotować, że i te struktury są opanowane przez kremlowski reżim i działania, jakie widzimy mogą być prowokacją rosyjskich władz. Wracając jednak do samego przemarszu, ciekawym jest, że mimo ewidentnych antagonizmów między narodem polskim i rosyjskim władze stolicy wydały pozytywną opinię dotyczącą marszu kibiców. Trzeba być naprawdę naiwnym, aby sądzić, że całość zakończy się bez incydentów. Rosjanie uważają, że skoro w 2009 roku zorganizowali podobny przemarsz w Helsinkach, to ten w Warszawie należy się im „jak psu buda”. Nie ma sensu licytowanie się, w którym kraju komunistyczny reżim dokonał większych zniszczeń, ale oczywistym jest, że to Polska od czasów zakończenia II Wojny Światowej była pod okupacją ZSSR. Ktoś powie, że przyjeżdżają Rosjanie, a nie obywatele ZSSR. Pudło! Spora część fanów ze wschodu deklaruje, że pojawi się na marszu z symbolami komunistycznego imperium. W Polsce mamy dziwną sytuację, mianowicie, gdy na ulicy spotkamy kogoś w koszulce ze swastyką ludzie będą oburzeni, natomiast, gdy ten sam człowiek pojawi się w ubranku z facjatą Che Guevary lub sierpem i młotem, to zgorszenie dziwnym trafem znika. Czy to skutek wielu lat niewoli i braku świadomości Polaków? Najprawdopodobniej tak. Dochodzi jeszcze czysta głupota i kołtuństwo. Najbardziej przykre jest to, że zapewne w rosyjską prowokację zostanie wciągniętych wielu Polaków. Jest duża szansa, że 12 czerwca w Warszawie, wyszydzani i wypychani na margines kibole zgotują bardzo bolesne powitanie sąsiadom zza wschodniej granicy. Nie mam na myśli tutaj głównego marszu, bo tam siły policyjne będą ogromne, chodzi bardziej o ulice Warszawy, na których może dojść do pojedynczych, ale licznych starć. Nie pochwalam rozwiązań czysto siłowych, tak samo jak nie pochwalam przyzwalania na promowanie komunizmu w Polsce. Z tego powodu żałuję, że najprawdopodobniej wielu młodych ludzi trafi do aresztu z powodu sprzeciwu wobec promowania zbrodniczego systemu. Do tego dochodzi niechęć do Rosji, która często jest przesadzona. Nie wszyscy Rosjanie nas nienawidzą, wielu szanuje Polaków i nie można generalizować, a jest to niestety częste zjawisko wśród naszych rodaków. Poza wspomnianym przemarszem rosyjscy kibice „wsławili” się już pobiciem stewardów i demolowanie ogródków piwnych we Wrocławiu. Mamy dopiero 10 czerwca, a EURO potrwa do 1 lipca, ciekawe, czym jeszcze zaskoczą nas wschodni przybysze.
Inne nacje goszczące w naszym kraju również nie próżnują. Chorwaci i Irlandczycy lubią mocniejsze wrażenia i w Poznaniu postanowili stoczyć bój z lokalnymi kibicami. Warto tutaj odnotować „bohaterską” akcję policji, która dojechała na miejsce po kilkunastu minutach i zatrzymała groźnych agresorów. Gazeta Wyborcza informuje natomiast o ataku kibiców ŁKS-u na Anglików, którzy według tego wiarygodnego periodyku mieli pogonić gości z wysp w lokalnym barze. Policja nie potwierdza tych informacji, podobnie jak właścicielka lokalu, która według GW miałaby się obawiać reperkusji ze strony agresorów. Cóż, zawiła historia. Mimo tych incydentów większość kibiców, którzy nas odwiedzają zachowuje się normalnie. Pozytywnie wypowiadają się na temat naszego kraju, głównie podobają im się nasze panie. Najgorzej oceniają polskie drogi, które przyrównują do afgańskich szlaków. Zabawne, ale trochę prawdy w tym jest.

A co z polskimi kibicami? Wszyscy czują się gospodarzami? Niektórych gościnność trochę ponosi, rozsądek ustępuje miejsca wielkiej biesiadzie. Niektórym na pewno odpowiada taki jarmarczny styl kibicowania, jednak ten entuzjazm nie przekłada się na wspomaganie zawodników. Nasi piłkarze narzekają na doping i nie ma, co się dziwić, po kontrowersyjnych działaniach PZPN-u i rządu prawdziwi kibice odwrócili się od reprezentacji. Kibole potrafili się zorganizować i w realny sposób wspomagać kadrę, malowanie twarzy i nasadzenie cylindra na głowę uważali za tandetne substytuty prawdziwego kibicowania. Tak demonizowani kibole, często określani mianiem pseudokibiców (obowiązkowa nowomowa!) przestali brać udział w cyrku, jakim stały się mecze kadry, a na trybunach pojawiły się tak oczekiwane przez władze związkowej centrali, rodziny z dziećmi. Już pierwszy mecz na EURO pokazał, że widowiska z taką publiką są o wiele mniej atrakcyjne. Nawet mainstream dostrzega, że piknikowa publika nie zapewnia dobrego wsparcia piłkarzom. Co prawda nie odwiedziłem stadionu narodowego, ani nie byłem w środku strefy kibica, widziałem jednak to, co działo się wokół niej, widziałem również „kibiców” wracających z meczu pociągami i komunikacją miejską. Smutnym widokiem są barwy narodowe pozalewane piwem, ledwo stojący na nogach ludzie w biało-czerwonych perukach, czy śpiący z butelką wódki, „zmęczeni” podróżni, z szalikami kadry. Tego typu zjawiska pokazują jak płytki jest patriotyzm wśród tych ludzi. Dlaczego w czasie EURO dostrzegamy więcej narodowych flag, niż w dniach takich jak 11 listopada czy 3 maja? Czy ten wielki „patriotyzm” nie jest w rzeczywistości przywiązaniem do biesiady i widowiska sportowego? Biało-czerwony cylinder, umalowana twarz i szalik na szyi nie są wyznacznikami przywiązania do reprezentacji. Liczy się to, w jaki sposób odbieramy reprezentowanie naszego kraju przez piłkarzy. Osobiście uważam, że kadra ma reprezentować Polaków i powinni grać w niej ludzie urodzeni w naszym kraju. Nie ma dla mnie znaczenia kolor skóry ani wyznanie, reprezentant ma być natomiast związany z moją ojczyzną. Nie interesują mnie argumenty, że „cały świat naturalizuje”, to tak jakby twierdzić, że „większość zawsze ma rację”. Bezrefleksyjność niektórych fanów przeraża, wiem jednak, że w Polsce jest wielu rozsądnych koneserów futbolu, którzy podziwiają sportowe widowisko mistrzostw, a odcinają się od jarmarcznego kotła, jaki zgotowały nam władze, z popularnymi „Januszami” w obwodzie.




Komentarze
Pokaż komentarze