Spektaklu ciąg dalszy. Wanda Nowicka, marszałek sejmu i aborcyjna lobbystka w jednym złożyła odwołanie od wyroku uniewinniającego Joannę Najfeld. Niby nic dziwnego, skorzystała z prawa, które jej przysługiwało jak psu micha. Niby, bo nie o prawo, ani tym bardziej sprawiedliwość, w tym procesie chodzi...
Pierwsza edycja reality show „Taniec z Nowicką” trwała półtora roku i skończyła się fiaskiem. Głównej nagrody – a był nią dwuletni pobyt w luksusowym sanatorium za żelaznymi firankami – nie przyznano. Ku uciesze gawiedzi a zawodzie sponsorów całą zabawę trzeba zacząć od nowa, nagroda musi być przyznana, choć nie ona jest tutaj najważniejsza. W całej tej hucpie chodzi tylko i wyłącznie o zamknięcie gąb inaczej myślącym, „nieprawomyślnym” katolom nie zgadzającym się na mordowanie ludzi w dowolnym momencie ich rozwoju. Joanna Najfeld ma być tylko przykładem mówiącym: „patrzcie! Albo będziecie milczeć, albo skończycie jak ona!”. Nawet jak nie pójdzie siedzieć, to skończy zahukana i zaszczuta. My wszyscy tak skończymy, jeśli pozwolimy by osoby pokroju Wandy Nowickiej szczekały w naszym imieniu z sejmowej (i nie tylko) trybuny...
Stanowisko wicemarszałka sejmu zobowiązuje. Człowiek je zajmujący winien być nieskazitelny, powinien być wzorem nie tylko dla posłów ze swojego klubu, dla parlamentarzystów, ale także dla nas wszystkich niezależnie, jakie poglądy polityczne wyznajemy. Tymczasem pani Nowicka nękając (trudno tu użyć łagodniejszego określenia) Joannę Najfeld i wykorzystując do tego majestat Rzeczypospolitej (reprezentowany i przez siebie i przez sąd) jasno daje do zrozumienia, że reprezentuje tylko siebie i swoje interesy. Wyłania się z tego obraz niczym z trylogii Sylwestra Chęcińskiego i aż dziw, że na swoim blogu nie napisała jeszcze „Sąd sądem, ale sprawiedliwość musi być po naszej stronie!”. Znając rewolucyjne zapędy jej synalka znalazłyby się pewnie też dwa granaty w świątecznym ubraniu...



Komentarze
Pokaż komentarze