AlexanderDegrejt AlexanderDegrejt
513
BLOG

Wolna konkurencja

AlexanderDegrejt AlexanderDegrejt Polityka Obserwuj notkę 8

Ostatnio pisałem o uwolnieniu rynku ubezpieczeń zdrowotnych (tutaj: http://alexdegrejt.salon24.pl/380286,uwolnic-rynek-ubezpieczen-zdrowotnych) twierdząc, że jest to najlepszy sposób na uzdrowienie naszej (leżącej już praktycznie na łożu śmierci) służby zdrowia. Pisałem tam, że pieniądz powinien iść za pacjentem a nie tak jak to ma miejsce dzisiaj przed, przy czym lekarze zamiast zajmować się leczeniem są zmuszeni bawić się we wróżki i przewidywać ilu chorych w danym roku ich nawiedzi. Sytuacja idiotyczna, co najlepiej widać w trzecim i czwartym kwartale, kiedy dostanie się do specjalisty – z racji wyczerpania kontaktów – graniczy z cudem. W rezultacie pacjenci zamiast do najlepszego trafiają – z braku wyboru – do najgorszego, bo tylko on ma jeszcze wolne terminy. Trwa to już od ładnych paru lat a żaden z odpowiedzialnych ministrów czy prezesów nawet się nie zająknął o zmianie, czy chociażby tylko próbie zmiany tego kuriozum.

 

Ostatnimi czasy wiele słów powiedziano i atramentu wylano na temat prywatyzacji szpitali. Zwolennicy i przeciwnicy tejże starli się w boju niemal śmiertelnym, a argumenty furczały w powietrzu niczym topory słowiańskich wojów. Jedni twierdzą, że uzdrowi to sytuację bo prywatny właściciel będzie bardziej dbał o kondycję swojego przedsiębiorstwa. Drudzy, że chęć osiągnięcia zysku przesłoni dobro pacjenta. Nikt nie zwraca uwagi na fakt, że to nie forma własności jest przyczyną problemów a system płatności za wykonane usługi medyczne. Gdyby pieniądze szły za pacjentem to nawet w ramach monopolistycznego molocha jakim jest NFZ poszczególne placówki dostałyby szansę na uzdrowienie. Szpitale, przychodnie, ośrodki zdrowia musiałyby się zreformować by przetrwać, postawić na jakość usług i cały czas ją podnosić. W przeciwnym wypadku groziłby im odpływ pacjentów i w rezultacie (nie bójmy się tego słowa) plajta. Na rynku pozostałyby tylko te, które potrafiłyby spełnić oczekiwania klienteli – czyli pacjentów. A to przecież o ich dobro chodzi wszystkim reformatorom, czyż nie?

 

Zaraz zapewne rozlegną się protesty, że lekarz to powołanie nie zawód, że usługi medyczne mają swoją specyfikę, że nie można ich traktować jak wszystkich innych dostępnych na rynku. Nikt jednak nie odpowie na podstawowe pytanie: dlaczego? Dlaczego lekarzy nie można traktować tak samo jak szewców, krawców, budowlańców, adwokatów? Czy wolna konkurencja usługom medycznym zaszkodzi? Czy jeżeli swoje praktyki będą musieli zamknąć kiepscy ginekolodzy albo dentyści partacze stanie się tragedia? Czy gdy z rynku zniknie obskurny szpital z chamskim personelem ktoś przegra? W moim odczuciu nikt. Może poza tymi, którzy sobie na porażkę sami, w pocie czoła, zapracowali...

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (8)

Inne tematy w dziale Polityka