AlexanderDegrejt AlexanderDegrejt
180
BLOG

Kara główna

AlexanderDegrejt AlexanderDegrejt Polityka Obserwuj notkę 6

Przez media przetacza się burzą, a może i śnieżną lawiną temat kary śmierci. Dziwić to nikogo nie powinno, problem istnieje i przedyskutować go trzeba. Niestety, jak to w naszym kraju ludzie wzięli się za łby i tłuką się, jakby od tego zależała przyszłość wszechświata. O rzeczowej dyskusji i przedstawianiu logicznych argumentów zapomnieć można. Tradycji stało się zadość, Polak kłócić się musi, inaczej popadłby w frustrację i przestał być sobą. Natura taka, kompromis to słowo pomiędzy Bugiem a Odrą nieznane. Cóż, mimo wszystko spróbuję go zaproponować, choć wiem, że to walka z wiatrakami i zrozumienia w narodzie nie znajdzie. Zwłaszcza, że jestem (również tradycyjnie, po Wałęsowemu, za a nawet przeciw).

 

Przede wszystkim powiedzieć muszę, że zgadzam się całkowicie z nauczaniem Jana Pawła II. Jeżeli istnieje w ramach systemu penitencjarnego możliwość takiego odizolowania przestępcy, by nie był już zagrożeniem dla innych to nie ma sensu zastosowanie kary głównej. Więcej – jej stosowanie jest moralnie złe i nosi wszelkie znamiona zemsty. Jeżeli prawo dopuszcza zemstę jako karę, to dlaczego odmawia jej ofiarom lub rodzinom ofiar? Dlaczego syn zamordowanego mężczyzny, który samodzielnie odnajdzie oprawcę ojca i, mówiąc wprost, odrąbie mu łeb ma być uznany za przestępcę i sądzony? Przecież on tylko wyręczył wymiar sprawiedliwości i zaoszczędził pieniędzy podatnikom. Skoro państwo może się mścić, to równie dobrze każdy z nas może wziąć sprawy we własne ręce, przynosząc ulgę sobie i, niejako przy okazji, zakorkowanym sądom. Byłoby to logiczne, jednak na pewno nie sprawiedliwe. Podobnie szafowanie zemstą przez sąd nie miałoby nic wspólnego ze sprawiedliwością, byłoby zwyczajnym odwetem a państwo stosujące takie prawo można by bez mrugnięcia okiem nazwać barbarzyńskim.

 

Kara śmierci ma jeszcze jedną wadę. Zagrożony nią przestępca będzie robił wszystko, by nie dać się złapać. Będzie się starał pozbyć świadków, zastrzeli ścigającego go policjanta, prokuratora, sędziego. Ona może odstraszyć drobnego złodziejaszka od dźgnięcia nożem właściciela domu, który nakrył go na włamaniu, nie powstrzyma jednak zdeprawowanego mordercę. Przeciwnie, zdeterminuje go do skuteczniejszego działania i narazi na niebezpieczeństwo przypadkowe osoby. I, choć zabrzmi to okrutnie, nie ma się czemu dziwić – człowiek ten będzie walczył o życie, a wtedy chwyta się każdych środków.

 

Z drugiej strony też nie jest różowo. Skazany na karę bezwzględnego dożywocia morderca stoi poza, albo i ponad prawem. On może już wszystko, nie ma czego się bać bo nic ponad karę, którą otrzymał już mu nie grozi. Może wymordować kolegów spod celi, może zadźgać strażnika, udusić odwiedzającą go żonę czy zmajstrować bombę w ramach zajęć resocjalizacyjnych. Co może go powstrzymać? Dożywocie już ma, drugiego nie odsiedzi a tylko wyjątkowy naiwniak może uwierzyć, że nagle z (dajmy na to) seryjnego mordercy przerodzi się w siostrę miłosierdzia. Resocjalizacja nie działa, zwłaszcza wobec człowieka, który nie ma już nadziei zobaczenia słońca bez pośrednictwa krat.

 

Dlatego uważam, że kara śmierci powinna znajdować się w kodeksie karnym. Właśnie w celu odstraszenia tych, którym się wydaje, że nic im już nie grozi. I tylko w takich skrajnych przypadkach powinna być zasądzana i stosowana. Bo właśnie wtedy zachodzi ten wyjątek, o którym mówił Ojciec Święty: „... Nie istnieje inna możliwość ochrony potencjalnych ofiar”. W każdym innym przypadku najwyższy wymiar kary będzie zemstą i nie ma znaczenia, że wykonanie wyroku ma wymiar „humanitarny” a skazaniec nie cierpi.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (6)

Inne tematy w dziale Polityka