Dzisiejszy przegląd portali informacyjnych zacząłem od „onet.pl” i, póki co, na nim skończyłem. Jak obuchem strzelił mnie w łeb artykuł traktujący o poselskim stanie posiadania, pokłosie opublikowanych niedawno przez Kancelarię Sejmu oświadczeniach majątkowych. Poczułem zazdrość, tę jej paskudną odmianę zwaną potocznie zawiścią. I nie chodzi o to, że posłowie mają szmalu jak lodu, jeżdżą wypasionymi brykami za kilkaset tysięcy i mieszkają w domach, których kubatura i wyposażenie stawia je raczej w kategorii pałacu. I nie o majątek moja zawiść się oparła, ten uważam za prywatną sprawę każdego człowieka dopóki wedle prawa jest uczciwy nikogo jego wielkość nie powinna obchodzić. Ta cała hucpa z ujawnianiem deklaracji majątkowych „przedstawicieli narodu” to idiotyzm, schizofrenia skrzyżowana z Wielkim Bratem. Ale do rzeczy. Jak mówiłem, uczucie zawiści jakie mnie dopadło nie dotyczyło poselskich bogactw. Dotyczyło strony politycznej barykady, po której sejmowi krezusi się opowiedzieli: im kto bogatszy tym bardziej na lewo. Przy samej ścianie stoi zaś nie kto inny, ale były ksiądz, były UB-ek, obecny właściciel skrajnie antyklerykalnego pisemka „Fakty i Mity” i wróg Kościoła numer jeden Roman Kotliński.
Nie, nie będę tera snuł teorii spiskowych mających wyjaśnić pochodzenie tych pieniędzy. Nic mnie to nie obchodzi, jeśli delikwent wzbogacił się w sposób niezgodny z prawem to jest to sprawa dla prokuratury, a jeżeli prawa nie przekroczył to niech sobie z nich korzysta do woli. Mnie zastanawia dlaczego tak się dzieje, że najbogatsi politycy to ci deklarujący walkę ze społeczną niesprawiedliwością, biedą, wykluczeniem, dyskryminacją i tak dalej? Czyżby socjalizm był aż tak intratnym biznesem? Jeżeli tak, to może jego wdrażaniem powinni się zająć raczej politycy deklarujący wolność bogacenia się, czyli siedzący po prawej stronie sceny?
Zostawmy jednak dywagacje dotyczące podziału sceny politycznej i miejsca siedzenia poszczególnych przedstawicieli Narodu – te jak wiemy zmieniają się częściej niż pory roku i nie warto się nimi zbytnio przejmować. Zastanówmy się raczej dlaczego ci, którzy mają najwięcej najgłośniej krzyczą o odebraniu innym? To przecież oni wciąż postulują odebranie przywilejów Kościołowi, który rzekomo ograbia polskie państwo na grube miliony, zniewala ludzi i usiłuje zawłaszczyć sobie rząd dusz. Wielu ludzi dało się na te brednie nabrać, jednak każdy kto umie myśleć zastanowi się ile prawdy jest w ględzeniu faceta, który swój cały majątek zbił na oczernianiu księży i Kościoła...



Komentarze
Pokaż komentarze