„Premier Donald Tusk poprzez osobistą dyplomację skrzykuje koalicję na rzecz tych, którzy chcą rozwiązań paneuropejskich. Mają one z jednej strony dyscyplinować budżetowo Europę a z drugiej ją wzmacniać” - oświadczył dziś „kieszonkowy Talleyrand” czyli szef MSZ Radek Sikorski a mnie włosy stanęły dęba na głowie kiedy to usłyszałem. Jedyną możliwą interpretacją słów ministra jest ta, że polski rząd pracuje nad zdemontowaniem państwa i uczynienia z niego prowincji europejskiego imperium. Wielu już mieliśmy w naszej historii zdrajców działających na rzecz obcych mocarstw, ale chyba po raz pierwszy ci zdrajcy mają aż tak wysokie poparcie Narodu. Przyznać muszę, że tego nie rozumiem. Panuje w tymże Narodzie jakieś dziwne przekonanie, że europejskość jest lepsza niż polskość, że obywatel UE to lepszy model człowieka niż obywatel Rzeczypospolitej. Zapewne z racji większej liczby kończyn albo innego rodzaju paliwa na jakim działa...
Przebija w tym jakaś tęsknota za Ameryką, pragnienie upodobnienia Unii do Stanów Zjednoczonych. Wizja potęgi i bogactwa widziana przez ocean poprzewracała ludziom w głowach i myślą oni, że jeżeli stworzy się z Europy molocha, jedno federacyjne państwo, to wraz z tym przyjdzie cała reszta. Niestety to mrzonka, która nie bierze pod uwagę kilku czynników. Po pierwsze między Kalifornijczykiem a żyjącym kilka tysięcy kilometrów dalej mieszkańcem Alaski jest mniejsza różnica niż między Czechem a Polakiem – obaj są Amerykanami, podczas gdy ani Czech, ani Polak, ani Węgier czy Niemiec nigdy nie będą narodowości Europejskiej bo ich tożsamość ukształtowały setki, a nawet tysiące lat historii. USA są krajem młodym, budowanym od podstaw na dziewiczym (niemalże) gruncie podczas gdy na starym kontynencie trzeba by było najpierw zburzyć istniejący i zakorzeniony trwale system społeczno – polityczny. To się nie może udać, a im silniej będzie się go narzucać i im dłużej będzie trwać tym gorsze będą skutki. Ktoś zapomniał jakie skutki przyniósł rozpad Jugosławii, sztucznego tworu, który musiał się w końcu rozlecieć - wszyscy wiemy jaki koszmar to za sobą pociągnęło. Dokładnie ten sam scenariusz grozi Europie jeżeli jej włodarze i zwykli ludzie nie opanują w porę idiotycznych dążeń do integracji w ramach jednego superpaństwa. Bałkańska lekcja pokazuje, jak to się może skończyć.
Zjednoczenie Europie jest potrzebne, jednak nie wspomagane batem Brukselskich watażków. Europa Narodów, wolnych i niezależnych, współpracujących ze sobą nie dlatego, że muszą ale dlatego, że chcą - tylko w ten sposób możemy żyć razem, w pokoju i poszanowaniu dla odmienności tych drugich. W przeciwnym wypadku różnice zamiast się zacierać będą się pogłębiać, niechęć będzie wzrastać i w końcu wybuchnie, bo każdy kocioł ma ograniczoną odporność na wewnętrzne ciśnienie. Dokładnie tak to sobie wyobrażali „ojcowie założyciele” Unii Europejskiej z Robertem Schumanem na czele. Dziś ich ideały pogrzebano, odrzucono ich wizję Europy. Szkoda, bo była ona spójna i gwarantowała rozwój bez niszczenia fundamentów, na których poszczególne narody zbudowały swoje miejsce na Ziemi.



Komentarze
Pokaż komentarze (1)