Szefowie dyplomacji Polski, Niemiec, Wielkiej Brytanii i Szwecji zapałali świętym oburzeniem i wystosowali list teoretycznie skierowany do prezydenta Białorusi, a praktycznie będący klasyczną agitką. Czytając go można odnieść wrażenie, że słucha się ślepego opowiadającego o kolorach, albo kanibala wychwalającego zalety kuchni wegańskiej.
"Zależało i zależy nam tylko i wyłącznie na tym, aby Białoruś zbudowała dla siebie przyszłość opartą na demokracji, dobrobycie i bezpieczeństwie oraz by współpracowała z Unią i pozostałymi sąsiadami na ogólnie przyjętych zasadach" – piszą ministrowie krajów, które są „wzorami” demokracji i praworządności. Szwecja promuje idealną politykę prorodzinną, żadne dziecko nie musi się bać, ze kiedy pojawi się smutne w szkole trafi do państwowego ośrodka, a rodziny są wspierane przez państwo jak nigdzie indziej na świecie. W Wielkiej Brytanii panuje niespotykana i wzorcowa wręcz swoboda religijna, nikt nawet nie pomyśli o szykanach wobec wierzących czy zwolnieniu pracownika za noszenie krzyżyka na szyi. Niemcy słyną z idealnego wręcz pluralizmu i niemieszania się państwa w poglądy obywateli, choćby nawet najbardziej skrajne. W Polsce zaś mamy wolność demonstrowania jakiej pozazdrościć mogą nam wszyscy, manifestanci dowolnej konduity są zawsze jednakowo i doskonale chronieni, a służby zachowują się wzorowo...
Na Białorusi dobrze się nie dzieje, Łukaszenka obawiając się utraty władzy tłumi każdy przejaw opozycyjnej działalności. Czy jednak jedyną alternatywą dla satrapy jest europejska demokracja? Może jestem stary i mam przebłyski z przeszłości, ale ten cały pęd do demokratyzowania wszystkiego i wszystkich zaczyna mi przypominać rozlewający się płomień rewolucji. Zarówno sowieccy towarzysze jak i dzisiejsi piewcy demokracji chcą nieść szczęście ludzkości (na czołgach, jeżeli się nie da inaczej). Może ona (ludzkość) je znaleźć tylko pod ich, jedynie słusznymi, sztandarami o dziwo zawsze upstrzonymi pewną ilością gwiazd...



Komentarze
Pokaż komentarze