Jak to zwykle bywa sukces ma wielu ojców, ale porażka ani jednego. Po tym jak krakowscy eksperci orzekli, że na taśmie rejestratora nie da się wyróżnić głosu generała Błasika do wcześniejszej ekspertyzy, obarczającej szefa Sił Powietrznych winą za smoleńską katastrofę, nikt nie chce się przyznać. Nic w tym dziwnego, któż by chciał się przyznać do zrzucenia odpowiedzialności na niewinnego i nie mogącego się już bronić człowieka? Do tego przecież trzeba mieć honor i... jaja, których powszechny deficyt panuje na szczytach władzy cywilnej i wojskowej już od bardzo dawna.
Wyjaśnianie przyczyn katastrof lotniczych to proces żmudny i długotrwały. Zbieranie dowodów, ekspertyzy, badania terenowe – to wszystko musi trwać. Tymczasem śledczy badający katastrofę prezydenckiego samolotu wykazali się umiejętnościami niemalże sprinterskimi i już w kilka dni po katastrofie było wiadomo, że to pijany generał Błasik osobiście rozbił samolot. Aż dziwne, że tak zdolni ludzie nie są zatrudniani przy wszystkich światowych katastrofach! Przecież państwa zamiast utrzymywać własne, niezwykle kosztowne, komórki badające takie wydarzenia mogłyby za dużo mniejsze pieniądze zatrudniać polskich i rosyjskich geniuszy. W tydzień by się uwinęli znacznie przyczyniając się – przy okazji – do znaczącej poprawy bezpieczeństwa lotów.
Wróćmy jednak jeszcze do krakowskiej ekspertyzy podważającej dokonania naszych geniuszy. Ledwo się pojawiła a już odezwały się głosy, że niczego nowego nie wniosła i nic nie zmieniła w dotychczasowych ustaleniach. Tutaj niestety trzeba się zgodzić. Bo to nie działania śledczych mają ustalić prawdę, ale prawda (polityczna) ustalona na początku ma zostać przez nich udowodniona, muszą tak długo pracować i dopasowywać dowody aż będą one idealnie pasować do z góry założonej tezy. Nie może być przecież żadnych zgrzytów, społeczeństwo ma słabe nerwy i mogłoby tego nie wytrzymać. Jego reakcja, jak to miało miejsce tuż po katastrofie i w pierwszą jej rocznicę, mogłaby być bardzo niewygodna (albo i niebezpieczna) dla władz, a wszyscy się przecież musimy zgodzić, że wyrywanie wygodnego stołka spod czyjegoś tyłka jest działaniem bardzo nie na miejscu...



Komentarze
Pokaż komentarze